piątek, 27 marca 2015

Rozdział 13 Czy coś zaiskrzy?

          -Halo doktorze?!- Martyna dobiegła do pokoju w którym siedzieli lekarze.
-Tak proszę pani?- zapytał lekarz dyżurujący.
-Sambor on chyba się obudził.
Lekarz wstał i podszedł do łóżka na którym leżał doktor Michał.
-Cześć Michał.-lekarz rozintubował Michała, wykonał mu podstawowe badania i po chwili zwrócił się do Martyny- proszę pani pacjent musi odpoczywać na dzisiaj już koniec wizyty.
-Dobrze- Martyna pożegnała się z Samborem i wyszła ze szpitala.
Na parkingu, przy samochodzie czekał na nią Piotrek.
-To jak Martynka jedziemy do hotelu.
-Tak no to jedziemy.
          Piotrek i Martyna jechali samochodem. Dziewczyna nie spodziewała się co zrobi chłopak. Jechali przez około piętnaście minut po Warszawie bez celu. Przejechali obok pierwszego hotelu, drugiego, trzeciego, czwartego. Martyna zaczynała coś podejrzewać. Przejechali jeszcze obok paru hoteli, ale przy żadnym się nie zatrzymali.
-Piotrek, to do jakiego hotelu masz zamiar mnie zawieść?
-Do właściwego Martynka, do właściwego.-odpowiedział chłopak i skręcił w uliczkę w której mieszka.
Była już godzina dwudziesta pierwsza, więc było ciemno. Ale blask latarni i reflektorów dostatecznie oświetlał ulice. Dziewczyna zaczynała się domyślać co planuje jej kolega i krzyknęła.
-Piotrek ty mnie chcesz zawieść do siebie!!!
-Brawo "Einsteinie".-chłopak zaczął się śmiać.
-Piotrek, do cholery co to ma znaczyć?-zapytała zszokowany Martyna.
-Jakby ci to wytłumaczyć... tak po prostu nie chcę żebyś przepłacała.
-To ja ci bardzo dziękuję za tak chojną pomoc, ale skorzystam tylko ma dzisiejszą noc.
-Dobrze niech będzie.-odpowiedział chłopak i przez chwilę mówił jeszcze coś pod nosem.
          Piotrek z Martyną dojechali do mieszkania chłopaka.
-Niewiele się tu zmieniło od ostatniego razu jak tu byłam.-powiedziała dziewczyna.
-Jak to niewiele. Posprzątałem a ty tego nie zauważyłaś?
-No powiedzmy że... nie. Żartuje trochę tu czyściej. A w którym pokoju ja śpię?
-Jak to w którym? W sypialni ze mną.
-Piotruś to ja chyba wolę salon.-odpowiedziała dziewczyna z wielkim zdziwieniem.
-No Martynka nie żartuj. Nie tub mi tej przykrości.
-Jaki ty jesteś uparty.- powiedziała z ironią w głosie Martyna.
-Czyli zgadzasz się.
-Mam inne wyjście. Idę się przebrać bo jestem wymordowana.
-Ok.-odpowiedział Piotrek i poszedł zrobić kolację.
Było późno więc były to zwykle kanapki z serem żółtym i warzywami: sałatą, ogórkiem kiszony i pomidorem. Gdy Martyna wyszła z łazienki, razem zjedli kanapki i dziewczyna położyła się spać. Piotrek jeszcze chwilę oglądał telewizję. Po piętnastu minutach poszedł do dziewczyny.
-Nad czym tak myślisz Martynka?
-O nas Piotruś. Zobacz jak się poznaliśmy. Przez kałuże.
-No to jest przeznaczenie. Martyna ja się w tobie zakochałem od pierwszego wejrzenia.
-Dokładnie tak Piotruś.- dziewczyna przyciągnęła się do chłopaka i zaczęła ściągać mu bluzkę.
Noc należała do nich.
______________________________________
Przepraszam was że tak długo nic nie wstawiłam. Sprawy rodzinne (nie wnikajcie). Ale za to Martyna i Piotrek razem co wy na to? Piszcie swoje opinie w komentarzach. Następne opowiadanie już za niedługo.
PS. Jeśli coś się nie pojawi do środy to znaczy, że się  uczę do egzaminu.

niedziela, 8 marca 2015

Z okazji dnia kobiet chcę wszystkim dziewczynom paniom i kobietom złożyć najserdeczniejsze życzenia. Zdrowia, szczęścia, miłości, spokoju ducha, urody i spełnienia najskrytszych marzeń.
                                      Życzy Julia

czwartek, 5 marca 2015

Rozdział 12 Tajemniczość dźwięków.


          Piotrek po wyjściu z OIOM-u zmierzając w stronę wyjścia ze szpitala cały czas rozmyślał nad widokiem który ujrzał niespełna pięć minut temu. Doktor Michał Sambor na szpitalnym łóżku, zaintubowany i te wszystkie kable poprzypinane od kardio-monitora. Po prostu dramat. Człowiek który ratował wiele razy czyjeś życie a w tym jego bliskiej koleżanki Martyny teraz sam potrzebuje wsparcia i pomocy.
-Dlaczego człowiek który ma dobre serce, wszystkim pomaga, najczęściej umiera szybciej niż menel który pije, daje sobie w żyłę i pali?-chłopak zapytał się na ulicy jakiejś starszej pani która przechodziła obok.
-Wie pan co to chyba tak działa że Bóg tych najlepszych chce mieć jak najbliżej siebie.
-To chyba się sprawdza... zawsze. Przepraszam panią że tak zaczepiłem na środku ulicy.
-Nic się nie stało.-odpowiedziała staruszka i poszła dalej w zmierzanym kierunku.
Piotrek szedł do domu całą drogę w zamyśleniu. Już nie myśląc tylko o Samborze ale o tej starszej pani którą zaczepił na ulicy. Jak ona musiała się wystraszyć? Po trzydziestu minutach chłopak doszedł do domu. Jego tempo kroku było bardzo wolne, rzadko zdarzało mu się tak wolno chodzić. Była godzina dwudziesta pierwsza trzydzieści, dyżur miał na ósmą a na dodatek po pracy jechał po Martynę bo miała wizytę na zdjęcie gipsu. Zjadł kolację, umył się i poszedł spać.
          Piotrek obudził się o szóstej piętnaście. Wstał z łóżka i wyjrzał przez okno. Pogoda jak na sierpień była ładna i słoneczna. Na niebie było parę niewielkich chmurek o śnieżno-białej barwie. Temperatura wynosiła prawie 27°C. Ubrał się i przygotował śniadanie. Były to kanapki z sałatą, szynką, serem, ogórkiem kiszonym, pomidorem i cebulą. Gdy je zjadł zadzwonił mu telefon. Dzwoniła Martyna.
-Cześć Piotrek, pamiętasz że dzisiaj miałeś przyjechać?
-Nie wyobraź sobie że mam zaniki pamięci.
-Ha ha ha bardzo śmieszne. To na którą bedziesz?
-Nie wiem o szesnastej czterdzieści. Może być?
-Tak to narazie.
-Pa.
Chłopak rozłączył się. Schował telefon do kieszeni i wyszedł do pracy.
           Po dwudziestu minutach dojechał do stacji. Gdy wszedł do środka zaczepił go Wiktor.
-Cześć Piotr. Słyszałeś o Samborze?
-Tak. Szkoda mi go. Zawsze ratował czyjeś życie. A zapomniałem doktorowi powiedzieć Martyna madzisiaj zdjecie gipsu.
-Nareszcie to kiedy do nas wraca?
-Oby jak najszybciej. Tutaj gadu gadu a zaraz będzie wezwanie idę się przebrać.
-To idź... A mówiłeś Martynie że Sambor jest w szpitalu?
-Nie ale mam zamiar jej dzisiaj to powiedzieć. Idę.
Piotr jeździł dziś w karetce 21S z Wiktorem i Adamem. Mieli dzisiaj parę wyzwań. Do zatrucia, wypadku komunikacyjnego, złamania i hipoglikemii.
          Chłopak po pracy od razu jechał po Martynę. Zastanawiał się czy powiedzieć dziewczynie o Samborze. Zdecydował że powinna wiedzieć bo i tak prędzej czy później się dowie.
          Po trzydziestu minutach dojechał na miejsce. Martyna czekała na niego przed wejściem. Ale jedna sprawa zastanawiała chłopaka czemu ona ma walizki. Wysiadł z auta i zapytał
-Cześć Martynka po co ci te walizki?
-Cześć Piotruś wracam do Warszawy, po zdjęciu podwieziesz mnie pod jakiś hotel?
-Tak dawaj te walizy i jedziemy.
Piotrek włożył walizki i pojechali w połowie drogi zaczął mówić o sprawie z Samborem.
-Martyna bo jest coś o czym powinnaś wiedzieć.
-Czyli co? Nie bądź taki tajemniczy.
-Bo Sambor... On jest w szpitalu. Miał wypadek.
-Co! I co z nim!?
-Nie jest najlepiej...
          Martyna była od pięciu minut na OIOM-ie. Gips zdjęli jej przed chwilą a dziewczyna siedziała przy lekarzu.
-Sambor obudź się, Sambor!!!
Dziewczyna wolała tak trzydzieści minut bez skutku. Było już późno więc zaczęła się zbierać. Odchodząc od łóżka usłyszała jakieś "yyy". Odwruciła się... Sambor miał otwarte oczy. Sambor się obudził!!!
_________________________________________________
Przepraszam że we wtorek nic nie było zniosę nawet opinie pod tytułem "niesłowna" ale mam zapalenie płuc. Miałam zmieniany antybiotyk i byłam cały dzień do kitu.  Jeśli są jakieś błędy sory ale pisze w łóżku z tabletu.