Moi drodzy bardzo was przepraszam kończę z blogiem. Pisanie dla mnie to już nie była przyjemność, ale przymus. Mam za dużo nauki żeby jeszcze dać radę tutaj pisać. Pomysły mi się skończyły ale bloga nie usunę. Uszanujcie moją decyzję która była trudna do podjęcia.
Pozdrawiam was, Julia
Na Sygnale to moje życie , jak zdejmą z anteny to zejde na zawał
wtorek, 22 września 2015
poniedziałek, 8 czerwca 2015
Rozdział 17 Czy ten rower miał pedały?
Martyna i Piotrek doszli do OIOM-u. Sambor leżał na łóżku zaraz przy wejściu. Miał podłączone jakieś kroplówki i kardiomonitor. Nikt nie wiedział co z nim będzie. Wiele osób nie wiedziało co z mu dokładnie jest. Większość szpitalnego personelu twierdziła że to przez ten wypadek. Jednak odmiennego zdania była żona Michała- Nina i Wiktoria Consalida. Tylko te dwie kobiety twierdziły inaczej.
Ratownicy stali koło drzwi dzielących salę z korytarzem. W ich stronę zmierzała Wiktoria. Szła jak zwykle ze stosem teczek w których było mnóstwo papierów i karteluszek do wypełnienia.
-Cześć Martynka, cześć Piotruś. Co u was?- zapytała swoim przepięknym głosem niczym śpiew skowronka.
-A wszystko po staremu. Ja tyram żeby Piotrek dostał żelki do szpitala. Bo jak nam schudnie to co wtedy?- zażartowała dziewczyna.
-Na poważnie to ja dzisiaj wychodzę. Nareszcie.- dodał chłopak.
-To fajnie.- powiedziała lekarka i dodała- Nie wiecie co z Michałem?
-Nie ale nie można tam wejść. Ciebie wpuszczą ale nas na razie nie chcą. Chodź Piotrek odprowadzę cię do sali, spakujesz się i idziemy.- rzekła ratowniczka.
-No dobra to pa Wika.- powiedział chłopak i każdy poszedł w swoją stronę.
Martyna zaczekała na Piotrka zanim się spakuje. Trwało to aż piętnaście minut. Po odebraniu wypisu znajomi wyszli ze szpitala.
*Następny dzień, stacja ratownictwa medycznego*
-21S zgłoś się.
-21S zgłaszam się.-odpowiedział Artur Góra.
-Wypadek przy ulicy Wschodniej 6. Rowerzysta stracił panowanie nad rowerem.
-Przyjęłem. Bez odbioru.- odpowiedział Góra i zawołał całą ekipę do karetki.
Po dziesięciu minutach ratownicy byli na miejscu. Poszkodowany to dwudziestotrzyletni mężczyzna, który miał na imię Marcin. Pacjent był przytomny.
-Martyna parametry, Piotr wkłucie.- wydawał polecenia Artur, a sam zaczął rozmowę z ofiarą.
-Co panu się stało?- zapytał lekarz.
-Straciłem panowanie nad rowerem.
-A czy ten rower miał pedały bo coś nie widzę, a okulary niedawno czyściłem.
-No bo odpadły...
-Dobrze niech pan nie kończy. Zabieramy pacjenta do szpitala.- przerwał choremu lekarz.
Karetka z pacjentem w pięć minut dojechali do szpitala. Ratownicy zdali poszkodowanego i wrócili do szpitala.
-Martynka czy ten rower miał pedały.- zaczął żartować chłopak.
-Nie widzę ale czyściłem okulary.- dodała Martyna.
-Ściereczkami z Lidla.
______________________________________________________________________
Yyy... Więc na początek przepraszam że często opowiadania pojawiają się strasznie rzadko. Ale to w najbliższym czasie się zmieni a właściwie zmienia się od dnia dzisiejszego, bo oceny przewidywane już wystawione więc nie mam już nic do poprawy. Po za tym szósta klasa, oceny do gimnazjum musiałam więcej czasu poświęcić nauce. Przejdźmy do części lepszej. Do opowiadania. Nie jest długie bo ten wątek z wypadkiem na rowerze rozwinę w II części. Pozdrawiam i zapraszam do komentowania.
Czytasz -> Komentujesz -> Motywujesz
Ratownicy stali koło drzwi dzielących salę z korytarzem. W ich stronę zmierzała Wiktoria. Szła jak zwykle ze stosem teczek w których było mnóstwo papierów i karteluszek do wypełnienia.
-Cześć Martynka, cześć Piotruś. Co u was?- zapytała swoim przepięknym głosem niczym śpiew skowronka.
-A wszystko po staremu. Ja tyram żeby Piotrek dostał żelki do szpitala. Bo jak nam schudnie to co wtedy?- zażartowała dziewczyna.
-Na poważnie to ja dzisiaj wychodzę. Nareszcie.- dodał chłopak.
-To fajnie.- powiedziała lekarka i dodała- Nie wiecie co z Michałem?
-Nie ale nie można tam wejść. Ciebie wpuszczą ale nas na razie nie chcą. Chodź Piotrek odprowadzę cię do sali, spakujesz się i idziemy.- rzekła ratowniczka.
-No dobra to pa Wika.- powiedział chłopak i każdy poszedł w swoją stronę.
Martyna zaczekała na Piotrka zanim się spakuje. Trwało to aż piętnaście minut. Po odebraniu wypisu znajomi wyszli ze szpitala.
*Następny dzień, stacja ratownictwa medycznego*
-21S zgłoś się.
-21S zgłaszam się.-odpowiedział Artur Góra.
-Wypadek przy ulicy Wschodniej 6. Rowerzysta stracił panowanie nad rowerem.
-Przyjęłem. Bez odbioru.- odpowiedział Góra i zawołał całą ekipę do karetki.
Po dziesięciu minutach ratownicy byli na miejscu. Poszkodowany to dwudziestotrzyletni mężczyzna, który miał na imię Marcin. Pacjent był przytomny.
-Martyna parametry, Piotr wkłucie.- wydawał polecenia Artur, a sam zaczął rozmowę z ofiarą.
-Co panu się stało?- zapytał lekarz.
-Straciłem panowanie nad rowerem.
-A czy ten rower miał pedały bo coś nie widzę, a okulary niedawno czyściłem.
-No bo odpadły...
-Dobrze niech pan nie kończy. Zabieramy pacjenta do szpitala.- przerwał choremu lekarz.
Karetka z pacjentem w pięć minut dojechali do szpitala. Ratownicy zdali poszkodowanego i wrócili do szpitala.
-Martynka czy ten rower miał pedały.- zaczął żartować chłopak.
-Nie widzę ale czyściłem okulary.- dodała Martyna.
-Ściereczkami z Lidla.
______________________________________________________________________
Yyy... Więc na początek przepraszam że często opowiadania pojawiają się strasznie rzadko. Ale to w najbliższym czasie się zmieni a właściwie zmienia się od dnia dzisiejszego, bo oceny przewidywane już wystawione więc nie mam już nic do poprawy. Po za tym szósta klasa, oceny do gimnazjum musiałam więcej czasu poświęcić nauce. Przejdźmy do części lepszej. Do opowiadania. Nie jest długie bo ten wątek z wypadkiem na rowerze rozwinę w II części. Pozdrawiam i zapraszam do komentowania.
Czytasz -> Komentujesz -> Motywujesz
sobota, 23 maja 2015
Rozdział 16 Wyjaśnienia.
-Bałam się że się na mnie obrazisz, że odwrócisz się ode mnie. Pamiętasz jak Marcin zachowywał się w stosunku do mnie? Pamiętasz to?
-Pamiętam Martynka. Pamiętam jak to przeżyłaś.
-On zrobił mi piekło. Nigdy tego nie zapomnę. Chciałabym juz tego nie pamiętać ale gdy tylko zamykam oczy i zaczynam o tym myśleć ukazuje mi się ten obraz. Zdemolowano mieszkanie, butelki... Nawet nie może mi to przejść przez gardło.-powiedziała dziewczyna i po policzkach spłynęły jej jeszcze kolejne łzy.
-Ale to juz przeszłość. Nie wracajmy już do tego. Wytrzyj łzy i zostaw je na pogrzeb kiedy umrę.
-Idiota.-powiedziała z ironią w głosie Martyna.
-Ale przyznaj że mnie takiego lubisz.
-Powiem ci że... nie.
-Gadziątko.
-Dobra Piotruś gadziątko idzie do domu bo musi iść posprzątać.-odpowiedzała Martyna i wyszła z sali.
Zmierzając w stronę wyjścia usłyszała głośne krzyki z korytarza równoległego. Brzmiały one ,, Ratunku''. Martyna bez namysłu pobiegła w stronę wołania o pomoc. Gdy dobiegła zobaczyła na podłodze nieprzytomnego Sambora którego właśnie kładli na szpitalne łóżko. Dziewczyna podeszła do pielęgniarki i zapytała co się stało. Pielęgniarka streściła całe to zdarzenie. Że to od tego wypadku zostały zmiany w mózgu. Niewielkie ale jednak zostały. Gdy Sambora zawieźli na salę OIOM-u Martyna zadzwoniła do Wiktora.
-Halo. Cześć Martyna.
-Dzieńdobry doktorze. Przyjedzie pan do szpitala w Leśnej Górze? Nie będę owijać w bawełnę doktor Michał Sambor jest na OIOM-ie. Stracił przytomność. Pielęgniarka i jakiś lekarz stwierdzili że to od wypadku. Powiedzieli że to zmiany w mózgu. Niewielkie ale jednak są.- zaczęła opowiadać z wielkim przejęciem Martyna.
-Martyna spokojnie wszystko dobrze będzie. Każdy ma swojego anioła stróża, który nad nim czuwa. Czasami daje nam chwilę zwątpienia żebyśmy w niego mocniej uwierzyli i zajęli się osobą która nas potrzebuje. Dzisiaj tą osobą jest doktor Michał Sambor.- uspokaja dziewczynę Banach i po chwili dodał- Za niedługo powinienem być. Ale pamiętaj wszystko się dobrze skończy.
-Doktorze to były przepiękne słowa. Wiara w cel czasami potrafi zdziałać cuda. Musimy wierzyć w to że doktor wyzdrowieje i niejednej osobie uratuje życie. Miejmy taką nadzieję bo nadzieja zawsze umiera ostatnia.
-To jest prawda najprawdziwsza prawda. Kończę pa.
-Dowidzenia- odpowiedziała Martyna i rozłaczyła połączenie.
Usiadła na krześle przy miejscu w którym zaszło to całe wydarzenie. Rozmyślała nad tym dlaczego życie jest takie niesprawiedliwe. Dlaczego wypafdki zdarzają się skromnym osobom które często poświęcają swoje życie żeby uratować kogoś innego. Zupełnie obcą osobę.
-Pojdę do Piotrka powiedzieć mu no tym.- powiedziała sama do siebie dziewczyna i udała się do sali w której leży Piotrek. Gdy weszła do sali od razu zaczęła uspokajać kolegę.
-Piotrek tylko spokojnie. Wiesz bo...- chłopak przerwał jej wttrakcie zdania.
-Wiem Sambor jest na OIOM-ie słyszałem. Pielęgniarka mi powiadziała. Też mi jest przykro.
-Piotrek czemu to tak jest. Dlaczego. Ale on będzie żył. Prawda?
-Nie mogę ci tego obiecać ale też mam taką nadzieję.- odparł Piotrek.
-Zaraz powinien tu być Wiktor bo do niego dzwoniłam. Chodź przejdziemy się do niego zobaczyć jaki jest jego stan.
-Dobrze.-odpowiedział chłopak, założył szlafrok i razem z martyną udali się w stronę sali na której był doktor.
_______________________________________________
W poprzednim opowiadaniu Czerwona Pomadkaa napisała że nie lubi od razu Happy End-ów. Do Sambora takie plany miałam od razu, że jego stan się pogorszy bo było by to bez sensu żeby od razu wyzdrowioał. Powiem wam szczerze że gdy pisałam rozmowę Martyny z Wiktorem a potem z Piotrem zakreciła mi się łezka w oku. A Jestem ciekawa jak wam się podobało. Zapraszam was do komentowania. Julia
Komentarze- moje paliwo do pisania.
-Pamiętam Martynka. Pamiętam jak to przeżyłaś.
-On zrobił mi piekło. Nigdy tego nie zapomnę. Chciałabym juz tego nie pamiętać ale gdy tylko zamykam oczy i zaczynam o tym myśleć ukazuje mi się ten obraz. Zdemolowano mieszkanie, butelki... Nawet nie może mi to przejść przez gardło.-powiedziała dziewczyna i po policzkach spłynęły jej jeszcze kolejne łzy.
-Ale to juz przeszłość. Nie wracajmy już do tego. Wytrzyj łzy i zostaw je na pogrzeb kiedy umrę.
-Idiota.-powiedziała z ironią w głosie Martyna.
-Ale przyznaj że mnie takiego lubisz.
-Powiem ci że... nie.
-Gadziątko.
-Dobra Piotruś gadziątko idzie do domu bo musi iść posprzątać.-odpowiedzała Martyna i wyszła z sali.
Zmierzając w stronę wyjścia usłyszała głośne krzyki z korytarza równoległego. Brzmiały one ,, Ratunku''. Martyna bez namysłu pobiegła w stronę wołania o pomoc. Gdy dobiegła zobaczyła na podłodze nieprzytomnego Sambora którego właśnie kładli na szpitalne łóżko. Dziewczyna podeszła do pielęgniarki i zapytała co się stało. Pielęgniarka streściła całe to zdarzenie. Że to od tego wypadku zostały zmiany w mózgu. Niewielkie ale jednak zostały. Gdy Sambora zawieźli na salę OIOM-u Martyna zadzwoniła do Wiktora.
-Halo. Cześć Martyna.
-Dzieńdobry doktorze. Przyjedzie pan do szpitala w Leśnej Górze? Nie będę owijać w bawełnę doktor Michał Sambor jest na OIOM-ie. Stracił przytomność. Pielęgniarka i jakiś lekarz stwierdzili że to od wypadku. Powiedzieli że to zmiany w mózgu. Niewielkie ale jednak są.- zaczęła opowiadać z wielkim przejęciem Martyna.
-Martyna spokojnie wszystko dobrze będzie. Każdy ma swojego anioła stróża, który nad nim czuwa. Czasami daje nam chwilę zwątpienia żebyśmy w niego mocniej uwierzyli i zajęli się osobą która nas potrzebuje. Dzisiaj tą osobą jest doktor Michał Sambor.- uspokaja dziewczynę Banach i po chwili dodał- Za niedługo powinienem być. Ale pamiętaj wszystko się dobrze skończy.
-Doktorze to były przepiękne słowa. Wiara w cel czasami potrafi zdziałać cuda. Musimy wierzyć w to że doktor wyzdrowieje i niejednej osobie uratuje życie. Miejmy taką nadzieję bo nadzieja zawsze umiera ostatnia.
-To jest prawda najprawdziwsza prawda. Kończę pa.
-Dowidzenia- odpowiedziała Martyna i rozłaczyła połączenie.
Usiadła na krześle przy miejscu w którym zaszło to całe wydarzenie. Rozmyślała nad tym dlaczego życie jest takie niesprawiedliwe. Dlaczego wypafdki zdarzają się skromnym osobom które często poświęcają swoje życie żeby uratować kogoś innego. Zupełnie obcą osobę.
-Pojdę do Piotrka powiedzieć mu no tym.- powiedziała sama do siebie dziewczyna i udała się do sali w której leży Piotrek. Gdy weszła do sali od razu zaczęła uspokajać kolegę.
-Piotrek tylko spokojnie. Wiesz bo...- chłopak przerwał jej wttrakcie zdania.
-Wiem Sambor jest na OIOM-ie słyszałem. Pielęgniarka mi powiadziała. Też mi jest przykro.
-Piotrek czemu to tak jest. Dlaczego. Ale on będzie żył. Prawda?
-Nie mogę ci tego obiecać ale też mam taką nadzieję.- odparł Piotrek.
-Zaraz powinien tu być Wiktor bo do niego dzwoniłam. Chodź przejdziemy się do niego zobaczyć jaki jest jego stan.
-Dobrze.-odpowiedział chłopak, założył szlafrok i razem z martyną udali się w stronę sali na której był doktor.
_______________________________________________
W poprzednim opowiadaniu Czerwona Pomadkaa napisała że nie lubi od razu Happy End-ów. Do Sambora takie plany miałam od razu, że jego stan się pogorszy bo było by to bez sensu żeby od razu wyzdrowioał. Powiem wam szczerze że gdy pisałam rozmowę Martyny z Wiktorem a potem z Piotrem zakreciła mi się łezka w oku. A Jestem ciekawa jak wam się podobało. Zapraszam was do komentowania. Julia
Komentarze- moje paliwo do pisania.
niedziela, 10 maja 2015
Rozdział 15 Nie płacz.
-Piotrek już jest po wszystkim. Musisz jeszcze zostać jutro na obserwacji.- powiedział Adam.
-Za nic w świecie już u niej nic nie kupię.- odrzekł odwodniony Piotrek.
-Wiesz co stary, będę się już zbierać bo Baśka czeka z obiadem.- rzekł Adam zerkając na zegarek w telefonie.
-To leć. Tylko uważaj na druty wysokiego napięcia.
-Widzę Piotruś że humor ci wraca. Pa.- odpowiedział Wszołek i wyszedł z sali.
Po wyjściu kolegi do Piotrka przyszła pielęgniarka z kroplówką nawadniającą, potem Sambor przyszedł przeprowadzić wywiad o stanie zdrowia pacjenta i jakiś kolega z siłowni.
*W tym samym czasie, stacja ratownictwa medycznego*
-Martyna słyszałaś, że Piotrek jest w szpitalu?- zapytał Banach.
-Nie, a co mu się stało?
-Zatruł się jajkami od jakiejś przekupki na rynku.
-Aha, A w jakim szpitalu on leży?- zapytała dziewczyna.
-W Leśnej Górze, jak będziesz chciała go odwiedzić to zapytasz w rejestracji o salę bo sam dokładnie nie wiem.
-To odwiedzę bo po dyżurze.- odpowiedziała Martyna i poszła zrobić sobie kawę. Usiadła z nią na kanapie i włączyła jakiś film. Nie ogłądala go długo, po piętnastu minutach od rozpoczęcia filmu ekipa karetki 21S miała wezwanie. Pacjętką była piędziesięcioletnia kobieta z zatruciem pokarmowym. Po udzieleniu pierwszej pomocy ratownicy zawieźli poszkodowaną do szpitala. Po zdaniu pacjentki ekipa karetki wróciła do bazy. Martyna kończyła już dyżur. Zdjęła kombinezon i założyła po przecinane jeansy, buty na koturnie i bluzkę w kolorze buraka. Włożyła jeszcze czarną pikowaną kurtkę a włosy związała w koka. Wyszła ze stacji i udała się w stronę szpitala. Po dziesięciu minutach doszła do celu. W rejestracji zapytała o salę. Znalazła ją i weszła do środka. Piotrek leżał na łóżku i przegłądał magazyn ze starymi samochodami który przyniósł mu Adaś.
-Cześć Piotruś.
-Cześć Martyna. Przyszłaś.
-Jesteś zły za ostatnią sytuację?- zapytała Martyna.
-Można powiedzieć że mi już przeszło. Ale dlaczego mi nie powiedziałaś tego prosto w twarz.
-Bałam się Piotruś, po prostu się bałam.- odpowiedziała dziewczyna i po policzku spłynęła jej łza.
-Nie ma czego się czego bać, nie ma czego.- powiedział chłopak I podał dziewczynie chusteczki.
___________________________________
I jak? Moim zdaniem jest ok, ale wasze zdanie jest dla mnie najważniejsze. Proszę was bardzo komentujcie, bo ostatnio komentarzy jest bardzo mało. Dziękuję wam za 10 240 wyświetleń. Jesteście kochani. Pozdrawiam was serdecznie i zapraszam do komentowania.
-Za nic w świecie już u niej nic nie kupię.- odrzekł odwodniony Piotrek.
-Wiesz co stary, będę się już zbierać bo Baśka czeka z obiadem.- rzekł Adam zerkając na zegarek w telefonie.
-To leć. Tylko uważaj na druty wysokiego napięcia.
-Widzę Piotruś że humor ci wraca. Pa.- odpowiedział Wszołek i wyszedł z sali.
Po wyjściu kolegi do Piotrka przyszła pielęgniarka z kroplówką nawadniającą, potem Sambor przyszedł przeprowadzić wywiad o stanie zdrowia pacjenta i jakiś kolega z siłowni.
*W tym samym czasie, stacja ratownictwa medycznego*
-Martyna słyszałaś, że Piotrek jest w szpitalu?- zapytał Banach.
-Nie, a co mu się stało?
-Zatruł się jajkami od jakiejś przekupki na rynku.
-Aha, A w jakim szpitalu on leży?- zapytała dziewczyna.
-W Leśnej Górze, jak będziesz chciała go odwiedzić to zapytasz w rejestracji o salę bo sam dokładnie nie wiem.
-To odwiedzę bo po dyżurze.- odpowiedziała Martyna i poszła zrobić sobie kawę. Usiadła z nią na kanapie i włączyła jakiś film. Nie ogłądala go długo, po piętnastu minutach od rozpoczęcia filmu ekipa karetki 21S miała wezwanie. Pacjętką była piędziesięcioletnia kobieta z zatruciem pokarmowym. Po udzieleniu pierwszej pomocy ratownicy zawieźli poszkodowaną do szpitala. Po zdaniu pacjentki ekipa karetki wróciła do bazy. Martyna kończyła już dyżur. Zdjęła kombinezon i założyła po przecinane jeansy, buty na koturnie i bluzkę w kolorze buraka. Włożyła jeszcze czarną pikowaną kurtkę a włosy związała w koka. Wyszła ze stacji i udała się w stronę szpitala. Po dziesięciu minutach doszła do celu. W rejestracji zapytała o salę. Znalazła ją i weszła do środka. Piotrek leżał na łóżku i przegłądał magazyn ze starymi samochodami który przyniósł mu Adaś.
-Cześć Piotruś.
-Cześć Martyna. Przyszłaś.
-Jesteś zły za ostatnią sytuację?- zapytała Martyna.
-Można powiedzieć że mi już przeszło. Ale dlaczego mi nie powiedziałaś tego prosto w twarz.
-Bałam się Piotruś, po prostu się bałam.- odpowiedziała dziewczyna i po policzku spłynęła jej łza.
-Nie ma czego się czego bać, nie ma czego.- powiedział chłopak I podał dziewczynie chusteczki.
___________________________________
I jak? Moim zdaniem jest ok, ale wasze zdanie jest dla mnie najważniejsze. Proszę was bardzo komentujcie, bo ostatnio komentarzy jest bardzo mało. Dziękuję wam za 10 240 wyświetleń. Jesteście kochani. Pozdrawiam was serdecznie i zapraszam do komentowania.
czwartek, 23 kwietnia 2015
Rozdział 14 Nietrafny zakup.
Piotrek obudził się za kwadrans jedenasta. Nie miał dzisiaj dyżuru więc spał do oporu. Leżąc w łóżku dostrzegł na komodzie, opartą o lampkę nocną kartkę . Zwlekł się z łóżka i poszedł sprawdzić gdzie jest Martyna. Sprawdzał w kuchni, salonie, nawet do łazienki pukał. Nigdzie jej nie było. Wrócił do sypialni i wziął kartkę. Zaczął ją czytać. Treść była następująca
"Drogi Piotrze,
Wiem, że zastanawiasz się. gdzie jestem. Ale jestem bezpieczna, więc o mnie się nie
martw. Co do nocy, była cudowna, ale tylko jednorazowa.
Lubię Cię bardzo ale nic poza tym. Jesteśmy przyjaciółmi i na tych relacjach niech zostanie.
Wrócę wieczorem i zapłacę ci połowę ostatniego czynszu,
zgodnie z umową.
Martyna"
-A już myślałem że będziemy razem. Muszę to uszanować żeby nie zniszczyć chociaż tej relacji.-pomyślał chłopak.
Piotrek chwilę rozmyślań nad tą kartką lecz chwilę później poszedł się ubrać i zjeść śniadanie. Zrobił jajecznicę z jajek od przesyłki na rynku. Zjadł i wyszedł na umówione spotkanie z Adamem który miał również dzisiaj wolne. Mężczyźni szli dzisiaj do kina na film
since-fiction. Po dwudziestu minutach dotarł pod kino.
-Cześć Piotrek!-zawołał Adam zmierzający ku koledze.
-Cześć Adaś. Idziemy?
-Oczywiście na to co wcześniej ustaliliśmy?
-Tak. -odpowiedział Adaś i razem z kolegą udali się do kasy z biletami.
Znajomi kupili bilety, wsiedli w fotelach. Rozpoczął się seans. Film opowiadał o swych biznesmenach wysokiej klasy, którzy pewnego wieczoru w kasynie zostają napadnięci przez obcych.
-Piotrek gdzie idziesz?Stracisz najciekawszy moment. Film się za niedługo kończy nie wytrzymasz.
-Za chwilę wrócę. -wyszeptał Piotrek i udał się w stronę wyjścia.
Minęło piętnaście minut odkąd chłopak wyszedł do toalety. Film się skończył a on jeszcze nie wrócił. Adam zaniepokojony tak długim pobytem kolegi w toalecie postanowił go poszukać. Wszedł do toalety. Siedział w kącie rozwijając się z bólu.
-Piotrek co się stało? -zapytał Adam.
-Chyba się zatrułem jajkami od przekupki -odpowiedział Piotrek.
-Ja wzywam pogotowie, muszą ci zrobić płukanie żołądka. -powiedział chłopak i zadzwonił po pogotowie.
Po piętnastu minutach był już w szpitalu.
_______________________________
Jak wam się podoba? Przepraszam was z całego serca ze wcześniej nic się nie pojawiło.
Mam nadzieję że mi wybaczycie.
Julia :)
"Drogi Piotrze,
Wiem, że zastanawiasz się. gdzie jestem. Ale jestem bezpieczna, więc o mnie się nie
martw. Co do nocy, była cudowna, ale tylko jednorazowa.
Lubię Cię bardzo ale nic poza tym. Jesteśmy przyjaciółmi i na tych relacjach niech zostanie.
Wrócę wieczorem i zapłacę ci połowę ostatniego czynszu,
zgodnie z umową.
Martyna"
-A już myślałem że będziemy razem. Muszę to uszanować żeby nie zniszczyć chociaż tej relacji.-pomyślał chłopak.
Piotrek chwilę rozmyślań nad tą kartką lecz chwilę później poszedł się ubrać i zjeść śniadanie. Zrobił jajecznicę z jajek od przesyłki na rynku. Zjadł i wyszedł na umówione spotkanie z Adamem który miał również dzisiaj wolne. Mężczyźni szli dzisiaj do kina na film
since-fiction. Po dwudziestu minutach dotarł pod kino.
-Cześć Piotrek!-zawołał Adam zmierzający ku koledze.
-Cześć Adaś. Idziemy?
-Oczywiście na to co wcześniej ustaliliśmy?
-Tak. -odpowiedział Adaś i razem z kolegą udali się do kasy z biletami.
Znajomi kupili bilety, wsiedli w fotelach. Rozpoczął się seans. Film opowiadał o swych biznesmenach wysokiej klasy, którzy pewnego wieczoru w kasynie zostają napadnięci przez obcych.
-Piotrek gdzie idziesz?Stracisz najciekawszy moment. Film się za niedługo kończy nie wytrzymasz.
-Za chwilę wrócę. -wyszeptał Piotrek i udał się w stronę wyjścia.
Minęło piętnaście minut odkąd chłopak wyszedł do toalety. Film się skończył a on jeszcze nie wrócił. Adam zaniepokojony tak długim pobytem kolegi w toalecie postanowił go poszukać. Wszedł do toalety. Siedział w kącie rozwijając się z bólu.
-Piotrek co się stało? -zapytał Adam.
-Chyba się zatrułem jajkami od przekupki -odpowiedział Piotrek.
-Ja wzywam pogotowie, muszą ci zrobić płukanie żołądka. -powiedział chłopak i zadzwonił po pogotowie.
Po piętnastu minutach był już w szpitalu.
_______________________________
Jak wam się podoba? Przepraszam was z całego serca ze wcześniej nic się nie pojawiło.
Mam nadzieję że mi wybaczycie.
Julia :)
piątek, 27 marca 2015
Rozdział 13 Czy coś zaiskrzy?
-Halo doktorze?!- Martyna dobiegła do pokoju w którym siedzieli lekarze.
-Tak proszę pani?- zapytał lekarz dyżurujący.
-Sambor on chyba się obudził.
Lekarz wstał i podszedł do łóżka na którym leżał doktor Michał.
-Cześć Michał.-lekarz rozintubował Michała, wykonał mu podstawowe badania i po chwili zwrócił się do Martyny- proszę pani pacjent musi odpoczywać na dzisiaj już koniec wizyty.
-Dobrze- Martyna pożegnała się z Samborem i wyszła ze szpitala.
Na parkingu, przy samochodzie czekał na nią Piotrek.
-To jak Martynka jedziemy do hotelu.
-Tak no to jedziemy.
Piotrek i Martyna jechali samochodem. Dziewczyna nie spodziewała się co zrobi chłopak. Jechali przez około piętnaście minut po Warszawie bez celu. Przejechali obok pierwszego hotelu, drugiego, trzeciego, czwartego. Martyna zaczynała coś podejrzewać. Przejechali jeszcze obok paru hoteli, ale przy żadnym się nie zatrzymali.
-Piotrek, to do jakiego hotelu masz zamiar mnie zawieść?
-Do właściwego Martynka, do właściwego.-odpowiedział chłopak i skręcił w uliczkę w której mieszka.
Była już godzina dwudziesta pierwsza, więc było ciemno. Ale blask latarni i reflektorów dostatecznie oświetlał ulice. Dziewczyna zaczynała się domyślać co planuje jej kolega i krzyknęła.
-Piotrek ty mnie chcesz zawieść do siebie!!!
-Brawo "Einsteinie".-chłopak zaczął się śmiać.
-Piotrek, do cholery co to ma znaczyć?-zapytała zszokowany Martyna.
-Jakby ci to wytłumaczyć... tak po prostu nie chcę żebyś przepłacała.
-To ja ci bardzo dziękuję za tak chojną pomoc, ale skorzystam tylko ma dzisiejszą noc.
-Dobrze niech będzie.-odpowiedział chłopak i przez chwilę mówił jeszcze coś pod nosem.
Piotrek z Martyną dojechali do mieszkania chłopaka.
-Niewiele się tu zmieniło od ostatniego razu jak tu byłam.-powiedziała dziewczyna.
-Jak to niewiele. Posprzątałem a ty tego nie zauważyłaś?
-No powiedzmy że... nie. Żartuje trochę tu czyściej. A w którym pokoju ja śpię?
-Jak to w którym? W sypialni ze mną.
-Piotruś to ja chyba wolę salon.-odpowiedziała dziewczyna z wielkim zdziwieniem.
-No Martynka nie żartuj. Nie tub mi tej przykrości.
-Jaki ty jesteś uparty.- powiedziała z ironią w głosie Martyna.
-Czyli zgadzasz się.
-Mam inne wyjście. Idę się przebrać bo jestem wymordowana.
-Ok.-odpowiedział Piotrek i poszedł zrobić kolację.
Było późno więc były to zwykle kanapki z serem żółtym i warzywami: sałatą, ogórkiem kiszony i pomidorem. Gdy Martyna wyszła z łazienki, razem zjedli kanapki i dziewczyna położyła się spać. Piotrek jeszcze chwilę oglądał telewizję. Po piętnastu minutach poszedł do dziewczyny.
-Nad czym tak myślisz Martynka?
-O nas Piotruś. Zobacz jak się poznaliśmy. Przez kałuże.
-No to jest przeznaczenie. Martyna ja się w tobie zakochałem od pierwszego wejrzenia.
-Dokładnie tak Piotruś.- dziewczyna przyciągnęła się do chłopaka i zaczęła ściągać mu bluzkę.
Noc należała do nich.
______________________________________
Przepraszam was że tak długo nic nie wstawiłam. Sprawy rodzinne (nie wnikajcie). Ale za to Martyna i Piotrek razem co wy na to? Piszcie swoje opinie w komentarzach. Następne opowiadanie już za niedługo.
PS. Jeśli coś się nie pojawi do środy to znaczy, że się uczę do egzaminu.
-Tak proszę pani?- zapytał lekarz dyżurujący.
-Sambor on chyba się obudził.
Lekarz wstał i podszedł do łóżka na którym leżał doktor Michał.
-Cześć Michał.-lekarz rozintubował Michała, wykonał mu podstawowe badania i po chwili zwrócił się do Martyny- proszę pani pacjent musi odpoczywać na dzisiaj już koniec wizyty.
-Dobrze- Martyna pożegnała się z Samborem i wyszła ze szpitala.
Na parkingu, przy samochodzie czekał na nią Piotrek.
-To jak Martynka jedziemy do hotelu.
-Tak no to jedziemy.
Piotrek i Martyna jechali samochodem. Dziewczyna nie spodziewała się co zrobi chłopak. Jechali przez około piętnaście minut po Warszawie bez celu. Przejechali obok pierwszego hotelu, drugiego, trzeciego, czwartego. Martyna zaczynała coś podejrzewać. Przejechali jeszcze obok paru hoteli, ale przy żadnym się nie zatrzymali.
-Piotrek, to do jakiego hotelu masz zamiar mnie zawieść?
-Do właściwego Martynka, do właściwego.-odpowiedział chłopak i skręcił w uliczkę w której mieszka.
Była już godzina dwudziesta pierwsza, więc było ciemno. Ale blask latarni i reflektorów dostatecznie oświetlał ulice. Dziewczyna zaczynała się domyślać co planuje jej kolega i krzyknęła.
-Piotrek ty mnie chcesz zawieść do siebie!!!
-Brawo "Einsteinie".-chłopak zaczął się śmiać.
-Piotrek, do cholery co to ma znaczyć?-zapytała zszokowany Martyna.
-Jakby ci to wytłumaczyć... tak po prostu nie chcę żebyś przepłacała.
-To ja ci bardzo dziękuję za tak chojną pomoc, ale skorzystam tylko ma dzisiejszą noc.
-Dobrze niech będzie.-odpowiedział chłopak i przez chwilę mówił jeszcze coś pod nosem.
Piotrek z Martyną dojechali do mieszkania chłopaka.
-Niewiele się tu zmieniło od ostatniego razu jak tu byłam.-powiedziała dziewczyna.
-Jak to niewiele. Posprzątałem a ty tego nie zauważyłaś?
-No powiedzmy że... nie. Żartuje trochę tu czyściej. A w którym pokoju ja śpię?
-Jak to w którym? W sypialni ze mną.
-Piotruś to ja chyba wolę salon.-odpowiedziała dziewczyna z wielkim zdziwieniem.
-No Martynka nie żartuj. Nie tub mi tej przykrości.
-Jaki ty jesteś uparty.- powiedziała z ironią w głosie Martyna.
-Czyli zgadzasz się.
-Mam inne wyjście. Idę się przebrać bo jestem wymordowana.
-Ok.-odpowiedział Piotrek i poszedł zrobić kolację.
Było późno więc były to zwykle kanapki z serem żółtym i warzywami: sałatą, ogórkiem kiszony i pomidorem. Gdy Martyna wyszła z łazienki, razem zjedli kanapki i dziewczyna położyła się spać. Piotrek jeszcze chwilę oglądał telewizję. Po piętnastu minutach poszedł do dziewczyny.
-Nad czym tak myślisz Martynka?
-O nas Piotruś. Zobacz jak się poznaliśmy. Przez kałuże.
-No to jest przeznaczenie. Martyna ja się w tobie zakochałem od pierwszego wejrzenia.
-Dokładnie tak Piotruś.- dziewczyna przyciągnęła się do chłopaka i zaczęła ściągać mu bluzkę.
Noc należała do nich.
______________________________________
Przepraszam was że tak długo nic nie wstawiłam. Sprawy rodzinne (nie wnikajcie). Ale za to Martyna i Piotrek razem co wy na to? Piszcie swoje opinie w komentarzach. Następne opowiadanie już za niedługo.
PS. Jeśli coś się nie pojawi do środy to znaczy, że się uczę do egzaminu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)