Moi drodzy bardzo was przepraszam kończę z blogiem. Pisanie dla mnie to już nie była przyjemność, ale przymus. Mam za dużo nauki żeby jeszcze dać radę tutaj pisać. Pomysły mi się skończyły ale bloga nie usunę. Uszanujcie moją decyzję która była trudna do podjęcia.
Pozdrawiam was, Julia
wtorek, 22 września 2015
poniedziałek, 8 czerwca 2015
Rozdział 17 Czy ten rower miał pedały?
Martyna i Piotrek doszli do OIOM-u. Sambor leżał na łóżku zaraz przy wejściu. Miał podłączone jakieś kroplówki i kardiomonitor. Nikt nie wiedział co z nim będzie. Wiele osób nie wiedziało co z mu dokładnie jest. Większość szpitalnego personelu twierdziła że to przez ten wypadek. Jednak odmiennego zdania była żona Michała- Nina i Wiktoria Consalida. Tylko te dwie kobiety twierdziły inaczej.
Ratownicy stali koło drzwi dzielących salę z korytarzem. W ich stronę zmierzała Wiktoria. Szła jak zwykle ze stosem teczek w których było mnóstwo papierów i karteluszek do wypełnienia.
-Cześć Martynka, cześć Piotruś. Co u was?- zapytała swoim przepięknym głosem niczym śpiew skowronka.
-A wszystko po staremu. Ja tyram żeby Piotrek dostał żelki do szpitala. Bo jak nam schudnie to co wtedy?- zażartowała dziewczyna.
-Na poważnie to ja dzisiaj wychodzę. Nareszcie.- dodał chłopak.
-To fajnie.- powiedziała lekarka i dodała- Nie wiecie co z Michałem?
-Nie ale nie można tam wejść. Ciebie wpuszczą ale nas na razie nie chcą. Chodź Piotrek odprowadzę cię do sali, spakujesz się i idziemy.- rzekła ratowniczka.
-No dobra to pa Wika.- powiedział chłopak i każdy poszedł w swoją stronę.
Martyna zaczekała na Piotrka zanim się spakuje. Trwało to aż piętnaście minut. Po odebraniu wypisu znajomi wyszli ze szpitala.
*Następny dzień, stacja ratownictwa medycznego*
-21S zgłoś się.
-21S zgłaszam się.-odpowiedział Artur Góra.
-Wypadek przy ulicy Wschodniej 6. Rowerzysta stracił panowanie nad rowerem.
-Przyjęłem. Bez odbioru.- odpowiedział Góra i zawołał całą ekipę do karetki.
Po dziesięciu minutach ratownicy byli na miejscu. Poszkodowany to dwudziestotrzyletni mężczyzna, który miał na imię Marcin. Pacjent był przytomny.
-Martyna parametry, Piotr wkłucie.- wydawał polecenia Artur, a sam zaczął rozmowę z ofiarą.
-Co panu się stało?- zapytał lekarz.
-Straciłem panowanie nad rowerem.
-A czy ten rower miał pedały bo coś nie widzę, a okulary niedawno czyściłem.
-No bo odpadły...
-Dobrze niech pan nie kończy. Zabieramy pacjenta do szpitala.- przerwał choremu lekarz.
Karetka z pacjentem w pięć minut dojechali do szpitala. Ratownicy zdali poszkodowanego i wrócili do szpitala.
-Martynka czy ten rower miał pedały.- zaczął żartować chłopak.
-Nie widzę ale czyściłem okulary.- dodała Martyna.
-Ściereczkami z Lidla.
______________________________________________________________________
Yyy... Więc na początek przepraszam że często opowiadania pojawiają się strasznie rzadko. Ale to w najbliższym czasie się zmieni a właściwie zmienia się od dnia dzisiejszego, bo oceny przewidywane już wystawione więc nie mam już nic do poprawy. Po za tym szósta klasa, oceny do gimnazjum musiałam więcej czasu poświęcić nauce. Przejdźmy do części lepszej. Do opowiadania. Nie jest długie bo ten wątek z wypadkiem na rowerze rozwinę w II części. Pozdrawiam i zapraszam do komentowania.
Czytasz -> Komentujesz -> Motywujesz
Ratownicy stali koło drzwi dzielących salę z korytarzem. W ich stronę zmierzała Wiktoria. Szła jak zwykle ze stosem teczek w których było mnóstwo papierów i karteluszek do wypełnienia.
-Cześć Martynka, cześć Piotruś. Co u was?- zapytała swoim przepięknym głosem niczym śpiew skowronka.
-A wszystko po staremu. Ja tyram żeby Piotrek dostał żelki do szpitala. Bo jak nam schudnie to co wtedy?- zażartowała dziewczyna.
-Na poważnie to ja dzisiaj wychodzę. Nareszcie.- dodał chłopak.
-To fajnie.- powiedziała lekarka i dodała- Nie wiecie co z Michałem?
-Nie ale nie można tam wejść. Ciebie wpuszczą ale nas na razie nie chcą. Chodź Piotrek odprowadzę cię do sali, spakujesz się i idziemy.- rzekła ratowniczka.
-No dobra to pa Wika.- powiedział chłopak i każdy poszedł w swoją stronę.
Martyna zaczekała na Piotrka zanim się spakuje. Trwało to aż piętnaście minut. Po odebraniu wypisu znajomi wyszli ze szpitala.
*Następny dzień, stacja ratownictwa medycznego*
-21S zgłoś się.
-21S zgłaszam się.-odpowiedział Artur Góra.
-Wypadek przy ulicy Wschodniej 6. Rowerzysta stracił panowanie nad rowerem.
-Przyjęłem. Bez odbioru.- odpowiedział Góra i zawołał całą ekipę do karetki.
Po dziesięciu minutach ratownicy byli na miejscu. Poszkodowany to dwudziestotrzyletni mężczyzna, który miał na imię Marcin. Pacjent był przytomny.
-Martyna parametry, Piotr wkłucie.- wydawał polecenia Artur, a sam zaczął rozmowę z ofiarą.
-Co panu się stało?- zapytał lekarz.
-Straciłem panowanie nad rowerem.
-A czy ten rower miał pedały bo coś nie widzę, a okulary niedawno czyściłem.
-No bo odpadły...
-Dobrze niech pan nie kończy. Zabieramy pacjenta do szpitala.- przerwał choremu lekarz.
Karetka z pacjentem w pięć minut dojechali do szpitala. Ratownicy zdali poszkodowanego i wrócili do szpitala.
-Martynka czy ten rower miał pedały.- zaczął żartować chłopak.
-Nie widzę ale czyściłem okulary.- dodała Martyna.
-Ściereczkami z Lidla.
______________________________________________________________________
Yyy... Więc na początek przepraszam że często opowiadania pojawiają się strasznie rzadko. Ale to w najbliższym czasie się zmieni a właściwie zmienia się od dnia dzisiejszego, bo oceny przewidywane już wystawione więc nie mam już nic do poprawy. Po za tym szósta klasa, oceny do gimnazjum musiałam więcej czasu poświęcić nauce. Przejdźmy do części lepszej. Do opowiadania. Nie jest długie bo ten wątek z wypadkiem na rowerze rozwinę w II części. Pozdrawiam i zapraszam do komentowania.
Czytasz -> Komentujesz -> Motywujesz
sobota, 23 maja 2015
Rozdział 16 Wyjaśnienia.
-Bałam się że się na mnie obrazisz, że odwrócisz się ode mnie. Pamiętasz jak Marcin zachowywał się w stosunku do mnie? Pamiętasz to?
-Pamiętam Martynka. Pamiętam jak to przeżyłaś.
-On zrobił mi piekło. Nigdy tego nie zapomnę. Chciałabym juz tego nie pamiętać ale gdy tylko zamykam oczy i zaczynam o tym myśleć ukazuje mi się ten obraz. Zdemolowano mieszkanie, butelki... Nawet nie może mi to przejść przez gardło.-powiedziała dziewczyna i po policzkach spłynęły jej jeszcze kolejne łzy.
-Ale to juz przeszłość. Nie wracajmy już do tego. Wytrzyj łzy i zostaw je na pogrzeb kiedy umrę.
-Idiota.-powiedziała z ironią w głosie Martyna.
-Ale przyznaj że mnie takiego lubisz.
-Powiem ci że... nie.
-Gadziątko.
-Dobra Piotruś gadziątko idzie do domu bo musi iść posprzątać.-odpowiedzała Martyna i wyszła z sali.
Zmierzając w stronę wyjścia usłyszała głośne krzyki z korytarza równoległego. Brzmiały one ,, Ratunku''. Martyna bez namysłu pobiegła w stronę wołania o pomoc. Gdy dobiegła zobaczyła na podłodze nieprzytomnego Sambora którego właśnie kładli na szpitalne łóżko. Dziewczyna podeszła do pielęgniarki i zapytała co się stało. Pielęgniarka streściła całe to zdarzenie. Że to od tego wypadku zostały zmiany w mózgu. Niewielkie ale jednak zostały. Gdy Sambora zawieźli na salę OIOM-u Martyna zadzwoniła do Wiktora.
-Halo. Cześć Martyna.
-Dzieńdobry doktorze. Przyjedzie pan do szpitala w Leśnej Górze? Nie będę owijać w bawełnę doktor Michał Sambor jest na OIOM-ie. Stracił przytomność. Pielęgniarka i jakiś lekarz stwierdzili że to od wypadku. Powiedzieli że to zmiany w mózgu. Niewielkie ale jednak są.- zaczęła opowiadać z wielkim przejęciem Martyna.
-Martyna spokojnie wszystko dobrze będzie. Każdy ma swojego anioła stróża, który nad nim czuwa. Czasami daje nam chwilę zwątpienia żebyśmy w niego mocniej uwierzyli i zajęli się osobą która nas potrzebuje. Dzisiaj tą osobą jest doktor Michał Sambor.- uspokaja dziewczynę Banach i po chwili dodał- Za niedługo powinienem być. Ale pamiętaj wszystko się dobrze skończy.
-Doktorze to były przepiękne słowa. Wiara w cel czasami potrafi zdziałać cuda. Musimy wierzyć w to że doktor wyzdrowieje i niejednej osobie uratuje życie. Miejmy taką nadzieję bo nadzieja zawsze umiera ostatnia.
-To jest prawda najprawdziwsza prawda. Kończę pa.
-Dowidzenia- odpowiedziała Martyna i rozłaczyła połączenie.
Usiadła na krześle przy miejscu w którym zaszło to całe wydarzenie. Rozmyślała nad tym dlaczego życie jest takie niesprawiedliwe. Dlaczego wypafdki zdarzają się skromnym osobom które często poświęcają swoje życie żeby uratować kogoś innego. Zupełnie obcą osobę.
-Pojdę do Piotrka powiedzieć mu no tym.- powiedziała sama do siebie dziewczyna i udała się do sali w której leży Piotrek. Gdy weszła do sali od razu zaczęła uspokajać kolegę.
-Piotrek tylko spokojnie. Wiesz bo...- chłopak przerwał jej wttrakcie zdania.
-Wiem Sambor jest na OIOM-ie słyszałem. Pielęgniarka mi powiadziała. Też mi jest przykro.
-Piotrek czemu to tak jest. Dlaczego. Ale on będzie żył. Prawda?
-Nie mogę ci tego obiecać ale też mam taką nadzieję.- odparł Piotrek.
-Zaraz powinien tu być Wiktor bo do niego dzwoniłam. Chodź przejdziemy się do niego zobaczyć jaki jest jego stan.
-Dobrze.-odpowiedział chłopak, założył szlafrok i razem z martyną udali się w stronę sali na której był doktor.
_______________________________________________
W poprzednim opowiadaniu Czerwona Pomadkaa napisała że nie lubi od razu Happy End-ów. Do Sambora takie plany miałam od razu, że jego stan się pogorszy bo było by to bez sensu żeby od razu wyzdrowioał. Powiem wam szczerze że gdy pisałam rozmowę Martyny z Wiktorem a potem z Piotrem zakreciła mi się łezka w oku. A Jestem ciekawa jak wam się podobało. Zapraszam was do komentowania. Julia
Komentarze- moje paliwo do pisania.
-Pamiętam Martynka. Pamiętam jak to przeżyłaś.
-On zrobił mi piekło. Nigdy tego nie zapomnę. Chciałabym juz tego nie pamiętać ale gdy tylko zamykam oczy i zaczynam o tym myśleć ukazuje mi się ten obraz. Zdemolowano mieszkanie, butelki... Nawet nie może mi to przejść przez gardło.-powiedziała dziewczyna i po policzkach spłynęły jej jeszcze kolejne łzy.
-Ale to juz przeszłość. Nie wracajmy już do tego. Wytrzyj łzy i zostaw je na pogrzeb kiedy umrę.
-Idiota.-powiedziała z ironią w głosie Martyna.
-Ale przyznaj że mnie takiego lubisz.
-Powiem ci że... nie.
-Gadziątko.
-Dobra Piotruś gadziątko idzie do domu bo musi iść posprzątać.-odpowiedzała Martyna i wyszła z sali.
Zmierzając w stronę wyjścia usłyszała głośne krzyki z korytarza równoległego. Brzmiały one ,, Ratunku''. Martyna bez namysłu pobiegła w stronę wołania o pomoc. Gdy dobiegła zobaczyła na podłodze nieprzytomnego Sambora którego właśnie kładli na szpitalne łóżko. Dziewczyna podeszła do pielęgniarki i zapytała co się stało. Pielęgniarka streściła całe to zdarzenie. Że to od tego wypadku zostały zmiany w mózgu. Niewielkie ale jednak zostały. Gdy Sambora zawieźli na salę OIOM-u Martyna zadzwoniła do Wiktora.
-Halo. Cześć Martyna.
-Dzieńdobry doktorze. Przyjedzie pan do szpitala w Leśnej Górze? Nie będę owijać w bawełnę doktor Michał Sambor jest na OIOM-ie. Stracił przytomność. Pielęgniarka i jakiś lekarz stwierdzili że to od wypadku. Powiedzieli że to zmiany w mózgu. Niewielkie ale jednak są.- zaczęła opowiadać z wielkim przejęciem Martyna.
-Martyna spokojnie wszystko dobrze będzie. Każdy ma swojego anioła stróża, który nad nim czuwa. Czasami daje nam chwilę zwątpienia żebyśmy w niego mocniej uwierzyli i zajęli się osobą która nas potrzebuje. Dzisiaj tą osobą jest doktor Michał Sambor.- uspokaja dziewczynę Banach i po chwili dodał- Za niedługo powinienem być. Ale pamiętaj wszystko się dobrze skończy.
-Doktorze to były przepiękne słowa. Wiara w cel czasami potrafi zdziałać cuda. Musimy wierzyć w to że doktor wyzdrowieje i niejednej osobie uratuje życie. Miejmy taką nadzieję bo nadzieja zawsze umiera ostatnia.
-To jest prawda najprawdziwsza prawda. Kończę pa.
-Dowidzenia- odpowiedziała Martyna i rozłaczyła połączenie.
Usiadła na krześle przy miejscu w którym zaszło to całe wydarzenie. Rozmyślała nad tym dlaczego życie jest takie niesprawiedliwe. Dlaczego wypafdki zdarzają się skromnym osobom które często poświęcają swoje życie żeby uratować kogoś innego. Zupełnie obcą osobę.
-Pojdę do Piotrka powiedzieć mu no tym.- powiedziała sama do siebie dziewczyna i udała się do sali w której leży Piotrek. Gdy weszła do sali od razu zaczęła uspokajać kolegę.
-Piotrek tylko spokojnie. Wiesz bo...- chłopak przerwał jej wttrakcie zdania.
-Wiem Sambor jest na OIOM-ie słyszałem. Pielęgniarka mi powiadziała. Też mi jest przykro.
-Piotrek czemu to tak jest. Dlaczego. Ale on będzie żył. Prawda?
-Nie mogę ci tego obiecać ale też mam taką nadzieję.- odparł Piotrek.
-Zaraz powinien tu być Wiktor bo do niego dzwoniłam. Chodź przejdziemy się do niego zobaczyć jaki jest jego stan.
-Dobrze.-odpowiedział chłopak, założył szlafrok i razem z martyną udali się w stronę sali na której był doktor.
_______________________________________________
W poprzednim opowiadaniu Czerwona Pomadkaa napisała że nie lubi od razu Happy End-ów. Do Sambora takie plany miałam od razu, że jego stan się pogorszy bo było by to bez sensu żeby od razu wyzdrowioał. Powiem wam szczerze że gdy pisałam rozmowę Martyny z Wiktorem a potem z Piotrem zakreciła mi się łezka w oku. A Jestem ciekawa jak wam się podobało. Zapraszam was do komentowania. Julia
Komentarze- moje paliwo do pisania.
niedziela, 10 maja 2015
Rozdział 15 Nie płacz.
-Piotrek już jest po wszystkim. Musisz jeszcze zostać jutro na obserwacji.- powiedział Adam.
-Za nic w świecie już u niej nic nie kupię.- odrzekł odwodniony Piotrek.
-Wiesz co stary, będę się już zbierać bo Baśka czeka z obiadem.- rzekł Adam zerkając na zegarek w telefonie.
-To leć. Tylko uważaj na druty wysokiego napięcia.
-Widzę Piotruś że humor ci wraca. Pa.- odpowiedział Wszołek i wyszedł z sali.
Po wyjściu kolegi do Piotrka przyszła pielęgniarka z kroplówką nawadniającą, potem Sambor przyszedł przeprowadzić wywiad o stanie zdrowia pacjenta i jakiś kolega z siłowni.
*W tym samym czasie, stacja ratownictwa medycznego*
-Martyna słyszałaś, że Piotrek jest w szpitalu?- zapytał Banach.
-Nie, a co mu się stało?
-Zatruł się jajkami od jakiejś przekupki na rynku.
-Aha, A w jakim szpitalu on leży?- zapytała dziewczyna.
-W Leśnej Górze, jak będziesz chciała go odwiedzić to zapytasz w rejestracji o salę bo sam dokładnie nie wiem.
-To odwiedzę bo po dyżurze.- odpowiedziała Martyna i poszła zrobić sobie kawę. Usiadła z nią na kanapie i włączyła jakiś film. Nie ogłądala go długo, po piętnastu minutach od rozpoczęcia filmu ekipa karetki 21S miała wezwanie. Pacjętką była piędziesięcioletnia kobieta z zatruciem pokarmowym. Po udzieleniu pierwszej pomocy ratownicy zawieźli poszkodowaną do szpitala. Po zdaniu pacjentki ekipa karetki wróciła do bazy. Martyna kończyła już dyżur. Zdjęła kombinezon i założyła po przecinane jeansy, buty na koturnie i bluzkę w kolorze buraka. Włożyła jeszcze czarną pikowaną kurtkę a włosy związała w koka. Wyszła ze stacji i udała się w stronę szpitala. Po dziesięciu minutach doszła do celu. W rejestracji zapytała o salę. Znalazła ją i weszła do środka. Piotrek leżał na łóżku i przegłądał magazyn ze starymi samochodami który przyniósł mu Adaś.
-Cześć Piotruś.
-Cześć Martyna. Przyszłaś.
-Jesteś zły za ostatnią sytuację?- zapytała Martyna.
-Można powiedzieć że mi już przeszło. Ale dlaczego mi nie powiedziałaś tego prosto w twarz.
-Bałam się Piotruś, po prostu się bałam.- odpowiedziała dziewczyna i po policzku spłynęła jej łza.
-Nie ma czego się czego bać, nie ma czego.- powiedział chłopak I podał dziewczynie chusteczki.
___________________________________
I jak? Moim zdaniem jest ok, ale wasze zdanie jest dla mnie najważniejsze. Proszę was bardzo komentujcie, bo ostatnio komentarzy jest bardzo mało. Dziękuję wam za 10 240 wyświetleń. Jesteście kochani. Pozdrawiam was serdecznie i zapraszam do komentowania.
-Za nic w świecie już u niej nic nie kupię.- odrzekł odwodniony Piotrek.
-Wiesz co stary, będę się już zbierać bo Baśka czeka z obiadem.- rzekł Adam zerkając na zegarek w telefonie.
-To leć. Tylko uważaj na druty wysokiego napięcia.
-Widzę Piotruś że humor ci wraca. Pa.- odpowiedział Wszołek i wyszedł z sali.
Po wyjściu kolegi do Piotrka przyszła pielęgniarka z kroplówką nawadniającą, potem Sambor przyszedł przeprowadzić wywiad o stanie zdrowia pacjenta i jakiś kolega z siłowni.
*W tym samym czasie, stacja ratownictwa medycznego*
-Martyna słyszałaś, że Piotrek jest w szpitalu?- zapytał Banach.
-Nie, a co mu się stało?
-Zatruł się jajkami od jakiejś przekupki na rynku.
-Aha, A w jakim szpitalu on leży?- zapytała dziewczyna.
-W Leśnej Górze, jak będziesz chciała go odwiedzić to zapytasz w rejestracji o salę bo sam dokładnie nie wiem.
-To odwiedzę bo po dyżurze.- odpowiedziała Martyna i poszła zrobić sobie kawę. Usiadła z nią na kanapie i włączyła jakiś film. Nie ogłądala go długo, po piętnastu minutach od rozpoczęcia filmu ekipa karetki 21S miała wezwanie. Pacjętką była piędziesięcioletnia kobieta z zatruciem pokarmowym. Po udzieleniu pierwszej pomocy ratownicy zawieźli poszkodowaną do szpitala. Po zdaniu pacjentki ekipa karetki wróciła do bazy. Martyna kończyła już dyżur. Zdjęła kombinezon i założyła po przecinane jeansy, buty na koturnie i bluzkę w kolorze buraka. Włożyła jeszcze czarną pikowaną kurtkę a włosy związała w koka. Wyszła ze stacji i udała się w stronę szpitala. Po dziesięciu minutach doszła do celu. W rejestracji zapytała o salę. Znalazła ją i weszła do środka. Piotrek leżał na łóżku i przegłądał magazyn ze starymi samochodami który przyniósł mu Adaś.
-Cześć Piotruś.
-Cześć Martyna. Przyszłaś.
-Jesteś zły za ostatnią sytuację?- zapytała Martyna.
-Można powiedzieć że mi już przeszło. Ale dlaczego mi nie powiedziałaś tego prosto w twarz.
-Bałam się Piotruś, po prostu się bałam.- odpowiedziała dziewczyna i po policzku spłynęła jej łza.
-Nie ma czego się czego bać, nie ma czego.- powiedział chłopak I podał dziewczynie chusteczki.
___________________________________
I jak? Moim zdaniem jest ok, ale wasze zdanie jest dla mnie najważniejsze. Proszę was bardzo komentujcie, bo ostatnio komentarzy jest bardzo mało. Dziękuję wam za 10 240 wyświetleń. Jesteście kochani. Pozdrawiam was serdecznie i zapraszam do komentowania.
czwartek, 23 kwietnia 2015
Rozdział 14 Nietrafny zakup.
Piotrek obudził się za kwadrans jedenasta. Nie miał dzisiaj dyżuru więc spał do oporu. Leżąc w łóżku dostrzegł na komodzie, opartą o lampkę nocną kartkę . Zwlekł się z łóżka i poszedł sprawdzić gdzie jest Martyna. Sprawdzał w kuchni, salonie, nawet do łazienki pukał. Nigdzie jej nie było. Wrócił do sypialni i wziął kartkę. Zaczął ją czytać. Treść była następująca
"Drogi Piotrze,
Wiem, że zastanawiasz się. gdzie jestem. Ale jestem bezpieczna, więc o mnie się nie
martw. Co do nocy, była cudowna, ale tylko jednorazowa.
Lubię Cię bardzo ale nic poza tym. Jesteśmy przyjaciółmi i na tych relacjach niech zostanie.
Wrócę wieczorem i zapłacę ci połowę ostatniego czynszu,
zgodnie z umową.
Martyna"
-A już myślałem że będziemy razem. Muszę to uszanować żeby nie zniszczyć chociaż tej relacji.-pomyślał chłopak.
Piotrek chwilę rozmyślań nad tą kartką lecz chwilę później poszedł się ubrać i zjeść śniadanie. Zrobił jajecznicę z jajek od przesyłki na rynku. Zjadł i wyszedł na umówione spotkanie z Adamem który miał również dzisiaj wolne. Mężczyźni szli dzisiaj do kina na film
since-fiction. Po dwudziestu minutach dotarł pod kino.
-Cześć Piotrek!-zawołał Adam zmierzający ku koledze.
-Cześć Adaś. Idziemy?
-Oczywiście na to co wcześniej ustaliliśmy?
-Tak. -odpowiedział Adaś i razem z kolegą udali się do kasy z biletami.
Znajomi kupili bilety, wsiedli w fotelach. Rozpoczął się seans. Film opowiadał o swych biznesmenach wysokiej klasy, którzy pewnego wieczoru w kasynie zostają napadnięci przez obcych.
-Piotrek gdzie idziesz?Stracisz najciekawszy moment. Film się za niedługo kończy nie wytrzymasz.
-Za chwilę wrócę. -wyszeptał Piotrek i udał się w stronę wyjścia.
Minęło piętnaście minut odkąd chłopak wyszedł do toalety. Film się skończył a on jeszcze nie wrócił. Adam zaniepokojony tak długim pobytem kolegi w toalecie postanowił go poszukać. Wszedł do toalety. Siedział w kącie rozwijając się z bólu.
-Piotrek co się stało? -zapytał Adam.
-Chyba się zatrułem jajkami od przekupki -odpowiedział Piotrek.
-Ja wzywam pogotowie, muszą ci zrobić płukanie żołądka. -powiedział chłopak i zadzwonił po pogotowie.
Po piętnastu minutach był już w szpitalu.
_______________________________
Jak wam się podoba? Przepraszam was z całego serca ze wcześniej nic się nie pojawiło.
Mam nadzieję że mi wybaczycie.
Julia :)
"Drogi Piotrze,
Wiem, że zastanawiasz się. gdzie jestem. Ale jestem bezpieczna, więc o mnie się nie
martw. Co do nocy, była cudowna, ale tylko jednorazowa.
Lubię Cię bardzo ale nic poza tym. Jesteśmy przyjaciółmi i na tych relacjach niech zostanie.
Wrócę wieczorem i zapłacę ci połowę ostatniego czynszu,
zgodnie z umową.
Martyna"
-A już myślałem że będziemy razem. Muszę to uszanować żeby nie zniszczyć chociaż tej relacji.-pomyślał chłopak.
Piotrek chwilę rozmyślań nad tą kartką lecz chwilę później poszedł się ubrać i zjeść śniadanie. Zrobił jajecznicę z jajek od przesyłki na rynku. Zjadł i wyszedł na umówione spotkanie z Adamem który miał również dzisiaj wolne. Mężczyźni szli dzisiaj do kina na film
since-fiction. Po dwudziestu minutach dotarł pod kino.
-Cześć Piotrek!-zawołał Adam zmierzający ku koledze.
-Cześć Adaś. Idziemy?
-Oczywiście na to co wcześniej ustaliliśmy?
-Tak. -odpowiedział Adaś i razem z kolegą udali się do kasy z biletami.
Znajomi kupili bilety, wsiedli w fotelach. Rozpoczął się seans. Film opowiadał o swych biznesmenach wysokiej klasy, którzy pewnego wieczoru w kasynie zostają napadnięci przez obcych.
-Piotrek gdzie idziesz?Stracisz najciekawszy moment. Film się za niedługo kończy nie wytrzymasz.
-Za chwilę wrócę. -wyszeptał Piotrek i udał się w stronę wyjścia.
Minęło piętnaście minut odkąd chłopak wyszedł do toalety. Film się skończył a on jeszcze nie wrócił. Adam zaniepokojony tak długim pobytem kolegi w toalecie postanowił go poszukać. Wszedł do toalety. Siedział w kącie rozwijając się z bólu.
-Piotrek co się stało? -zapytał Adam.
-Chyba się zatrułem jajkami od przekupki -odpowiedział Piotrek.
-Ja wzywam pogotowie, muszą ci zrobić płukanie żołądka. -powiedział chłopak i zadzwonił po pogotowie.
Po piętnastu minutach był już w szpitalu.
_______________________________
Jak wam się podoba? Przepraszam was z całego serca ze wcześniej nic się nie pojawiło.
Mam nadzieję że mi wybaczycie.
Julia :)
piątek, 27 marca 2015
Rozdział 13 Czy coś zaiskrzy?
-Halo doktorze?!- Martyna dobiegła do pokoju w którym siedzieli lekarze.
-Tak proszę pani?- zapytał lekarz dyżurujący.
-Sambor on chyba się obudził.
Lekarz wstał i podszedł do łóżka na którym leżał doktor Michał.
-Cześć Michał.-lekarz rozintubował Michała, wykonał mu podstawowe badania i po chwili zwrócił się do Martyny- proszę pani pacjent musi odpoczywać na dzisiaj już koniec wizyty.
-Dobrze- Martyna pożegnała się z Samborem i wyszła ze szpitala.
Na parkingu, przy samochodzie czekał na nią Piotrek.
-To jak Martynka jedziemy do hotelu.
-Tak no to jedziemy.
Piotrek i Martyna jechali samochodem. Dziewczyna nie spodziewała się co zrobi chłopak. Jechali przez około piętnaście minut po Warszawie bez celu. Przejechali obok pierwszego hotelu, drugiego, trzeciego, czwartego. Martyna zaczynała coś podejrzewać. Przejechali jeszcze obok paru hoteli, ale przy żadnym się nie zatrzymali.
-Piotrek, to do jakiego hotelu masz zamiar mnie zawieść?
-Do właściwego Martynka, do właściwego.-odpowiedział chłopak i skręcił w uliczkę w której mieszka.
Była już godzina dwudziesta pierwsza, więc było ciemno. Ale blask latarni i reflektorów dostatecznie oświetlał ulice. Dziewczyna zaczynała się domyślać co planuje jej kolega i krzyknęła.
-Piotrek ty mnie chcesz zawieść do siebie!!!
-Brawo "Einsteinie".-chłopak zaczął się śmiać.
-Piotrek, do cholery co to ma znaczyć?-zapytała zszokowany Martyna.
-Jakby ci to wytłumaczyć... tak po prostu nie chcę żebyś przepłacała.
-To ja ci bardzo dziękuję za tak chojną pomoc, ale skorzystam tylko ma dzisiejszą noc.
-Dobrze niech będzie.-odpowiedział chłopak i przez chwilę mówił jeszcze coś pod nosem.
Piotrek z Martyną dojechali do mieszkania chłopaka.
-Niewiele się tu zmieniło od ostatniego razu jak tu byłam.-powiedziała dziewczyna.
-Jak to niewiele. Posprzątałem a ty tego nie zauważyłaś?
-No powiedzmy że... nie. Żartuje trochę tu czyściej. A w którym pokoju ja śpię?
-Jak to w którym? W sypialni ze mną.
-Piotruś to ja chyba wolę salon.-odpowiedziała dziewczyna z wielkim zdziwieniem.
-No Martynka nie żartuj. Nie tub mi tej przykrości.
-Jaki ty jesteś uparty.- powiedziała z ironią w głosie Martyna.
-Czyli zgadzasz się.
-Mam inne wyjście. Idę się przebrać bo jestem wymordowana.
-Ok.-odpowiedział Piotrek i poszedł zrobić kolację.
Było późno więc były to zwykle kanapki z serem żółtym i warzywami: sałatą, ogórkiem kiszony i pomidorem. Gdy Martyna wyszła z łazienki, razem zjedli kanapki i dziewczyna położyła się spać. Piotrek jeszcze chwilę oglądał telewizję. Po piętnastu minutach poszedł do dziewczyny.
-Nad czym tak myślisz Martynka?
-O nas Piotruś. Zobacz jak się poznaliśmy. Przez kałuże.
-No to jest przeznaczenie. Martyna ja się w tobie zakochałem od pierwszego wejrzenia.
-Dokładnie tak Piotruś.- dziewczyna przyciągnęła się do chłopaka i zaczęła ściągać mu bluzkę.
Noc należała do nich.
______________________________________
Przepraszam was że tak długo nic nie wstawiłam. Sprawy rodzinne (nie wnikajcie). Ale za to Martyna i Piotrek razem co wy na to? Piszcie swoje opinie w komentarzach. Następne opowiadanie już za niedługo.
PS. Jeśli coś się nie pojawi do środy to znaczy, że się uczę do egzaminu.
-Tak proszę pani?- zapytał lekarz dyżurujący.
-Sambor on chyba się obudził.
Lekarz wstał i podszedł do łóżka na którym leżał doktor Michał.
-Cześć Michał.-lekarz rozintubował Michała, wykonał mu podstawowe badania i po chwili zwrócił się do Martyny- proszę pani pacjent musi odpoczywać na dzisiaj już koniec wizyty.
-Dobrze- Martyna pożegnała się z Samborem i wyszła ze szpitala.
Na parkingu, przy samochodzie czekał na nią Piotrek.
-To jak Martynka jedziemy do hotelu.
-Tak no to jedziemy.
Piotrek i Martyna jechali samochodem. Dziewczyna nie spodziewała się co zrobi chłopak. Jechali przez około piętnaście minut po Warszawie bez celu. Przejechali obok pierwszego hotelu, drugiego, trzeciego, czwartego. Martyna zaczynała coś podejrzewać. Przejechali jeszcze obok paru hoteli, ale przy żadnym się nie zatrzymali.
-Piotrek, to do jakiego hotelu masz zamiar mnie zawieść?
-Do właściwego Martynka, do właściwego.-odpowiedział chłopak i skręcił w uliczkę w której mieszka.
Była już godzina dwudziesta pierwsza, więc było ciemno. Ale blask latarni i reflektorów dostatecznie oświetlał ulice. Dziewczyna zaczynała się domyślać co planuje jej kolega i krzyknęła.
-Piotrek ty mnie chcesz zawieść do siebie!!!
-Brawo "Einsteinie".-chłopak zaczął się śmiać.
-Piotrek, do cholery co to ma znaczyć?-zapytała zszokowany Martyna.
-Jakby ci to wytłumaczyć... tak po prostu nie chcę żebyś przepłacała.
-To ja ci bardzo dziękuję za tak chojną pomoc, ale skorzystam tylko ma dzisiejszą noc.
-Dobrze niech będzie.-odpowiedział chłopak i przez chwilę mówił jeszcze coś pod nosem.
Piotrek z Martyną dojechali do mieszkania chłopaka.
-Niewiele się tu zmieniło od ostatniego razu jak tu byłam.-powiedziała dziewczyna.
-Jak to niewiele. Posprzątałem a ty tego nie zauważyłaś?
-No powiedzmy że... nie. Żartuje trochę tu czyściej. A w którym pokoju ja śpię?
-Jak to w którym? W sypialni ze mną.
-Piotruś to ja chyba wolę salon.-odpowiedziała dziewczyna z wielkim zdziwieniem.
-No Martynka nie żartuj. Nie tub mi tej przykrości.
-Jaki ty jesteś uparty.- powiedziała z ironią w głosie Martyna.
-Czyli zgadzasz się.
-Mam inne wyjście. Idę się przebrać bo jestem wymordowana.
-Ok.-odpowiedział Piotrek i poszedł zrobić kolację.
Było późno więc były to zwykle kanapki z serem żółtym i warzywami: sałatą, ogórkiem kiszony i pomidorem. Gdy Martyna wyszła z łazienki, razem zjedli kanapki i dziewczyna położyła się spać. Piotrek jeszcze chwilę oglądał telewizję. Po piętnastu minutach poszedł do dziewczyny.
-Nad czym tak myślisz Martynka?
-O nas Piotruś. Zobacz jak się poznaliśmy. Przez kałuże.
-No to jest przeznaczenie. Martyna ja się w tobie zakochałem od pierwszego wejrzenia.
-Dokładnie tak Piotruś.- dziewczyna przyciągnęła się do chłopaka i zaczęła ściągać mu bluzkę.
Noc należała do nich.
______________________________________
Przepraszam was że tak długo nic nie wstawiłam. Sprawy rodzinne (nie wnikajcie). Ale za to Martyna i Piotrek razem co wy na to? Piszcie swoje opinie w komentarzach. Następne opowiadanie już za niedługo.
PS. Jeśli coś się nie pojawi do środy to znaczy, że się uczę do egzaminu.
niedziela, 8 marca 2015
czwartek, 5 marca 2015
Rozdział 12 Tajemniczość dźwięków.
Piotrek po wyjściu z OIOM-u zmierzając w stronę wyjścia ze szpitala cały czas rozmyślał nad widokiem który ujrzał niespełna pięć minut temu. Doktor Michał Sambor na szpitalnym łóżku, zaintubowany i te wszystkie kable poprzypinane od kardio-monitora. Po prostu dramat. Człowiek który ratował wiele razy czyjeś życie a w tym jego bliskiej koleżanki Martyny teraz sam potrzebuje wsparcia i pomocy.
-Dlaczego człowiek który ma dobre serce, wszystkim pomaga, najczęściej umiera szybciej niż menel który pije, daje sobie w żyłę i pali?-chłopak zapytał się na ulicy jakiejś starszej pani która przechodziła obok.
-Wie pan co to chyba tak działa że Bóg tych najlepszych chce mieć jak najbliżej siebie.
-To chyba się sprawdza... zawsze. Przepraszam panią że tak zaczepiłem na środku ulicy.
-Nic się nie stało.-odpowiedziała staruszka i poszła dalej w zmierzanym kierunku.
Piotrek szedł do domu całą drogę w zamyśleniu. Już nie myśląc tylko o Samborze ale o tej starszej pani którą zaczepił na ulicy. Jak ona musiała się wystraszyć? Po trzydziestu minutach chłopak doszedł do domu. Jego tempo kroku było bardzo wolne, rzadko zdarzało mu się tak wolno chodzić. Była godzina dwudziesta pierwsza trzydzieści, dyżur miał na ósmą a na dodatek po pracy jechał po Martynę bo miała wizytę na zdjęcie gipsu. Zjadł kolację, umył się i poszedł spać.
Piotrek obudził się o szóstej piętnaście. Wstał z łóżka i wyjrzał przez okno. Pogoda jak na sierpień była ładna i słoneczna. Na niebie było parę niewielkich chmurek o śnieżno-białej barwie. Temperatura wynosiła prawie 27°C. Ubrał się i przygotował śniadanie. Były to kanapki z sałatą, szynką, serem, ogórkiem kiszonym, pomidorem i cebulą. Gdy je zjadł zadzwonił mu telefon. Dzwoniła Martyna.
-Cześć Piotrek, pamiętasz że dzisiaj miałeś przyjechać?
-Nie wyobraź sobie że mam zaniki pamięci.
-Ha ha ha bardzo śmieszne. To na którą bedziesz?
-Nie wiem o szesnastej czterdzieści. Może być?
-Tak to narazie.
-Pa.
Chłopak rozłączył się. Schował telefon do kieszeni i wyszedł do pracy.
Po dwudziestu minutach dojechał do stacji. Gdy wszedł do środka zaczepił go Wiktor.
-Cześć Piotr. Słyszałeś o Samborze?
-Tak. Szkoda mi go. Zawsze ratował czyjeś życie. A zapomniałem doktorowi powiedzieć Martyna madzisiaj zdjecie gipsu.
-Nareszcie to kiedy do nas wraca?
-Oby jak najszybciej. Tutaj gadu gadu a zaraz będzie wezwanie idę się przebrać.
-To idź... A mówiłeś Martynie że Sambor jest w szpitalu?
-Nie ale mam zamiar jej dzisiaj to powiedzieć. Idę.
Piotr jeździł dziś w karetce 21S z Wiktorem i Adamem. Mieli dzisiaj parę wyzwań. Do zatrucia, wypadku komunikacyjnego, złamania i hipoglikemii.
Chłopak po pracy od razu jechał po Martynę. Zastanawiał się czy powiedzieć dziewczynie o Samborze. Zdecydował że powinna wiedzieć bo i tak prędzej czy później się dowie.
Po trzydziestu minutach dojechał na miejsce. Martyna czekała na niego przed wejściem. Ale jedna sprawa zastanawiała chłopaka czemu ona ma walizki. Wysiadł z auta i zapytał
-Cześć Martynka po co ci te walizki?
-Cześć Piotruś wracam do Warszawy, po zdjęciu podwieziesz mnie pod jakiś hotel?
-Tak dawaj te walizy i jedziemy.
Piotrek włożył walizki i pojechali w połowie drogi zaczął mówić o sprawie z Samborem.
-Martyna bo jest coś o czym powinnaś wiedzieć.
-Czyli co? Nie bądź taki tajemniczy.
-Bo Sambor... On jest w szpitalu. Miał wypadek.
-Co! I co z nim!?
-Nie jest najlepiej...
Martyna była od pięciu minut na OIOM-ie. Gips zdjęli jej przed chwilą a dziewczyna siedziała przy lekarzu.
-Sambor obudź się, Sambor!!!
Dziewczyna wolała tak trzydzieści minut bez skutku. Było już późno więc zaczęła się zbierać. Odchodząc od łóżka usłyszała jakieś "yyy". Odwruciła się... Sambor miał otwarte oczy. Sambor się obudził!!!
_________________________________________________
Przepraszam że we wtorek nic nie było zniosę nawet opinie pod tytułem "niesłowna" ale mam zapalenie płuc. Miałam zmieniany antybiotyk i byłam cały dzień do kitu. Jeśli są jakieś błędy sory ale pisze w łóżku z tabletu.
niedziela, 22 lutego 2015
Rozdział 11 Drzwi do śmierci, może ktoś z nich skorzysta?
Piotrek po zakończeniu rozmowy z Martyną usłyszał dzwonek telefonu. Na wyświetlaczu spostrzegł że numer jest mu zupełnie obcy. Odebrał go i usłyszał jakiś płacz w słuchawce.
-Halo, halo ratunku!!!-krzyczał zapłakany głos.
-Halo, kto mówi?-spytał chłopak
-Ratuj mnie. On mnie goni!
-Gdzie jesteś? A w ogóle to kto mówi? Halo halo.
Ktoś rozłączył słuchawkę a Piotrek nie tracąc czasu do tracenia zadzwonił pod numer który przed chwilą dzwonił. Odebrała go osoba o takim samym głosie, tylko że niepłacząca.
-Halo?-spytała osoba z drugiej strony słuchawki.
-Dzieńdobry ktoś dzwonił do mnie przed chwilą z tego numeru.
-Aaa pomyłka!!! Haha dał pan się nabrać.
-Jeśli jeszcze raz będziecie do mnie dzwonić z takimi rzeczami skończy się to na policji. Rozumiecie?
-Aha dobrze. Przepraszamy.
Chłopak rozłączył się i odłożył telefon. Była dopiero siedemnasta więc wyszedł na spacer. Był początek sierpnia więc było dostatecznie ciepło. Spacerował po warszawskich ulicach bez celu przez około dwie godziny.
Wracając do domu zadzwonił mu telefon.Tym razem numer był znajomy. Dzwoniła Marta.
-Cześć Piotrek jesteś w domu?
-Nie na spacerze. A coś się stało?
-Tak on chyba powoli umiera.
-Boże jedyny kto umiera?
-Powiem ci w Leśnej Górze przyjeżdżaj do szpitala.
-Ok będę za jakieś piętnaście minut.-chłopak rozłączył się i pędem zaczął biec do szpitala. Nie zważał na to jaki był kolor światła na przejściu dla pieszych. Czerwony czy zielony i tak przechodził. Cały czas rozmyślał nad słowami Marty. Kto umiera? Dlaczego? W głowie roiło mu się od takich pytań ale odpowiedzi miał bardzo mało można powiedzieć że nawet wcale. Po dziesięciu minutach uporczywej próby przedostania się przez zatłoczone miasto dotarł do szpitala w Leśnej Górze. Gdy zdążył przekroczyć próg SOR-u czekała na niego zrozpaczona lekarka.
-Piotrek dobrze że tak szybko przyszedłeś! On umiera, powoli ale umiera.
-Ale kto umiera?
-Choć zobacz.-powiedziała Marta, złapała Piotrka za rękaw i zaprowadziła na OIOM. Po wejściu na sale chłopak się przeraził. Na łóżku szpitalnym leżał Sambor, chirurg Michał Sambor. Mężczyzna miał ciężki wypadek samochodowy i zapadł w śmierć kliniczną. Piotr udał się do pokoju lekarskiego i zapytał
-Doktorze Sambor, Michał Sambor jakie ma szansę?
-Jego rokowania nie są najlepsze. Miał bardzo ciężki wypadek samochodowy, jest w stanie śmierci klinicznej. Jest nie wielka szansa na to że z tego wyjdzie.
-Ale jednak jest szansa?
-Aha no to do widzenia.-chłopak pożegnał się z lekarzem i podszedł do łóżka pacjenta.
-Doktorze, w co doktor się wplątał.-powiedział Piotrek i wyszedł z oddziału.
_____________________________________________________________
Coś mi nie pasuje w początku ale dalej jest Ok. Chyba. Bynajmniej mnie tak się wydaję. Oglądaliście film ''Bogowie'' z Tomaszem Kotem w roli głównej? Film jest super polecam. Opowiada o profesorze Zbigniewie Relidze który po raz pierwszy przeszczepił serce. Pozdrawiam Julia
-Halo, halo ratunku!!!-krzyczał zapłakany głos.
-Halo, kto mówi?-spytał chłopak
-Ratuj mnie. On mnie goni!
-Gdzie jesteś? A w ogóle to kto mówi? Halo halo.
Ktoś rozłączył słuchawkę a Piotrek nie tracąc czasu do tracenia zadzwonił pod numer który przed chwilą dzwonił. Odebrała go osoba o takim samym głosie, tylko że niepłacząca.
-Halo?-spytała osoba z drugiej strony słuchawki.
-Dzieńdobry ktoś dzwonił do mnie przed chwilą z tego numeru.
-Aaa pomyłka!!! Haha dał pan się nabrać.
-Jeśli jeszcze raz będziecie do mnie dzwonić z takimi rzeczami skończy się to na policji. Rozumiecie?
-Aha dobrze. Przepraszamy.
Chłopak rozłączył się i odłożył telefon. Była dopiero siedemnasta więc wyszedł na spacer. Był początek sierpnia więc było dostatecznie ciepło. Spacerował po warszawskich ulicach bez celu przez około dwie godziny.
Wracając do domu zadzwonił mu telefon.Tym razem numer był znajomy. Dzwoniła Marta.
-Cześć Piotrek jesteś w domu?
-Nie na spacerze. A coś się stało?
-Tak on chyba powoli umiera.
-Boże jedyny kto umiera?
-Powiem ci w Leśnej Górze przyjeżdżaj do szpitala.
-Ok będę za jakieś piętnaście minut.-chłopak rozłączył się i pędem zaczął biec do szpitala. Nie zważał na to jaki był kolor światła na przejściu dla pieszych. Czerwony czy zielony i tak przechodził. Cały czas rozmyślał nad słowami Marty. Kto umiera? Dlaczego? W głowie roiło mu się od takich pytań ale odpowiedzi miał bardzo mało można powiedzieć że nawet wcale. Po dziesięciu minutach uporczywej próby przedostania się przez zatłoczone miasto dotarł do szpitala w Leśnej Górze. Gdy zdążył przekroczyć próg SOR-u czekała na niego zrozpaczona lekarka.
-Piotrek dobrze że tak szybko przyszedłeś! On umiera, powoli ale umiera.
-Ale kto umiera?
-Choć zobacz.-powiedziała Marta, złapała Piotrka za rękaw i zaprowadziła na OIOM. Po wejściu na sale chłopak się przeraził. Na łóżku szpitalnym leżał Sambor, chirurg Michał Sambor. Mężczyzna miał ciężki wypadek samochodowy i zapadł w śmierć kliniczną. Piotr udał się do pokoju lekarskiego i zapytał
-Doktorze Sambor, Michał Sambor jakie ma szansę?
-Jego rokowania nie są najlepsze. Miał bardzo ciężki wypadek samochodowy, jest w stanie śmierci klinicznej. Jest nie wielka szansa na to że z tego wyjdzie.
-Ale jednak jest szansa?
-Aha no to do widzenia.-chłopak pożegnał się z lekarzem i podszedł do łóżka pacjenta.
-Doktorze, w co doktor się wplątał.-powiedział Piotrek i wyszedł z oddziału.
_____________________________________________________________
Coś mi nie pasuje w początku ale dalej jest Ok. Chyba. Bynajmniej mnie tak się wydaję. Oglądaliście film ''Bogowie'' z Tomaszem Kotem w roli głównej? Film jest super polecam. Opowiada o profesorze Zbigniewie Relidze który po raz pierwszy przeszczepił serce. Pozdrawiam Julia
wtorek, 10 lutego 2015
Rozdział 10 Góra wkracza do akcji.
Gdy Martyna siedziała w salonie ze znajomymi Artur wstał od stołu i powiedział
-No to ja idę trochę naczyń pozmywać a wy sobie trochę pogadajcie i poplotkujcie.
-Dobrze kochanie.-odpowiedziała Karina.
Góra wyszedł, a kobieta nie tracąc czasu zaczęła rozmowę z Martyną.
-Martyna powiedz mi w sekrecie czy on bardzo jest niemiły w pracy?
-Ja wiem czy on jest taki niemiły. Jak każdy ma czasami lepsze i gorsze dni..
-Bo czasami mi się wydaje że nikt go nie lubi.
-No właśnie. Wydaję ci się, więc nie ma powodów do obaw.-odpowiadała Martyna lecz musiała się bardzo kontrolować żeby nie powiedzieć jednego słowa za dużo.
-Aha to dobrze.-powiedziała Karina z wielką ulgą jakby od tego zależało całe jej życie.
-A co ty się wogóle tym tak przejmujesz? Przecież kariera to jedno a życie rodzinne to drugie.
-Przecież muszę wiedzieć z kim spędzę resztę życia.
-No tak.-powiedziała Martyna i razem z Kariną zaczęły się śmiać.
Artur słysząc dobiegające śmiechy z pokoju obok, odłożył naczynia na suszarkę i poszedł sprawdzić co u dziewczyn.
-Co wam tak wesoło?-spytał zaciekawiony mężczyzna.
-Nieważne i tak nie zrozumiesz.-odpowiedziały jednocześnie dziewczyny i zaczęły jeszcze głośniej śmiać się.
Gdy Martyna trochę ochłonęła stwierdziła że będzie już iść. Nie mieszkała daleko więc spokojnie mogła iść sama. Pożegnała się z Krainą i z Arturem i wyszła. Szła dosyć szybko gdyż była już godzina dwudziesta druga. Kiedy doszła do domu jej rodzice już spali. Po cichu weszła na górę do swojego pokoju i zadzwoniła do Piotrka.
-Halo Piotrek, gdzie jesteś?
-Jedziemy jeszcze z Martą, poczekaj przełączę na głośno mówiący.
-To słuchajcie mnie bardzo uważnie. Tylko nikomu o tyn ani słówka. Ok?
-Dobra, dobra no mów co się stało.-powiedziała Marta
-No więc będę świadkową na ślubie. Ale nie wiecie u kogo.
-A skąd ja mam to wiedzieć no mów-odpowiedział Piotrek trochę zniecierpliwiony.
-U dyrektora Artura Góry.
-Martynka przyćpałaś się czegoś?-spytał Piotrek i dodał- To ja chcę być świadkiem.
-Możesz sobie pomarzyć. A właśnie mam do ciebie sprawę. Zawiózł byś mnie na za dwa tygodnie w czwartek do Leśnej Góry na zdjęcie gipsu.
-Oczywiście że...nie. Żartuję przyjadę po ciebie tylko o której.
-Z tym to ustalimy później, bo dokładnie to nie wiem.
-No ok, kończę pa pa.
-Narazie.-dziewczyna rozłączyła się.
Martyna poszła wziąć prysznic i położyła się spać.
*Rano w domu Piotrka*
Piotr obudził się o godzinie siódmej dwadzieścia. Był jakoś dziwnie wyspany zważając na długą podróż którą przebył z Martą wczoraj wieczorem. Nie śpieszyło mu się gdyż miał dyżur na jedenastą. Zwlekł się z łóżka, ubrał się i zjadł śniadanie. Były to zwykłe kanapki z serem, sałatą, szynką i pomidorem. Po zjedzeniu śniadania chłopak włączył telewizor. W TV zaczynał się ulubiony program Piotrka pt. ''Jak to jest zrobione?''. Z rzędu leciało parę odcinków więc kiedy się skończyły była godzina dziesiąta więc najwyższy czas i pora żeby iść do pracy.
Gdy chłopak dojechał do stacji na niego czekał już Adam.
-Cześć Piotrek, zobacz co dostałem. Zaproszenie od Góry na jego ślub. I Wiktor też dostał, i Tomek. Cała staja dostała.-wyszeptał Adam
-A ja wiem kto będzie świadkową Martynka. O poczekaj Góra idzie.
-Dzieńdobry panie Piotrze. Możemy przejść na ty?
-Nie ma problemu.
-Więc Piotrek chciałbym cię poprosić żebyś był świadkiem na ślubie moim i Kariny. Mogę na ciebie liczyć.
-Oczywiście Artur. Lecę się przebrać bo zaraz dyżur zaczynam.
-To leć tylko uważaj na przewody wysokiego napięcia.
-Dobrze będę uważał jak mogę najbardziej.-Piotrek wybuchnął śmiechem.
Piotr poszedł don pokoju obok a zaraz za nim Adaś. Chłopak rozejrzał się i powiedział.
-I co Adaś ja też mam zaproszenie i do tego będę świadkiem.
-Gratuluję ci Piotrek. Artur chyba cię polubił.
-No chyba.
-21S zgłoś się.
-21S zgłaszam się.-zameldował Artur.
-Kobieta, lat dwadzieścia pięć porażenie prądem, na adres Holenderskiej pięć pod Warszawą.
-Dobra już jedziemy-powiedział Góra-Adam, Piotrek ruchy.
Kiedy dojechali na miejsce, otoczenie okazało się im bardzo znajome. Był to dom w którym mieszka Artur. Weszli do środka. Na podłodze leżała Karina, a parę metrów dalej odkurzacz.
-Karina mówiłam ci żebyś nie ruszała tego odkurzacza bo on jest zepsuty.-powiedział zdenerwowany Góra.
-No mówiłeś i co z tego. Zmiotką miałam posprzątać. Chyba do wieczora bym tego nie zrobiła.
-To było poczekać z tym jak wrócę z dyżuru.odpowiedział lekarz i dodał- Piotrek idź po nosze i zabieramy ją do szpitala.
Kiedy dojechali do szpitala na miejscu czekała na nich Marta.
-Co tu mamy?
-Porażenie prądem.-zameldował Adam
-Ok zabierzcie panią na oddział i zróbcie tomograf czy nic tam nie zostało uszkodzone.
Lekarz z Adamem wyszli odłożyć sprzęt a Piotr wyszeptał Marcie do ucha że został świadkiem na ślubie Kariny i Góry. Lekarka odpowiedziała na to miłym spojrzeniem i pokazała swoje zaproszenie. Chłopak wrócił do karetki i zespół wrócił do bazy. Ekipa 21S miała dzisiaj jeszcze tylko trzy zgłoszenia. Do wypadku, bólu brzucha i omdlenia.
Po skończonym dyżurze Piotrek pojechał do domu. Chwilę po wejściu zadzwonił do Martyny.
-Cześć wiesz że idziemy w parze.
-Cześć Piotrek w jakim sensie idziemy w parze?
-No bo ja będę świadkiem na ślubie Artura i Kariny. I do tego jestem z nim na ty.
-Łał gratuluję ci Piotruś. Kończę pa.
-Cześć.
_________________________________________________________________
Mam nadzieję że się spodoba. Wyszedł dosyć długi ale chciałam wam wynagrodzić brak codziennego opowiadania. Jeśli ktoś nie oglądał Telekamer TeleTygodnia to przekazuję bardzo dobre wiadomości. Na Sygnale zdobyło telekamerę i Wojtkowi Kulińskiemu urodził się syn.Macie tu Link do sceny przedpremierowej z 47 odcinka Na Sygnale.
-No to ja idę trochę naczyń pozmywać a wy sobie trochę pogadajcie i poplotkujcie.
-Dobrze kochanie.-odpowiedziała Karina.
Góra wyszedł, a kobieta nie tracąc czasu zaczęła rozmowę z Martyną.
-Martyna powiedz mi w sekrecie czy on bardzo jest niemiły w pracy?
-Ja wiem czy on jest taki niemiły. Jak każdy ma czasami lepsze i gorsze dni..
-Bo czasami mi się wydaje że nikt go nie lubi.
-No właśnie. Wydaję ci się, więc nie ma powodów do obaw.-odpowiadała Martyna lecz musiała się bardzo kontrolować żeby nie powiedzieć jednego słowa za dużo.
-Aha to dobrze.-powiedziała Karina z wielką ulgą jakby od tego zależało całe jej życie.
-A co ty się wogóle tym tak przejmujesz? Przecież kariera to jedno a życie rodzinne to drugie.
-Przecież muszę wiedzieć z kim spędzę resztę życia.
-No tak.-powiedziała Martyna i razem z Kariną zaczęły się śmiać.
Artur słysząc dobiegające śmiechy z pokoju obok, odłożył naczynia na suszarkę i poszedł sprawdzić co u dziewczyn.
-Co wam tak wesoło?-spytał zaciekawiony mężczyzna.
-Nieważne i tak nie zrozumiesz.-odpowiedziały jednocześnie dziewczyny i zaczęły jeszcze głośniej śmiać się.
Gdy Martyna trochę ochłonęła stwierdziła że będzie już iść. Nie mieszkała daleko więc spokojnie mogła iść sama. Pożegnała się z Krainą i z Arturem i wyszła. Szła dosyć szybko gdyż była już godzina dwudziesta druga. Kiedy doszła do domu jej rodzice już spali. Po cichu weszła na górę do swojego pokoju i zadzwoniła do Piotrka.
-Halo Piotrek, gdzie jesteś?
-Jedziemy jeszcze z Martą, poczekaj przełączę na głośno mówiący.
-To słuchajcie mnie bardzo uważnie. Tylko nikomu o tyn ani słówka. Ok?
-Dobra, dobra no mów co się stało.-powiedziała Marta
-No więc będę świadkową na ślubie. Ale nie wiecie u kogo.
-A skąd ja mam to wiedzieć no mów-odpowiedział Piotrek trochę zniecierpliwiony.
-U dyrektora Artura Góry.
-Martynka przyćpałaś się czegoś?-spytał Piotrek i dodał- To ja chcę być świadkiem.
-Możesz sobie pomarzyć. A właśnie mam do ciebie sprawę. Zawiózł byś mnie na za dwa tygodnie w czwartek do Leśnej Góry na zdjęcie gipsu.
-Oczywiście że...nie. Żartuję przyjadę po ciebie tylko o której.
-Z tym to ustalimy później, bo dokładnie to nie wiem.
-No ok, kończę pa pa.
-Narazie.-dziewczyna rozłączyła się.
Martyna poszła wziąć prysznic i położyła się spać.
*Rano w domu Piotrka*
Piotr obudził się o godzinie siódmej dwadzieścia. Był jakoś dziwnie wyspany zważając na długą podróż którą przebył z Martą wczoraj wieczorem. Nie śpieszyło mu się gdyż miał dyżur na jedenastą. Zwlekł się z łóżka, ubrał się i zjadł śniadanie. Były to zwykłe kanapki z serem, sałatą, szynką i pomidorem. Po zjedzeniu śniadania chłopak włączył telewizor. W TV zaczynał się ulubiony program Piotrka pt. ''Jak to jest zrobione?''. Z rzędu leciało parę odcinków więc kiedy się skończyły była godzina dziesiąta więc najwyższy czas i pora żeby iść do pracy.
Gdy chłopak dojechał do stacji na niego czekał już Adam.
-Cześć Piotrek, zobacz co dostałem. Zaproszenie od Góry na jego ślub. I Wiktor też dostał, i Tomek. Cała staja dostała.-wyszeptał Adam
-A ja wiem kto będzie świadkową Martynka. O poczekaj Góra idzie.
-Dzieńdobry panie Piotrze. Możemy przejść na ty?
-Nie ma problemu.
-Więc Piotrek chciałbym cię poprosić żebyś był świadkiem na ślubie moim i Kariny. Mogę na ciebie liczyć.
-Oczywiście Artur. Lecę się przebrać bo zaraz dyżur zaczynam.
-To leć tylko uważaj na przewody wysokiego napięcia.
-Dobrze będę uważał jak mogę najbardziej.-Piotrek wybuchnął śmiechem.
Piotr poszedł don pokoju obok a zaraz za nim Adaś. Chłopak rozejrzał się i powiedział.
-I co Adaś ja też mam zaproszenie i do tego będę świadkiem.
-Gratuluję ci Piotrek. Artur chyba cię polubił.
-No chyba.
-21S zgłoś się.
-21S zgłaszam się.-zameldował Artur.
-Kobieta, lat dwadzieścia pięć porażenie prądem, na adres Holenderskiej pięć pod Warszawą.
-Dobra już jedziemy-powiedział Góra-Adam, Piotrek ruchy.
Kiedy dojechali na miejsce, otoczenie okazało się im bardzo znajome. Był to dom w którym mieszka Artur. Weszli do środka. Na podłodze leżała Karina, a parę metrów dalej odkurzacz.
-Karina mówiłam ci żebyś nie ruszała tego odkurzacza bo on jest zepsuty.-powiedział zdenerwowany Góra.
-No mówiłeś i co z tego. Zmiotką miałam posprzątać. Chyba do wieczora bym tego nie zrobiła.
-To było poczekać z tym jak wrócę z dyżuru.odpowiedział lekarz i dodał- Piotrek idź po nosze i zabieramy ją do szpitala.
Kiedy dojechali do szpitala na miejscu czekała na nich Marta.
-Co tu mamy?
-Porażenie prądem.-zameldował Adam
-Ok zabierzcie panią na oddział i zróbcie tomograf czy nic tam nie zostało uszkodzone.
Lekarz z Adamem wyszli odłożyć sprzęt a Piotr wyszeptał Marcie do ucha że został świadkiem na ślubie Kariny i Góry. Lekarka odpowiedziała na to miłym spojrzeniem i pokazała swoje zaproszenie. Chłopak wrócił do karetki i zespół wrócił do bazy. Ekipa 21S miała dzisiaj jeszcze tylko trzy zgłoszenia. Do wypadku, bólu brzucha i omdlenia.
Po skończonym dyżurze Piotrek pojechał do domu. Chwilę po wejściu zadzwonił do Martyny.
-Cześć wiesz że idziemy w parze.
-Cześć Piotrek w jakim sensie idziemy w parze?
-No bo ja będę świadkiem na ślubie Artura i Kariny. I do tego jestem z nim na ty.
-Łał gratuluję ci Piotruś. Kończę pa.
-Cześć.
_________________________________________________________________
Mam nadzieję że się spodoba. Wyszedł dosyć długi ale chciałam wam wynagrodzić brak codziennego opowiadania. Jeśli ktoś nie oglądał Telekamer TeleTygodnia to przekazuję bardzo dobre wiadomości. Na Sygnale zdobyło telekamerę i Wojtkowi Kulińskiemu urodził się syn.Macie tu Link do sceny przedpremierowej z 47 odcinka Na Sygnale.
środa, 4 lutego 2015
Rozdział 9 Może coś się zmieni?
Gdy Piotr, Martyna i Marta spacerowali dostojnie w promieniach zachodzącego słońca, usłyszeli z daleka jakieś wołania i odgłosy. Odwrócili się żeby zobaczyć kto to, lecz postać była za daleko. Ale odgłosy były im skądś znajome.
-Chodźcie idziemy jak będzie miał ważną sprawę to poczeka albo nas dogoni.-powiedział Piotrek i cała trójka poszła dalej.
Znajomi zdążyli odejść parę metrów, gdy ktoś złapał Martynę za ramię. Był to dyrektor Góra.
-Dzieńdobry wszystkim.-Góra zdjął rękę z ramienia Martyny-Panie Piotrze mam do Pana sprawę. Ale możemy odejść?
-Nie widzę takiej potrzeby, niech Pan mówi przy wszystkich. To są moje przyjaciółki więc nie ma potrzeby przed nimi tego utajniać.
-Może mi Pan wyjaśnić tą dzisiejszą sytuację, na zebraniu w stacji.
-Ale co ja mam tu panu wyjaśniać? Czegoś Pan nie zrozumiał?
-To z jakim hamskim tonem się Pan odniósł dzisiaj na zebraniu.
-Niech Pan sobie sam odpowie. Jak Pan robi z siebie pępka świata i chcę zwolnić Wiktora. To już chyba była przesada. Nie uważa pan?
-Wie Pan coś panu powiem Strzelecki. Z panem nie da się teraz rozmawiać,ale omówimy to w pracy.-powiedział oburzony Góra.
-Jestem po dyżurze więc nie będę z panem dyskutował na temat pracy. Żegnam.
Góra wyszeptał Martynie coś do ucha i szybko się oddalił.
-Co on od Ciebie chciał?-spytała Marta
-Chciał żebym przyszła do niego o 20.00.
-I co pójdziesz?-spytała Piotr z lekarką jednocześnie.
-Nie wiem, gubię się sama w moich myślach mam już dość całego tego życia. Najpierw noga, później Marcin teraz Góra. Mam już dosyć!
-Chodźcie wracamy bo już jest późno.- zaproponował Piotr
-I mamy jeszcze drogę powrotną do Warszawy- dodała Marta.-To jak Piotruś ile masz zapasu nasamotność?
-Ha ha ha bardzo śmieszne.-odpowiedział z lekką ironią w głosie chłopak.
Znajomi doprowadzili Martynę do domu, pożegnali się, wsiedli do auta i pojechali do Warszawy.Podróż nie była tak wesoła jak ta poprzednia. Marta próbowała rozpocząć jakąś rozmowę, ale każda kończyła się szybko i na ogół kiwnięciem głowy Piotrka. Lekarka w końcu nie wytrzymała i powiedziała dosyć głośnym tonem
-Piotrek do jasnej cholery co się dzieje?
-Nic. Mam gorszy dzień.
-Acha ciekawe od kiedy. Jeszcze pół godziny temu byłeś super wesoły. Już tęsknisz?
-Nie po prostu jestem wkurzony przez Górę. Nie dość że rano wszyscy się dowiedzieli że ten galant będzie dyrektorem, chciał zwolnić Wiktora to jeszcze po pracy nerwy mi psuje.
-To macie teraz przeliczane bo Góra z Wichurą mieli niezłe kontakty.
*W tym samym czasie dom Góry*
-Halo, jest tu ktoś?-wywołała posyłając w drzwi domu Góry Martyna
-Cześć Martyna zapraszam do środka.
Góra ubrany był trochę inaczej niż zwykle. Miał na sobie niebieską koszulę w kratkę i jeansy. Włosy miał ułożone na żel. Gdy dziewczyna przeszła przez przedpokój do salonu zobaczyła że nie ma się czego bać gdyż nie będą sami. Przy stole siedziała jakaś kobietą w wieku Artura.
-Cześć jestem Karina.-kobieta przedstawiła się.
-A ja Martyna.
-Miło mi Cię poznać.
-Siadajcie dziewczyny. -powiedział Artur- Martyna bo my chcieliśmy Cię poprosić żebyś była... była świadkową na naszym ślubie.
-Oczywiście że będę.
Karina z Arturem podali parę dań. Wieczór minął im niezwykle miło.
_____________________________________
Może nie jest najciekawsze, ale myślę że może być. Pisałam je z telefonu więc jak będą jakieś literówki to mi wybaczcie.Na jakiejś stronie był udostępniony przed premierowy odcinek Na Sygnale i ratownicy zmienili swoją bazę. Nie wiem czemu ale nie daje mi to spokoju. Może dlatego że z tą starą bazą było tyle wspomnień. Pozdrawiam Julia
-Chodźcie idziemy jak będzie miał ważną sprawę to poczeka albo nas dogoni.-powiedział Piotrek i cała trójka poszła dalej.
Znajomi zdążyli odejść parę metrów, gdy ktoś złapał Martynę za ramię. Był to dyrektor Góra.
-Dzieńdobry wszystkim.-Góra zdjął rękę z ramienia Martyny-Panie Piotrze mam do Pana sprawę. Ale możemy odejść?
-Nie widzę takiej potrzeby, niech Pan mówi przy wszystkich. To są moje przyjaciółki więc nie ma potrzeby przed nimi tego utajniać.
-Może mi Pan wyjaśnić tą dzisiejszą sytuację, na zebraniu w stacji.
-Ale co ja mam tu panu wyjaśniać? Czegoś Pan nie zrozumiał?
-To z jakim hamskim tonem się Pan odniósł dzisiaj na zebraniu.
-Niech Pan sobie sam odpowie. Jak Pan robi z siebie pępka świata i chcę zwolnić Wiktora. To już chyba była przesada. Nie uważa pan?
-Wie Pan coś panu powiem Strzelecki. Z panem nie da się teraz rozmawiać,ale omówimy to w pracy.-powiedział oburzony Góra.
-Jestem po dyżurze więc nie będę z panem dyskutował na temat pracy. Żegnam.
Góra wyszeptał Martynie coś do ucha i szybko się oddalił.
-Co on od Ciebie chciał?-spytała Marta
-Chciał żebym przyszła do niego o 20.00.
-I co pójdziesz?-spytała Piotr z lekarką jednocześnie.
-Nie wiem, gubię się sama w moich myślach mam już dość całego tego życia. Najpierw noga, później Marcin teraz Góra. Mam już dosyć!
-Chodźcie wracamy bo już jest późno.- zaproponował Piotr
-I mamy jeszcze drogę powrotną do Warszawy- dodała Marta.-To jak Piotruś ile masz zapasu nasamotność?
-Ha ha ha bardzo śmieszne.-odpowiedział z lekką ironią w głosie chłopak.
Znajomi doprowadzili Martynę do domu, pożegnali się, wsiedli do auta i pojechali do Warszawy.Podróż nie była tak wesoła jak ta poprzednia. Marta próbowała rozpocząć jakąś rozmowę, ale każda kończyła się szybko i na ogół kiwnięciem głowy Piotrka. Lekarka w końcu nie wytrzymała i powiedziała dosyć głośnym tonem
-Piotrek do jasnej cholery co się dzieje?
-Nic. Mam gorszy dzień.
-Acha ciekawe od kiedy. Jeszcze pół godziny temu byłeś super wesoły. Już tęsknisz?
-Nie po prostu jestem wkurzony przez Górę. Nie dość że rano wszyscy się dowiedzieli że ten galant będzie dyrektorem, chciał zwolnić Wiktora to jeszcze po pracy nerwy mi psuje.
-To macie teraz przeliczane bo Góra z Wichurą mieli niezłe kontakty.
*W tym samym czasie dom Góry*
-Halo, jest tu ktoś?-wywołała posyłając w drzwi domu Góry Martyna
-Cześć Martyna zapraszam do środka.
Góra ubrany był trochę inaczej niż zwykle. Miał na sobie niebieską koszulę w kratkę i jeansy. Włosy miał ułożone na żel. Gdy dziewczyna przeszła przez przedpokój do salonu zobaczyła że nie ma się czego bać gdyż nie będą sami. Przy stole siedziała jakaś kobietą w wieku Artura.
-Cześć jestem Karina.-kobieta przedstawiła się.
-A ja Martyna.
-Miło mi Cię poznać.
-Siadajcie dziewczyny. -powiedział Artur- Martyna bo my chcieliśmy Cię poprosić żebyś była... była świadkową na naszym ślubie.
-Oczywiście że będę.
Karina z Arturem podali parę dań. Wieczór minął im niezwykle miło.
_____________________________________
Może nie jest najciekawsze, ale myślę że może być. Pisałam je z telefonu więc jak będą jakieś literówki to mi wybaczcie.Na jakiejś stronie był udostępniony przed premierowy odcinek Na Sygnale i ratownicy zmienili swoją bazę. Nie wiem czemu ale nie daje mi to spokoju. Może dlatego że z tą starą bazą było tyle wspomnień. Pozdrawiam Julia
piątek, 30 stycznia 2015
Rozdział 8 Rozstania, kłutnie i powroty.
Piotrek nie mógł usnąć. Nie dla tego że nie chciało mu się spać, ale z poczucia samotności. Zastanawiał się czy zrobił coś źle, czy może jakimś zachowaniem uraził Martynę. W głowie miał wiele pytań, ale na każde brak odpowiedzi. Zerknął na zegarek. Była 2:30 a dyżur miał na godzinę 8.
-Jeśli teraz nie usnę, na dyżurze będę przysypiał i Góra się zacznie ciskać, że wykazuję brak profesjonalizmu.-mówił chłopak sam do siebie-Ale może przeżył po dzisiejszej rozmowie z Wiktorem życiową przemianę. Może będzie inny? Idę wziąć coś nasennego.
Chłopak wstał i poszedł do kuchni. Z niebieskiej apteczki wziął leki nasenne i wrócił do łóżka. Po chwili usnął.
Piotr obudził się przed godziną 7. Czuł się przygnębiony i zmęczony. Szybkim krokiem wstał i udał się do sypialni. Chciał upewnić się że wczorajszy dzień to zły sen. Niestety wczorajszy dzień to prawda, najprawdziwsza prawda. Chłopak poczuł się bardziej samotny i opuszczony niż wczoraj. Zjadł kanapki, ubrał się i wyszedł. Nawet nie przyłożył wagi do swojego wyglądu.
Gdy doszedł do stacji, widok jaki zastał zaskoczył go. Wiktor siedział przy biurku i wypełniał papiery, a gdy chłopak powiedział dzień dobry odpowiedział mu tylko skinieniem głowy. Wszedł do pokoju ratowników. Tam też nikt nie był wesoły jak co dzień. Nikt nie grał w piłkarzyki, telewizor był wyłączony.
-Tomek, wytłumacz mi co tu jest grane?
-Piotrek... bo... a w sumie nie ważne.
-Tomek do cholery, powiedz mi co się tutaj dzieje. Wiktor siedzi przygaszony, a przecież wczoraj było mu tak wesoło. Wy patrzycie się w sufit, nikt nie gra w piłkarzyki ani nie ogląda telewizji.
-No bo... no bo Góra objął stanowisko dyrektora ratownictwa medycznego.
-No to chyba dobrze.Co nie?
-Ty sam siebie słyszysz? Nie dość że będzie nad wszystkimi gębę pruł, to jeszcze będzie z nami w budynku i czasami w karetkach.
-Może i nie za fajnie, ale czemu wszyscy jesteście tacy smutni?
-Bo on... on chce zwolnić Wiktora.
-Chyba mu się w tym jego pustym łbie coś poprzewracało. Niech tylko spróbuje. A zresztą i tak mu powiem co o nim myślę.
-Piotrek ale ty możesz przez to też pracę stracić.
-Wiesz co, guzik mnie to obchodzi! A nie pozwolę jakiemuś idiocie żeby skakał do osoby mądrzejszej od siebie.
-21S, zgłoś się.
-21S zgłaszam się.
-Mężczyzna, około 30 lat, spadek z rusztowania.
-Ok, już jedziemy.
Karetka dojechała na miejsce. Zrobili co do nich należało i zabrali pacjenta do szpitala. Wiktor odmeldował się i załoga wróciła do bazy. W bazie było zebranie. Wszyscy czekali już tylko na załogę karetki 21S.
-O jak dobrze że już jesteście, mamy kilka spraw do omówienia. Jak już wam wiadomo będę dyrektorem ratownictwa medycznego.-zaczął mówić Góra.
Po chwili odezwał się Piotrek.
-To jak pan będzie dyrektorem, to myśli pan że może pan na wszystkich swoją gębę piłować. Są od pana mądrzejsi którzy powinni dostać to stanowisko, a nie pan! A grozić zwolnieniem doktora, chyba już panu się w tym pustym łbie poprzewracało. Idę stąd bo nie będę słuchał takiego pępka świata jak pan! Żegnam.
Piotr odwrócił się na pięcie i wyszedł bo skończył dyżur. Pojechał do domu. Chwilę po przyjściu do domu gdy ochłonął z nerwów zaczęła znowu doskwierać mu samotność. Wiedział gdzie mieszka Martyna więc postanowił ją odwiedzić. Wziął kluczyki do samochodu i wyszedł. W między czasie wysłał SMS-a do Marty, czy nie pojechałaby z nim do Martyny. Dziewczyna odpisała mu że tak. Chłopak pojechał po lekarkę i razem udali się w podróż. Gdy jechali słuchali muzyki, opowiadali sobie kawały. Podróż minęła im bardzo szybko. Rodzice Martyny mieszkali pod Warszawą niedaleko Góry.
Gdy dojechali na miejsce przed domem na schodach siedziała dziewczyna i wpatrywała się w niebo. Jej twarz była rozpromieniona a włosy powiewały leciutko na wietrze. Znajomi przyglądali jej się przez chwilę, po czym Marta się odezwała.
-Cześć księżniczko z białym gipsem.
-Cześć Marta, cześć Piotruś. Co was tutaj sprowadza?
-Samotność Piotrka.-odpowiedziała lekarka śmiejąc się.
-Co?-zpytała zszokowana Martyna.
-To co usłyszałaś, samotność Piotrusia. Po nocach spać nie może, musi łykać prochy nasenne.
-Chodźcie wejdźcie.-powiedziała Martyna śmiejąc się i dodała-Może się czegoś napijecie?
-Wody-powiedziała Marta z Piotrem jednocześnie.
Cała trójka udała się do kuchni. Posiedzieli chwilę w kuchni i poszli pospacerować po polach. Był to ciepły koniec lipca więc pola wyglądały cudownie. Zachodzące słońce rzucało na wszystko swój śliczny blask, a lekki wietrzyk powiewał dostojnie na trzy postacie idące polami za którymi ciągnęły się dwa cienie damskie i jeden męski. Dzień minął im niezwykle miło. Bo jak by mógł minąć inaczej przy takich pięknych skarbach natury. Tylko jedynym kamieniem na drodze do sukcesu jest Góra, doktor a w sumie dyrektor Artur Góra.
_____________________________________________________
Jak wam się podoba? Przepraszam że nic się nie pojawiło wcześniej jak obiecywałam ale czas... a w sumie jego brak. Od dzisiaj zaczęły mi się ferie zimowe więc postaram się wrzucać coś częściej. Pozdrawiam i zapraszam do komentowania Julia.
-Jeśli teraz nie usnę, na dyżurze będę przysypiał i Góra się zacznie ciskać, że wykazuję brak profesjonalizmu.-mówił chłopak sam do siebie-Ale może przeżył po dzisiejszej rozmowie z Wiktorem życiową przemianę. Może będzie inny? Idę wziąć coś nasennego.
Chłopak wstał i poszedł do kuchni. Z niebieskiej apteczki wziął leki nasenne i wrócił do łóżka. Po chwili usnął.
Piotr obudził się przed godziną 7. Czuł się przygnębiony i zmęczony. Szybkim krokiem wstał i udał się do sypialni. Chciał upewnić się że wczorajszy dzień to zły sen. Niestety wczorajszy dzień to prawda, najprawdziwsza prawda. Chłopak poczuł się bardziej samotny i opuszczony niż wczoraj. Zjadł kanapki, ubrał się i wyszedł. Nawet nie przyłożył wagi do swojego wyglądu.
Gdy doszedł do stacji, widok jaki zastał zaskoczył go. Wiktor siedział przy biurku i wypełniał papiery, a gdy chłopak powiedział dzień dobry odpowiedział mu tylko skinieniem głowy. Wszedł do pokoju ratowników. Tam też nikt nie był wesoły jak co dzień. Nikt nie grał w piłkarzyki, telewizor był wyłączony.
-Tomek, wytłumacz mi co tu jest grane?
-Piotrek... bo... a w sumie nie ważne.
-Tomek do cholery, powiedz mi co się tutaj dzieje. Wiktor siedzi przygaszony, a przecież wczoraj było mu tak wesoło. Wy patrzycie się w sufit, nikt nie gra w piłkarzyki ani nie ogląda telewizji.
-No bo... no bo Góra objął stanowisko dyrektora ratownictwa medycznego.
-No to chyba dobrze.Co nie?
-Ty sam siebie słyszysz? Nie dość że będzie nad wszystkimi gębę pruł, to jeszcze będzie z nami w budynku i czasami w karetkach.
-Może i nie za fajnie, ale czemu wszyscy jesteście tacy smutni?
-Bo on... on chce zwolnić Wiktora.
-Chyba mu się w tym jego pustym łbie coś poprzewracało. Niech tylko spróbuje. A zresztą i tak mu powiem co o nim myślę.
-Piotrek ale ty możesz przez to też pracę stracić.
-Wiesz co, guzik mnie to obchodzi! A nie pozwolę jakiemuś idiocie żeby skakał do osoby mądrzejszej od siebie.
-21S, zgłoś się.
-21S zgłaszam się.
-Mężczyzna, około 30 lat, spadek z rusztowania.
-Ok, już jedziemy.
Karetka dojechała na miejsce. Zrobili co do nich należało i zabrali pacjenta do szpitala. Wiktor odmeldował się i załoga wróciła do bazy. W bazie było zebranie. Wszyscy czekali już tylko na załogę karetki 21S.
-O jak dobrze że już jesteście, mamy kilka spraw do omówienia. Jak już wam wiadomo będę dyrektorem ratownictwa medycznego.-zaczął mówić Góra.
Po chwili odezwał się Piotrek.
-To jak pan będzie dyrektorem, to myśli pan że może pan na wszystkich swoją gębę piłować. Są od pana mądrzejsi którzy powinni dostać to stanowisko, a nie pan! A grozić zwolnieniem doktora, chyba już panu się w tym pustym łbie poprzewracało. Idę stąd bo nie będę słuchał takiego pępka świata jak pan! Żegnam.
Piotr odwrócił się na pięcie i wyszedł bo skończył dyżur. Pojechał do domu. Chwilę po przyjściu do domu gdy ochłonął z nerwów zaczęła znowu doskwierać mu samotność. Wiedział gdzie mieszka Martyna więc postanowił ją odwiedzić. Wziął kluczyki do samochodu i wyszedł. W między czasie wysłał SMS-a do Marty, czy nie pojechałaby z nim do Martyny. Dziewczyna odpisała mu że tak. Chłopak pojechał po lekarkę i razem udali się w podróż. Gdy jechali słuchali muzyki, opowiadali sobie kawały. Podróż minęła im bardzo szybko. Rodzice Martyny mieszkali pod Warszawą niedaleko Góry.
Gdy dojechali na miejsce przed domem na schodach siedziała dziewczyna i wpatrywała się w niebo. Jej twarz była rozpromieniona a włosy powiewały leciutko na wietrze. Znajomi przyglądali jej się przez chwilę, po czym Marta się odezwała.
-Cześć księżniczko z białym gipsem.
-Cześć Marta, cześć Piotruś. Co was tutaj sprowadza?
-Samotność Piotrka.-odpowiedziała lekarka śmiejąc się.
-Co?-zpytała zszokowana Martyna.
-To co usłyszałaś, samotność Piotrusia. Po nocach spać nie może, musi łykać prochy nasenne.
-Chodźcie wejdźcie.-powiedziała Martyna śmiejąc się i dodała-Może się czegoś napijecie?
-Wody-powiedziała Marta z Piotrem jednocześnie.
Cała trójka udała się do kuchni. Posiedzieli chwilę w kuchni i poszli pospacerować po polach. Był to ciepły koniec lipca więc pola wyglądały cudownie. Zachodzące słońce rzucało na wszystko swój śliczny blask, a lekki wietrzyk powiewał dostojnie na trzy postacie idące polami za którymi ciągnęły się dwa cienie damskie i jeden męski. Dzień minął im niezwykle miło. Bo jak by mógł minąć inaczej przy takich pięknych skarbach natury. Tylko jedynym kamieniem na drodze do sukcesu jest Góra, doktor a w sumie dyrektor Artur Góra.
_____________________________________________________
Jak wam się podoba? Przepraszam że nic się nie pojawiło wcześniej jak obiecywałam ale czas... a w sumie jego brak. Od dzisiaj zaczęły mi się ferie zimowe więc postaram się wrzucać coś częściej. Pozdrawiam i zapraszam do komentowania Julia.
niedziela, 18 stycznia 2015
Rozdział 7 Kim Pan jest żeby się spóźniać?
Piotr budząc się rano w salonie na stoliku zobaczył kartkę. Usiadł wziął ją i przeczytał.Była od Martyny. Jej treść była następująca :
Chłopak po przeczytaniu listu od razu zaczął trzeźwo myśleć. Nawet nie musiał pić kawy. Spojrzał na zegarek. Była 7:30 a dyżur miał na godzinę 8. Zerwał się z kanapy, złapał jakieś ciuchy i wyszedł.
Drogi Piotrze!
Zgodnie z moją obietnicą wyprowadzam się. Nie chcę być dla ciebie ciężarem.
Znalazłam mieszkanie, a właściwie pokój w domu u moich rodziców.
Pieniądze za moje utrzymanie oddam ci, kiedy wrócę do pracy.
Bardzo dziękuję ci za pomoc w tych trudnych chwilach,
które ostatnio przeżyłam.Odezwę się wkrótce.
Martyna
Chłopak po przeczytaniu listu od razu zaczął trzeźwo myśleć. Nawet nie musiał pić kawy. Spojrzał na zegarek. Była 7:30 a dyżur miał na godzinę 8. Zerwał się z kanapy, złapał jakieś ciuchy i wyszedł.
-Gdyby była Martyna ja bym nie zaspał, bo zaczęła by się drzeć na całe mieszkanie że się spóźnię do pracy.-pomyślał chłopak.
Gdy dojechał do stacji na chłopaka czekał Wiktor. Mężczyzna był jakiś dziwnie rozbawiony.
-Coś dzisiaj pan doktor jakoś inaczej wygląda, wszystko w porządku?-spytał Piotrek.
-Tak jak najbardziej. Jest 10 po 8 a doktora Góry jeszcze nie ma. Więc jak przyjedziesz to zobaczysz jaka będzie szopka.-powiedział Wiktor cały czas się śmiejąc.
-Ale jaka szopka?
-Kiedyś się spóźniłem i dał mi niezły wykład. Więc teraz role się odwrócą. Ty Piotrek to on chyba jedzie. To zaczynamy.
Góra wszedł do stacji ale nie zdążył nic powiedzieć. Wiktor kazał mu usiąść na przeciwko niego przy biurku i zaczął mówić.
-Panie Arturze Góra ładnie to tak się spóźniać. Jaki pan daje przykład innym ratownikom medycznym. Wyższe stanowisko i się spóźnić. Jaki wstyd. Oj to bardzo brzydko.
-Panie doktorze stałem w korku.
-Dobrze ale mógł pan być potrzebny gdzieś indziej.
-No ale każdemu mogło się zdarzyć, wie pan że mieszkam pod Warszawą.
-Ja też nie mieszkam blisko, skrzydeł nie mam więc nie latam i się nie spóźniłem!-mówił Wiktor
-Przepraszam pójdę się przebrać.-odpowiedział zgaszony Góra i wyszedł z pokoju.
Chwilę po tym Wiktor, Piotr i Adaś byli na wyjeździe.
-To co dzisiaj mamy panie doktorze?-zapytał Adam.
-Jakaś dziewczynka z oparzeniem. O to chyba tu wysiadajcie.-powiedział lekarz i po cichu dodał-Mucha! Ha ha mucha.
Doktor poszedł przodem. Gdy trochę się oddalił Adam spytał Piotrka.
-Ty co mu jest. Naćpał się czego czy coś bo od rana taki wesolutki?
-Nie po prostu dopiekł Górze. Ale dla pewności możemy mu później sprawdzić źrenice. Dobra choć.
Obydwóch ratowników weszło na górę. Opatrzyli dziewczynce rękę ale nie wymagała hospitalizacji więc zostawili mamie dziewczynki leki przeciwbólowe i wrócili do karetki.
-21S wolny pozostajemy w terenie.-odmeldował się Wiktor
-Przyjęłam.-powiedział dyspozytorka
Ratownicy odłożyli torby do karetki i chwilę potem odezwał się Adam.
-Panie doktorze mogę latareczkę.
-Proszę cię bardzo.
Chłopa wziął latarkę i poświecił doktorowi w oczy.
-Nie czyli do pana wesołości nie dokładały się żadne proszki.
-To wy mnie... myśleliście że coś brałem.
-No bo pan doktor taki nienaturalnie wesoły.
Załoga miała jeszcze dzisiaj tylko parę wezwań. Po skończonym dyżurze Piotr od razu po przyjeździe do domu zadzwonił do Martyny.
-Cześć Martyna, czemu się wyprowadziłaś?
-Piotrek nie chcę być dla ciebie ciężarem. Po za tym moja mama mnie już od dłuższego czasu prosiła żebym do nich przyjechała.
-Dzięki tobie bym się spóźnił do roboty bo nie miał mnie kto obudzić. Ale mam nadzieję że wrócisz do Warszawy.
-No oczywiście że wrócę. Dobra kończę bo zaraz będzie obiad. Wogóle weź to ogarnij. Jakieś ciotki się nazjeżdżały i ciągle słyszę
''Oj Martynko jaka ty jesteś biedna z tą złamaną nogą.'' albo ''Kochanie ty moje, powiec cioci czy ciężko ci jest z tym gipsem?'' kończę Piotruś narazie!
-Cześć Martynka.
Piotr czuł się samotny. W mieszkaniu był sam. Sam jak palec. Martyna była rodziców, a po za tym zamierza przyjechać do Warszawy na zdjęcie gipsu więc trochę to potrwa. Chłopak nie wiedząc co ze sobą zrobić zjadł kolację i poszedł spać. Lecz nie do sypialni tylko na kanapę do salonu żeby chociaż sobie wyobrażać że ona jest tu w mieszkaniu.
_____________________________________________
Jest! Po tygodniu ale niestety żeby było wcześniej rzadko jest możliwe bo nauka (nauka jest zapewne problemem większości młodzieży w życiu prywatnym). Ale już na początku lutego ferie więc jak mi wtedy czas pozwoli to postaram się wrzucać opowiadania co 3, 2 dni a może nawet codziennie. To tylko zależy od dyspozycji czasu. Pozdrawiam wszystkich moich czytelników. Julia
niedziela, 11 stycznia 2015
Rozdział 6 Inni, obcy, tacy sami.
Martyna obudziła się w cudownym nastroju lecz przypominając sobie wczorajszą sytuację zaczęła płakać.
-Za co to wszystko? Czemu mnie się to wszystko przytrafia?-dziewczyna powtarzała sama do siebie.
Piotrek słysząc to wszystko wszedł do pokoju w którym spała Martyna i powiedział
-Nie płacz. Nie ma o co. Na takiego palanta szkoda łez.
-Ale czemu to wszystko mi się przytrafia? Ta noga, wczoraj ten Marcin.
-A jeśli złamię sobie nogę i wynajmę kogoś żeby zrobił to samo co Marcin będzie ci lepiej?-spytał chłopak
-Jaki ty głupi jesteś!-krzyknęła Martyna i wybuchła śmiechem.
-Ja wiem. Mnie i mojej głupocie już nic nie pomoże!-Piotr zaczął się śmiać.
-Może i masz rację że za bardzo się tym przejmuję.-dziewczyna otarła resztki łez.
-A co sobie życzysz na śniadanie?
-Wiesz co... nie wiem. Zrób co uważasz, a ja się dostosuję.
-Ok.-chłopak przesłał koleżance ciepły uśmiech.
Gdy Piotrek szykował śniadanie, dziewczyna oglądała telewizję. Nagle zadzwonił dzwonek. Usłyszała go jedynie Martyna, więc poszła zobaczyć przez wizjer kto to. Widok ją zaskoczył. Był to Góra.
Dziewczyna wiedząc że Artur jak ją tu zobaczy i to do tego w piżamie pomyśli że są razem, więc poszła do kuchni i powiedziała.
-Piotrek, Góra stoi przed drzwiami.
-Co?
-Tak jak słyszałeś przed drzwiami stoi Góra więc ja idę się schowam do łazienki bo pomyśli że jesteśmy razem, a ty idź otwórz. Pamiętasz przecież tą jego wczorajszą swatkę.
-Dobra to idę otworzyć.
Martyna poszła do łazienki a chłopak poszedł otworzyć.
-Dzień dobry, panie Piotrze. Nie przeszkadzam?-powiedział Artur tonem milszym niż zwykle.
-Witam pana doktora, co pana tutaj sprowadza?Wejdzie Pan?-powiedział chłopak nie kryjąc zaskoczenia..
Lekarz wszedł do mieszkania i powiedział
-Chciałem pana przeprosić.
-Ale za co?
-No za tą sytuację, jak pana ośmieszyłem przed całą stacją.
-Nic się nie stało. Było minęło. Wogóle nie powinienem się spóźniać.
-Ale przecież każdemu mogło się zdarzyć. Mam dla pana mały prezent.-Góra wyciągnął z plecaka stetoskop i dodał- Mam nadzieję że się przyda. Będę już szedł bo za chwilę mam dyżur. Dowidzenia i jeszcze raz pana przepraszam za tamtą sytuację.-Góra wstał i poszedł do drzwi.
-Dowidzenia panie doktorze. Miło mi że pan mnie odwiedził.
Lekarz wyszedł a chłopak zamknął za nim drzwi.
-Martynka, możesz już wychodzić. Chodź tu zobaczyć co dostałem.
Dziewczyna wyszła i podeszła do kolegi.
-Łał ty chyba ta sprawa musiała go dobijać. Czyli to oznacza że Góra ma serce.
-No też jestem w szoku. Idę kończyć śniadanie.
Znajomi zjedli przygotowane przez Piotrka śniadanie, ubrali się i wyszli na spacer. Pogoda była śliczna więc spacer był nawet wskazany. Martyna nauczyła się już chodzić o kulach więc nie sprawiało jej to problemu. Gdy usiedli na ławce dziewczynie zadzwonił telefon. Była to Marta.
-Halo Martyna?-koleżanka dziewczyny płakała- proszę cię przyjedź do mnie do domu. Ten twój Marcin dobija się do mojego mieszkania z nożem.
-Marta zaraz będę. Narazie.-dziewczyna się rozłączyła i powiedziała do kolegi-Piotrek wiesz gdzie mieszka Marta?
-No tak. A coś się stało?
-Tak biegnij do niej! Marcin próbuję wejść do jej mieszkania z nożem. Ja do niej za chwilę dojdę a ty biegnij!
Piotrek zaczął szybko biec a Martyna szła jak najszybciej mogła. Gdy chłopak dobiegł policja odjeżdżała już z Marcinem. Chłopak zaczekał na Martynę i razem weszli do Marty na górę.
Lekarka siedziała w kącie mieszkania. Twarz miała całą we łzach. Rozmawiali dosyć długo.
-Ja idę do domu po samochód i wrócę po ciebie Martyna.-chłopak wyszedł z mieszkania.
Marta chwilę patrzyła na swoją koleżankę i spytała
-To co wy jesteście razem?
-Nie. Wczoraj mnie odwoził do domu a Marcin zrobił tam taki syf że nie miałabym się gdzie podziać-łzy spłynęły Martynie po policzku-gdyby nie Piotrek który pozwolił mi u siebie mieszkać.
-Aha to miło z jego strony.
Dziewczyny jeszcze przez chwilę rozmawiały dopóki nie przyszedł Piotr. Martyna z kolegą wyszli z mieszkania. Gdy dojechali do domu Piotrka obydwoje zjedli kolację i położyli się spać.
__________________________________________________
Nie jest długie ale następne powinny być dłuższe. Miałam w ten weekend dużo nauki (i opowiadanie na polski) więc czas mi na nie pozwalał żeby było coś wcześniej. Mam nadzieję że mi to wybaczycie. Już niedługo 43 odcinek ,,Na Sygnale''. Jak myślicie czy Adam wróci do pracy? A chcielibyście autograf od Moniki Mazur albo któregoś innego z aktorów. Więc jeśli chcecie to wyślijcie list wraz ze znaczkiem i kopertą zwrotną na adres Artrama ul. J.Dąbrowskiego 37 Warszawa 02-561 (z dopiskiem Monika Mazur , Dariusz Wieteska itp. zależy od kogo chcecie autograf).
Pozdrawiam Julia
-Za co to wszystko? Czemu mnie się to wszystko przytrafia?-dziewczyna powtarzała sama do siebie.
Piotrek słysząc to wszystko wszedł do pokoju w którym spała Martyna i powiedział
-Nie płacz. Nie ma o co. Na takiego palanta szkoda łez.
-Ale czemu to wszystko mi się przytrafia? Ta noga, wczoraj ten Marcin.
-A jeśli złamię sobie nogę i wynajmę kogoś żeby zrobił to samo co Marcin będzie ci lepiej?-spytał chłopak
-Jaki ty głupi jesteś!-krzyknęła Martyna i wybuchła śmiechem.
-Ja wiem. Mnie i mojej głupocie już nic nie pomoże!-Piotr zaczął się śmiać.
-Może i masz rację że za bardzo się tym przejmuję.-dziewczyna otarła resztki łez.
-A co sobie życzysz na śniadanie?
-Wiesz co... nie wiem. Zrób co uważasz, a ja się dostosuję.
-Ok.-chłopak przesłał koleżance ciepły uśmiech.
Gdy Piotrek szykował śniadanie, dziewczyna oglądała telewizję. Nagle zadzwonił dzwonek. Usłyszała go jedynie Martyna, więc poszła zobaczyć przez wizjer kto to. Widok ją zaskoczył. Był to Góra.
Dziewczyna wiedząc że Artur jak ją tu zobaczy i to do tego w piżamie pomyśli że są razem, więc poszła do kuchni i powiedziała.
-Piotrek, Góra stoi przed drzwiami.
-Co?
-Tak jak słyszałeś przed drzwiami stoi Góra więc ja idę się schowam do łazienki bo pomyśli że jesteśmy razem, a ty idź otwórz. Pamiętasz przecież tą jego wczorajszą swatkę.
-Dobra to idę otworzyć.
Martyna poszła do łazienki a chłopak poszedł otworzyć.
-Dzień dobry, panie Piotrze. Nie przeszkadzam?-powiedział Artur tonem milszym niż zwykle.
-Witam pana doktora, co pana tutaj sprowadza?Wejdzie Pan?-powiedział chłopak nie kryjąc zaskoczenia..
Lekarz wszedł do mieszkania i powiedział
-Chciałem pana przeprosić.
-Ale za co?
-No za tą sytuację, jak pana ośmieszyłem przed całą stacją.
-Nic się nie stało. Było minęło. Wogóle nie powinienem się spóźniać.
-Ale przecież każdemu mogło się zdarzyć. Mam dla pana mały prezent.-Góra wyciągnął z plecaka stetoskop i dodał- Mam nadzieję że się przyda. Będę już szedł bo za chwilę mam dyżur. Dowidzenia i jeszcze raz pana przepraszam za tamtą sytuację.-Góra wstał i poszedł do drzwi.
-Dowidzenia panie doktorze. Miło mi że pan mnie odwiedził.
Lekarz wyszedł a chłopak zamknął za nim drzwi.
-Martynka, możesz już wychodzić. Chodź tu zobaczyć co dostałem.
Dziewczyna wyszła i podeszła do kolegi.
-Łał ty chyba ta sprawa musiała go dobijać. Czyli to oznacza że Góra ma serce.
-No też jestem w szoku. Idę kończyć śniadanie.
Znajomi zjedli przygotowane przez Piotrka śniadanie, ubrali się i wyszli na spacer. Pogoda była śliczna więc spacer był nawet wskazany. Martyna nauczyła się już chodzić o kulach więc nie sprawiało jej to problemu. Gdy usiedli na ławce dziewczynie zadzwonił telefon. Była to Marta.
-Halo Martyna?-koleżanka dziewczyny płakała- proszę cię przyjedź do mnie do domu. Ten twój Marcin dobija się do mojego mieszkania z nożem.
-Marta zaraz będę. Narazie.-dziewczyna się rozłączyła i powiedziała do kolegi-Piotrek wiesz gdzie mieszka Marta?
-No tak. A coś się stało?
-Tak biegnij do niej! Marcin próbuję wejść do jej mieszkania z nożem. Ja do niej za chwilę dojdę a ty biegnij!
Piotrek zaczął szybko biec a Martyna szła jak najszybciej mogła. Gdy chłopak dobiegł policja odjeżdżała już z Marcinem. Chłopak zaczekał na Martynę i razem weszli do Marty na górę.
Lekarka siedziała w kącie mieszkania. Twarz miała całą we łzach. Rozmawiali dosyć długo.
-Ja idę do domu po samochód i wrócę po ciebie Martyna.-chłopak wyszedł z mieszkania.
Marta chwilę patrzyła na swoją koleżankę i spytała
-To co wy jesteście razem?
-Nie. Wczoraj mnie odwoził do domu a Marcin zrobił tam taki syf że nie miałabym się gdzie podziać-łzy spłynęły Martynie po policzku-gdyby nie Piotrek który pozwolił mi u siebie mieszkać.
-Aha to miło z jego strony.
Dziewczyny jeszcze przez chwilę rozmawiały dopóki nie przyszedł Piotr. Martyna z kolegą wyszli z mieszkania. Gdy dojechali do domu Piotrka obydwoje zjedli kolację i położyli się spać.
__________________________________________________
Nie jest długie ale następne powinny być dłuższe. Miałam w ten weekend dużo nauki (i opowiadanie na polski) więc czas mi na nie pozwalał żeby było coś wcześniej. Mam nadzieję że mi to wybaczycie. Już niedługo 43 odcinek ,,Na Sygnale''. Jak myślicie czy Adam wróci do pracy? A chcielibyście autograf od Moniki Mazur albo któregoś innego z aktorów. Więc jeśli chcecie to wyślijcie list wraz ze znaczkiem i kopertą zwrotną na adres Artrama ul. J.Dąbrowskiego 37 Warszawa 02-561 (z dopiskiem Monika Mazur , Dariusz Wieteska itp. zależy od kogo chcecie autograf).
Pozdrawiam Julia
środa, 7 stycznia 2015
PROPOZYCJA NIE ZLEKCEWAŻ TEGO TYLKO PRZECZYTAJ
Cześć, mam pomysł żeby zrobić dla was filmiki o bohaterach serialu Na Sygnale. Jak myślicie? Opowiadania i tak będą się pojawiać takie jest przecież założenie bloga. Ale coś dla urozmaicenia nie zaszkodzi.
PS.Opowiadanie pewnie pojawi się koło piątku, może wcześniej. Filmik będzie dla każdego bohatera osobno. Piszcie swoją opinię w komentarzach. Pozdrawiam Julia.
PS.Opowiadanie pewnie pojawi się koło piątku, może wcześniej. Filmik będzie dla każdego bohatera osobno. Piszcie swoją opinię w komentarzach. Pozdrawiam Julia.
niedziela, 4 stycznia 2015
Rozdział 5 Zła kolej rzeczy
Piotr po skończonym dyżurze wściekły wyszedł ze stacji. W chwili kiedy wsiadał do samochodu zadzwonił mu telefon. Była to Martyna.
-Halo, Piotrek
-Cześć Martyna coś się stało?
-Nic się nie stało. Mam tylko jedno pytanie, czy mógłbyś po mnie przyjechać?
-Pewnie zaraz będę bo wyjeżdżam ze stacji. I tak miałem cię odwiedzić.
-To ja czekam przy rejestracji.
-Dobra narazie!
Chłopak chwilę po skończeniu rozmowy z koleżanką był już w szpitalu. Przy rejestracji z dziewczyną rozmawiała Marta.
-Cieszę się że już wychodzisz.-powiedziała szczęśliwa lekarka.
-Ja też się cieszę, chyba nawet bardziej niż ty. Nareście wolność!-Martyna widząc Piotrka dodała-O cześć Piotrek. Idziemy?
-Jasne.-odpowiedział chłopak, zabrał torbę dziewczyny i dodał-To ja będę czekać przy aucie. Ok?
-Dobra Piotruś. Ja zaraz przyjdę.
Chłopak udał się w stronę wyjścia a Marta tłumaczyła coś dziewczynie.
-Musisz uważać na siebie. Rozumiesz? Chyba lubisz jeździć ambulansem?
-Oczywiście że lubię. A co to ma do rzeczy jak przysłowiowy ,,piernik do wiatraka''?
-Rozmawiałam z Samborem i jak złamiesz tę nogę jeszcze raz...To możesz pożegnać się z karetką na zawsze.
-Dobrze, wezmę sobie te słowa do serca. Idę bo Piotrek czeka. Pa Marta!
-Ale powiedz mi czy ci się podoba?
-Kto?-spytała zdziwiona Martyna.
-Piotrek. Nasz szpitalny podrywacz.
-Och Marta. Żarty zawsze się ciebie trzymały! Idę.
-To pa.
Martyna wyszła ze szpitala i udała się w stronę samochodu. W aucie siedział już chłopak. Widząc zbliżającą się koleżankę wysiadł i poszedł otworzyć jej drzwi, gdyż dziewczyna chodząc o kulach miała ograniczoną sprawność. Kiedy oboje wsiedli do samochodu Piotr powiedział.
-Lubię kiedy zdrabniasz moje imię.
-Czyli jak, Piotruś?
-Tak dokładnie Martynka.-Piotrek się uśmiechnął.
-No przyznam że całkiem fajnie to brzmi.-odparła dziewczyna.
Resztę drogi przejechali w milczeniu.
Gdy dojechali do bloku w którym mieszka Martyna w oknie ujrzeli parę postaci. Każda trzymała w ręku butelkę. Piotr wchodził z dziewczyną na górę żeby zanieść jej torbę. Około dwa piętra niżej jak mieszka dziewczyna słychać było głośną muzykę typu ,,Łupu-Cupu''. Podobnej słuchał Piotr. Gdy byli już przy drzwiach od mieszkania Martynę zaczepiła sąsiadka.
-O jak dobrze że pani już jest. Ten pani chłopak od rana do nocy puszcza głośną muzykę. A gdy proszę żeby ją ściszyli zostaję obrażona i często opluta. I nawet raz próbował mnie uderzyć!
-Bardzo przepraszam za niego. Spróbuję zdziałać coś w tej sprawie.
-Czy coś się stało, że pani z kulami chodzi?-zapytała sąsiadka.
-Nie przewróciłam się tylko.
-Ale na pewno ten Marcin pani nic nie zrobił.
-Na pewno nie-dziewczyna uśmiechnęła się.
-Aha no to do widzenia.
Kończąc rozmowę z sąsiadką Piotrek z Martyną weszli do mieszkania. Widok jaki zastali w środku ich przeraził. Na pierwszym planie były puste butelki, niektóre potłuczone. Ścian były wymazane jakimiś sosami chyba od pizzy. Kiedy przeszli przez budzący grozę przedpokój ich horror dopiero się rozpoczął. Kanapa była prawie cała podarta i wystawały z niej sprężyny. Na podłodze był porozsypywana ziemia od kwiatków, które zresztą jak wiele rzeczy było poprzewracane i zniszczone, potłuczone butelki po piwie, wódce i innych alkoholach. Jedno z okien w pokoju było rozbite. Na żyrandolu wisiała czyjaś bluzka. Z salon cały został jedynie telewizor, który Marcin uważał za świętość. Poszli do kuchni. Horror rozkręcał się coraz lepiej. Lodówka przewrócona, drzwiczki od szafek powyrywane. Szklanki, talerze, miski porozbijane w ,,drobny mak''. A piekarnik? Piekarnika wogóle nie było. Zniknął, po prostu zniknął. Przechodząc do sypialni Martyna czuła się coraz bardziej wściekła. Pokój do którego weszli nie był najgorszy. Jedynie pościel była pobrudzona i spało na niej jakichś dwóch kolesi. Dziewczyna otwierając szafę spostrzegła walizkę. Wyjęła ją i spakowała wszystkie swoje rzeczy. Walizka była duża więc wszystko zmieściło się bez problemu. Ale jedno zastanawiało dziewczynę, gdzie jest Marcin? Przecież w żadnym pokoju go nie było? Czy sobie coś zrobił? Nagle ją olśniło i krzyknęła
-Łazienka! On jest w łazience!
Znajomi udali się do łazienki. Martyna złapała za klamkę i otworzyła drzwi. Po ujrzanym widoku horror był lepszy jak w najlepszej bestsellerowej książce świata. Lustro stłuczone na drobne kawałeczki, wanna przeciekała z każdej strony, muszla klozetowa potłuczona a deska zawieszona na uchwycie na papier toaletowy. W wannie siedziała zguba dzisiejszego zdarzenia czyli Marcin. A wraz z nim w wannie siedziała młoda dziewczyna. Miała może z 20 lat. Martyna z wściekłości krzyknęła
-Co to wszystko ma być! Co ci wszyscy ludzie tu robią! Co ty robisz tutaj w wannie z tą dziewczyną!-łzy spłynęły jej po policzkach i po chwili dodała- Widziałeś jak to nasze mieszkanie wygląda!?! A przepraszam twoje mieszkanie wygląda!?! Nie chcę już z tobą być! Wyprowadzam się! To koniec zrozumiałeś świnio?
-Ciekawe dokąd, pod biedronkę?-spytał chłopak, który był pijany.
-Do mnie-wciął się Piotrek
-Proszę bardzo! Droga wolna. Jeszcze będziesz błagać o przebaczenie!
-Chyba ci się śni!-zaprotestowała dziewczyna i zadzwoniła po policję, która przyjechała błyskawicznie.
Wyprosili całe towarzystwo i zabrali byłego chłopaka dziewczyny na komsariat.
Znajomi zeszli do samochodu. Dziewczyna spytała
-Gdzie ja teraz pójdę pod most!-twarz Martyny była cała zalana od płaczu.
-Jak to gdzie! Pójdziesz do mnie-odpowiedział Piotr
-Dzięki że byłeś tam ze mną i że mi pomagasz.
-Nie ma za co.
Obydwoje wsiedli do samochodu. Chłopak zaczął robić rozporządzenia.
-Ja śpię w salonie ty w sypialni i będzie spoko.
-No niech ci będzie, ale od jutra szukam mieszkania.
-Zołza-chłopak zaczął się śmiać.
-Jaka zołza?-spytała dziewczyna
-Normalna-odpowiedział chłopak i obydwoje zaczęli się śmiać.
Po przyjeździe do domu Piotrek oprowadził Martynę i opowiedział jej o starciu z Górą. Dziewczyna wysłuchawszy całej historii była zła na Artura, ale po części ją to bawiło. Martyna poszła się odświeżyć i położyła się spać. Piotrek uczynił to samo.
___________________________________________________________________________
Sorry że tak długo nic nie było. Opowiadanie pojawiłoby się wczoraj ale byłam chora i musiałam cały dzień leżeć. Już ponad 550 wejść! Jesteście kochani że wchodzicie i czytacie! Pozdrawiam Julia
-Halo, Piotrek
-Cześć Martyna coś się stało?
-Nic się nie stało. Mam tylko jedno pytanie, czy mógłbyś po mnie przyjechać?
-Pewnie zaraz będę bo wyjeżdżam ze stacji. I tak miałem cię odwiedzić.
-To ja czekam przy rejestracji.
-Dobra narazie!
Chłopak chwilę po skończeniu rozmowy z koleżanką był już w szpitalu. Przy rejestracji z dziewczyną rozmawiała Marta.
-Cieszę się że już wychodzisz.-powiedziała szczęśliwa lekarka.
-Ja też się cieszę, chyba nawet bardziej niż ty. Nareście wolność!-Martyna widząc Piotrka dodała-O cześć Piotrek. Idziemy?
-Jasne.-odpowiedział chłopak, zabrał torbę dziewczyny i dodał-To ja będę czekać przy aucie. Ok?
-Dobra Piotruś. Ja zaraz przyjdę.
Chłopak udał się w stronę wyjścia a Marta tłumaczyła coś dziewczynie.
-Musisz uważać na siebie. Rozumiesz? Chyba lubisz jeździć ambulansem?
-Oczywiście że lubię. A co to ma do rzeczy jak przysłowiowy ,,piernik do wiatraka''?
-Rozmawiałam z Samborem i jak złamiesz tę nogę jeszcze raz...To możesz pożegnać się z karetką na zawsze.
-Dobrze, wezmę sobie te słowa do serca. Idę bo Piotrek czeka. Pa Marta!
-Ale powiedz mi czy ci się podoba?
-Kto?-spytała zdziwiona Martyna.
-Piotrek. Nasz szpitalny podrywacz.
-Och Marta. Żarty zawsze się ciebie trzymały! Idę.
-To pa.
Martyna wyszła ze szpitala i udała się w stronę samochodu. W aucie siedział już chłopak. Widząc zbliżającą się koleżankę wysiadł i poszedł otworzyć jej drzwi, gdyż dziewczyna chodząc o kulach miała ograniczoną sprawność. Kiedy oboje wsiedli do samochodu Piotr powiedział.
-Lubię kiedy zdrabniasz moje imię.
-Czyli jak, Piotruś?
-Tak dokładnie Martynka.-Piotrek się uśmiechnął.
-No przyznam że całkiem fajnie to brzmi.-odparła dziewczyna.
Resztę drogi przejechali w milczeniu.
Gdy dojechali do bloku w którym mieszka Martyna w oknie ujrzeli parę postaci. Każda trzymała w ręku butelkę. Piotr wchodził z dziewczyną na górę żeby zanieść jej torbę. Około dwa piętra niżej jak mieszka dziewczyna słychać było głośną muzykę typu ,,Łupu-Cupu''. Podobnej słuchał Piotr. Gdy byli już przy drzwiach od mieszkania Martynę zaczepiła sąsiadka.
-O jak dobrze że pani już jest. Ten pani chłopak od rana do nocy puszcza głośną muzykę. A gdy proszę żeby ją ściszyli zostaję obrażona i często opluta. I nawet raz próbował mnie uderzyć!
-Bardzo przepraszam za niego. Spróbuję zdziałać coś w tej sprawie.
-Czy coś się stało, że pani z kulami chodzi?-zapytała sąsiadka.
-Nie przewróciłam się tylko.
-Ale na pewno ten Marcin pani nic nie zrobił.
-Na pewno nie-dziewczyna uśmiechnęła się.
-Aha no to do widzenia.
Kończąc rozmowę z sąsiadką Piotrek z Martyną weszli do mieszkania. Widok jaki zastali w środku ich przeraził. Na pierwszym planie były puste butelki, niektóre potłuczone. Ścian były wymazane jakimiś sosami chyba od pizzy. Kiedy przeszli przez budzący grozę przedpokój ich horror dopiero się rozpoczął. Kanapa była prawie cała podarta i wystawały z niej sprężyny. Na podłodze był porozsypywana ziemia od kwiatków, które zresztą jak wiele rzeczy było poprzewracane i zniszczone, potłuczone butelki po piwie, wódce i innych alkoholach. Jedno z okien w pokoju było rozbite. Na żyrandolu wisiała czyjaś bluzka. Z salon cały został jedynie telewizor, który Marcin uważał za świętość. Poszli do kuchni. Horror rozkręcał się coraz lepiej. Lodówka przewrócona, drzwiczki od szafek powyrywane. Szklanki, talerze, miski porozbijane w ,,drobny mak''. A piekarnik? Piekarnika wogóle nie było. Zniknął, po prostu zniknął. Przechodząc do sypialni Martyna czuła się coraz bardziej wściekła. Pokój do którego weszli nie był najgorszy. Jedynie pościel była pobrudzona i spało na niej jakichś dwóch kolesi. Dziewczyna otwierając szafę spostrzegła walizkę. Wyjęła ją i spakowała wszystkie swoje rzeczy. Walizka była duża więc wszystko zmieściło się bez problemu. Ale jedno zastanawiało dziewczynę, gdzie jest Marcin? Przecież w żadnym pokoju go nie było? Czy sobie coś zrobił? Nagle ją olśniło i krzyknęła
-Łazienka! On jest w łazience!
Znajomi udali się do łazienki. Martyna złapała za klamkę i otworzyła drzwi. Po ujrzanym widoku horror był lepszy jak w najlepszej bestsellerowej książce świata. Lustro stłuczone na drobne kawałeczki, wanna przeciekała z każdej strony, muszla klozetowa potłuczona a deska zawieszona na uchwycie na papier toaletowy. W wannie siedziała zguba dzisiejszego zdarzenia czyli Marcin. A wraz z nim w wannie siedziała młoda dziewczyna. Miała może z 20 lat. Martyna z wściekłości krzyknęła
-Co to wszystko ma być! Co ci wszyscy ludzie tu robią! Co ty robisz tutaj w wannie z tą dziewczyną!-łzy spłynęły jej po policzkach i po chwili dodała- Widziałeś jak to nasze mieszkanie wygląda!?! A przepraszam twoje mieszkanie wygląda!?! Nie chcę już z tobą być! Wyprowadzam się! To koniec zrozumiałeś świnio?
-Ciekawe dokąd, pod biedronkę?-spytał chłopak, który był pijany.
-Do mnie-wciął się Piotrek
-Proszę bardzo! Droga wolna. Jeszcze będziesz błagać o przebaczenie!
-Chyba ci się śni!-zaprotestowała dziewczyna i zadzwoniła po policję, która przyjechała błyskawicznie.
Wyprosili całe towarzystwo i zabrali byłego chłopaka dziewczyny na komsariat.
Znajomi zeszli do samochodu. Dziewczyna spytała
-Gdzie ja teraz pójdę pod most!-twarz Martyny była cała zalana od płaczu.
-Jak to gdzie! Pójdziesz do mnie-odpowiedział Piotr
-Dzięki że byłeś tam ze mną i że mi pomagasz.
-Nie ma za co.
Obydwoje wsiedli do samochodu. Chłopak zaczął robić rozporządzenia.
-Ja śpię w salonie ty w sypialni i będzie spoko.
-No niech ci będzie, ale od jutra szukam mieszkania.
-Zołza-chłopak zaczął się śmiać.
-Jaka zołza?-spytała dziewczyna
-Normalna-odpowiedział chłopak i obydwoje zaczęli się śmiać.
Po przyjeździe do domu Piotrek oprowadził Martynę i opowiedział jej o starciu z Górą. Dziewczyna wysłuchawszy całej historii była zła na Artura, ale po części ją to bawiło. Martyna poszła się odświeżyć i położyła się spać. Piotrek uczynił to samo.
___________________________________________________________________________
Sorry że tak długo nic nie było. Opowiadanie pojawiłoby się wczoraj ale byłam chora i musiałam cały dzień leżeć. Już ponad 550 wejść! Jesteście kochani że wchodzicie i czytacie! Pozdrawiam Julia
czwartek, 1 stycznia 2015
Rozdział 4 Pewność siebie Góry jest większa niż najwyższe mury .
Operacja wciąż trwała . Marcin poszedł po 30 minutach od jej rozpoczęcia . Stwierdził , że ma lepsze rzeczy do roboty niż siedzenie tutaj . Pod salą zostali Wiktor , Marta i Piotr
Po godzinie oczekiwania z bloku operacyjnego wyszedł szczęśliwy Sambor i rozpromieniony powiedział
-Operacja przeszła bez zarzutu . Z Martyną wszystko dobrze . Niedługo , za jakiś miesiąc wróci do pracy .
-A kiedy będziemy mogli się z nią zobaczyć - spytała radosna Marta
-Myślę że jutro - odpowiedział Michał i szybkim krokiem oddalił się w drugi koniec szpitala .
Cała trójka w wesołych nastrojach udała się do wyjścia , gdyż wszyscy mieli dyżur na 8 rano .
Piotr po przyjeździe do domu od razu zadzwonił podzielić się dobrymi nowinami z Adamem
-Adaś cześć . Słuchaj mnie teraz uważnie . Martynę pół godziny temu skończyli operować i za około miesiąc wróci do pracy .
-To super że dzwonisz . - odpowiedział Adam i po chwili dodał - Ale ja już to wiem , bo minąłem się z Samborem gdy przywieźliśmy jakąś babcię na nosografię .
-Na co ? - spytał Piotr ledwo powstrzymując się od śmiechu .
-Tak jak słyszałeś , na nosografię . Gdy nam opowiadała to szła , zapatrzyła się w telewizor i nie wcelowała w otwarte drzwi tylko w ścianę . Stary tak przygrzmociła , że aż ściana ... nie pękła ! I zadzwoniła żebyśmy przyjechali bo ją nos boli . A to była tak cienka ściana że jakbyś walnął lekko młotkiem to by się cała rozleciała .
Obydwoje wybuchnęli śmiechem .
-A jechaliście z nią ostrożnie ?
-Dała nam na temat bezpiecznej jazdy taki wykład , że Góra się ledwo od śmiechu powstrzymywał .
-Góra śmiejący się . No to babka niezłe wykłady wam tam sypała . -zaśmiał się kierowca .
-Tomek to nawet chciał jej dać poprowadzić bo stwierdził że lepiej będzie kierować niż wszyscy kierowcy razem wzięci . Dobra kończę bo wezwanie mamy .
-A nie wiem czy Sambor ci mówił że można jutro Martynę odwiedzać .
-Nie tego mi nie mówił cześć .
-Pa - odpowiedział chłopak i poszedł ,, wrzucić '' coś na ząb
Zrobił sobie zwyczajne kanapki , zjadł je , umył się i poszedł spać . Kiedy usnął była 23.30 .
Rano obudził się o godzinie 7 . Czuł się zmęczony . Poszedł do kuchni napił się kawy . To mu pomogło . czuł się jak nowo narodzony . Ubrał się i wyszedł . Była dopiero 7.30 więc pojechał na chwilę odwiedzić koleżankę w szpitalu . Kiedy dojechał przy dziewczynie siedziała już Marta . Widząc go powiedziała
-Piotrek ja już lecę zaraz zaczynam dyżur . Pa Martyna wpadnę dzisiaj dzisiaj jeszcze do ciebie .
-Pa Marta - pożegnał ją chłopak , usiadł obok dziewczyny i powiedział - Jak się czujesz ?
-Dobrze , dzięki że wczoraj szedłeś ze mną i potem zadzwoniłeś po pogotowie .
-Nie ma za co . Będę leciał bo Wiktor zacznie się ciskać że się spóźniłem .
-No to leć .
Piotr wyszedł i udał się do stacji . W środku czekał na niego nie Wiktor lecz dr. Góra . Artur spojrzał na zegarek i powiedział swym oschłym tonem
-Panie Piotrze jest 10 po godzinie 8 a dyżur był na godzinę 8 ! Niech się pan tłumaczy !
-Ja panie doktorze byłem u Martyny , a poza tm nie ma pan później dyżuru ?
-Jestem zamiast doktora Banacha , bo mu się córka rozchorowała .
Piotr wyszeptał
-To mam nadzieję że szybko wróci .
-Mówiłeś coś - spytał oburzony Góra zachowaniem chłopaka .
-Mówiłem że biedna Zosia - odpowiedział kierowco i poszedł do drugiego pokoju .
Kwadrans później Artur zwołał wszystkich na zebranie . Gdy wszyscy przyszli powiedział
-Znowu powtarza się ten sam temat ... spóźnienia! Na przykład dzisiaj pan Strzelecki ...
-Co ja ! - zapytał oburzony Piotrek
-Coś pan nie rozumie w swoim nazwisku , bo jeśli tak to dam skierowanie do psychiatry . Przejdźmy do rzeczy . Więc pan Strzelecki , Pan Adam i pan Tomek się dzisiaj spóźnili . Nie interesuje mnie to że byliście u pani Martyny .
-Właściwie to ja z Adamem spóźniliśmy się bo nam autobus uciekł -dodał Tomek
-No trudno , w waszej sytuacji jestem w stanie to zrozumieć . Ale pan Piotr podrywać panią Kubicką może chodzić po pracy !
Piotr nie wytrzymał ze złości przed budynek na ławkę . Nagle zobaczył Wiktora . Lekarz szedł zanieść jednodniowe zwolnienie . Widząc że coś jest nie tak z chłopakiem zapytał
-Co jest Piotr ?
-Palantowi się na swatki zebrało .
-Co ???
-No bo byłem rano u Martyny i spóźniłem się 10 minut a Góra stwierdził przy wszystkich na zebraniu że podrywać Martynę mogę chodzić po pracy .
Wiktor wybuchnął śmiechem .
-Doktora też to śmieszy - spytał oburzony Piotrek
-Nie po prostu śmieszy mnie jego pewność siebie . Idę mu zanieść zwolnienie , za dzisiaj . Narazie !
-Dowidzenia .
Wiktor wszedł do stacji .
__________________________________________________________________
No i jest . Podzielcie się swoimi opiniami w kom. Pozdrawiam wszystkich czytelników bloga . Wejść jest już 386 . WIELKIE DZIĘKI że wchodzicie i czytacie
Po godzinie oczekiwania z bloku operacyjnego wyszedł szczęśliwy Sambor i rozpromieniony powiedział
-Operacja przeszła bez zarzutu . Z Martyną wszystko dobrze . Niedługo , za jakiś miesiąc wróci do pracy .
-A kiedy będziemy mogli się z nią zobaczyć - spytała radosna Marta
-Myślę że jutro - odpowiedział Michał i szybkim krokiem oddalił się w drugi koniec szpitala .
Cała trójka w wesołych nastrojach udała się do wyjścia , gdyż wszyscy mieli dyżur na 8 rano .
Piotr po przyjeździe do domu od razu zadzwonił podzielić się dobrymi nowinami z Adamem
-Adaś cześć . Słuchaj mnie teraz uważnie . Martynę pół godziny temu skończyli operować i za około miesiąc wróci do pracy .
-To super że dzwonisz . - odpowiedział Adam i po chwili dodał - Ale ja już to wiem , bo minąłem się z Samborem gdy przywieźliśmy jakąś babcię na nosografię .
-Na co ? - spytał Piotr ledwo powstrzymując się od śmiechu .
-Tak jak słyszałeś , na nosografię . Gdy nam opowiadała to szła , zapatrzyła się w telewizor i nie wcelowała w otwarte drzwi tylko w ścianę . Stary tak przygrzmociła , że aż ściana ... nie pękła ! I zadzwoniła żebyśmy przyjechali bo ją nos boli . A to była tak cienka ściana że jakbyś walnął lekko młotkiem to by się cała rozleciała .
Obydwoje wybuchnęli śmiechem .
-A jechaliście z nią ostrożnie ?
-Dała nam na temat bezpiecznej jazdy taki wykład , że Góra się ledwo od śmiechu powstrzymywał .
-Góra śmiejący się . No to babka niezłe wykłady wam tam sypała . -zaśmiał się kierowca .
-Tomek to nawet chciał jej dać poprowadzić bo stwierdził że lepiej będzie kierować niż wszyscy kierowcy razem wzięci . Dobra kończę bo wezwanie mamy .
-A nie wiem czy Sambor ci mówił że można jutro Martynę odwiedzać .
-Nie tego mi nie mówił cześć .
-Pa - odpowiedział chłopak i poszedł ,, wrzucić '' coś na ząb
Zrobił sobie zwyczajne kanapki , zjadł je , umył się i poszedł spać . Kiedy usnął była 23.30 .
Rano obudził się o godzinie 7 . Czuł się zmęczony . Poszedł do kuchni napił się kawy . To mu pomogło . czuł się jak nowo narodzony . Ubrał się i wyszedł . Była dopiero 7.30 więc pojechał na chwilę odwiedzić koleżankę w szpitalu . Kiedy dojechał przy dziewczynie siedziała już Marta . Widząc go powiedziała
-Piotrek ja już lecę zaraz zaczynam dyżur . Pa Martyna wpadnę dzisiaj dzisiaj jeszcze do ciebie .
-Pa Marta - pożegnał ją chłopak , usiadł obok dziewczyny i powiedział - Jak się czujesz ?
-Dobrze , dzięki że wczoraj szedłeś ze mną i potem zadzwoniłeś po pogotowie .
-Nie ma za co . Będę leciał bo Wiktor zacznie się ciskać że się spóźniłem .
-No to leć .
Piotr wyszedł i udał się do stacji . W środku czekał na niego nie Wiktor lecz dr. Góra . Artur spojrzał na zegarek i powiedział swym oschłym tonem
-Panie Piotrze jest 10 po godzinie 8 a dyżur był na godzinę 8 ! Niech się pan tłumaczy !
-Ja panie doktorze byłem u Martyny , a poza tm nie ma pan później dyżuru ?
-Jestem zamiast doktora Banacha , bo mu się córka rozchorowała .
Piotr wyszeptał
-To mam nadzieję że szybko wróci .
-Mówiłeś coś - spytał oburzony Góra zachowaniem chłopaka .
-Mówiłem że biedna Zosia - odpowiedział kierowco i poszedł do drugiego pokoju .
Kwadrans później Artur zwołał wszystkich na zebranie . Gdy wszyscy przyszli powiedział
-Znowu powtarza się ten sam temat ... spóźnienia! Na przykład dzisiaj pan Strzelecki ...
-Co ja ! - zapytał oburzony Piotrek
-Coś pan nie rozumie w swoim nazwisku , bo jeśli tak to dam skierowanie do psychiatry . Przejdźmy do rzeczy . Więc pan Strzelecki , Pan Adam i pan Tomek się dzisiaj spóźnili . Nie interesuje mnie to że byliście u pani Martyny .
-Właściwie to ja z Adamem spóźniliśmy się bo nam autobus uciekł -dodał Tomek
-No trudno , w waszej sytuacji jestem w stanie to zrozumieć . Ale pan Piotr podrywać panią Kubicką może chodzić po pracy !
Piotr nie wytrzymał ze złości przed budynek na ławkę . Nagle zobaczył Wiktora . Lekarz szedł zanieść jednodniowe zwolnienie . Widząc że coś jest nie tak z chłopakiem zapytał
-Co jest Piotr ?
-Palantowi się na swatki zebrało .
-Co ???
-No bo byłem rano u Martyny i spóźniłem się 10 minut a Góra stwierdził przy wszystkich na zebraniu że podrywać Martynę mogę chodzić po pracy .
Wiktor wybuchnął śmiechem .
-Doktora też to śmieszy - spytał oburzony Piotrek
-Nie po prostu śmieszy mnie jego pewność siebie . Idę mu zanieść zwolnienie , za dzisiaj . Narazie !
-Dowidzenia .
Wiktor wszedł do stacji .
__________________________________________________________________
No i jest . Podzielcie się swoimi opiniami w kom. Pozdrawiam wszystkich czytelników bloga . Wejść jest już 386 . WIELKIE DZIĘKI że wchodzicie i czytacie
Subskrybuj:
Posty (Atom)
