piątek, 30 stycznia 2015

Rozdział 8 Rozstania, kłutnie i powroty.

          Piotrek nie mógł usnąć. Nie dla tego że nie chciało mu się spać, ale z poczucia samotności. Zastanawiał się czy zrobił coś źle, czy może jakimś zachowaniem uraził Martynę. W głowie miał wiele pytań, ale na każde brak odpowiedzi. Zerknął na zegarek. Była 2:30 a dyżur miał na godzinę 8.
-Jeśli teraz nie usnę, na dyżurze będę przysypiał i Góra się zacznie ciskać, że wykazuję brak profesjonalizmu.-mówił chłopak sam do siebie-Ale może przeżył po dzisiejszej rozmowie z Wiktorem życiową przemianę. Może będzie inny? Idę wziąć coś nasennego.
Chłopak wstał i poszedł do kuchni. Z niebieskiej apteczki wziął leki nasenne i wrócił do łóżka. Po chwili usnął.
          Piotr obudził się przed godziną 7. Czuł się przygnębiony i zmęczony. Szybkim krokiem wstał i udał się do sypialni. Chciał upewnić się że wczorajszy dzień to zły sen. Niestety wczorajszy dzień to prawda, najprawdziwsza prawda. Chłopak poczuł się bardziej samotny i opuszczony niż wczoraj. Zjadł kanapki, ubrał się i wyszedł. Nawet nie przyłożył wagi do swojego wyglądu.
          Gdy doszedł do stacji, widok jaki zastał zaskoczył go. Wiktor siedział przy biurku i wypełniał papiery, a gdy chłopak powiedział dzień dobry odpowiedział mu tylko skinieniem głowy. Wszedł do pokoju ratowników. Tam też nikt nie był wesoły jak co dzień. Nikt nie grał w piłkarzyki, telewizor był wyłączony.
-Tomek, wytłumacz mi co tu jest grane?
-Piotrek... bo... a w sumie nie ważne.
-Tomek do cholery, powiedz mi co się tutaj dzieje. Wiktor siedzi przygaszony, a przecież wczoraj było mu tak wesoło. Wy patrzycie się w sufit, nikt nie gra w piłkarzyki ani nie ogląda telewizji.
-No bo... no bo Góra objął stanowisko dyrektora ratownictwa medycznego.
-No to chyba dobrze.Co nie?
-Ty sam siebie słyszysz? Nie dość że będzie nad wszystkimi gębę pruł, to jeszcze będzie z nami w budynku i czasami w karetkach.
-Może i nie za fajnie, ale czemu wszyscy jesteście tacy smutni?
-Bo on... on chce zwolnić Wiktora.
-Chyba mu się w tym jego pustym łbie coś poprzewracało. Niech tylko spróbuje. A zresztą i tak mu powiem co o nim myślę.
-Piotrek ale ty możesz przez to też pracę stracić.
-Wiesz co, guzik mnie to obchodzi! A nie pozwolę jakiemuś idiocie żeby skakał do osoby mądrzejszej od siebie.
          -21S, zgłoś się.
-21S zgłaszam się.
-Mężczyzna, około 30 lat, spadek z rusztowania.
-Ok, już jedziemy.
Karetka dojechała na miejsce. Zrobili co do nich należało i zabrali pacjenta do szpitala. Wiktor odmeldował się i załoga wróciła do bazy. W bazie było zebranie. Wszyscy czekali już tylko na załogę karetki 21S.
-O jak dobrze że już jesteście, mamy kilka spraw do omówienia. Jak już wam wiadomo będę dyrektorem ratownictwa medycznego.-zaczął mówić Góra.
Po chwili odezwał się Piotrek.
-To jak pan będzie dyrektorem, to myśli pan że może pan na wszystkich swoją gębę piłować. Są od pana mądrzejsi którzy powinni dostać to stanowisko, a nie pan! A grozić zwolnieniem doktora, chyba już panu się w tym pustym łbie poprzewracało. Idę stąd bo nie będę słuchał takiego pępka świata jak pan! Żegnam.
Piotr odwrócił się na pięcie i wyszedł bo skończył dyżur. Pojechał do domu. Chwilę po przyjściu do domu gdy ochłonął z nerwów zaczęła znowu doskwierać mu samotność. Wiedział gdzie mieszka Martyna więc postanowił ją odwiedzić. Wziął kluczyki do samochodu i wyszedł. W między czasie wysłał SMS-a do Marty, czy nie pojechałaby z nim do Martyny. Dziewczyna odpisała mu że tak. Chłopak pojechał po lekarkę i razem udali się w podróż. Gdy jechali słuchali muzyki, opowiadali sobie kawały. Podróż minęła im bardzo szybko. Rodzice Martyny mieszkali pod Warszawą niedaleko Góry.
          Gdy dojechali na miejsce przed domem na schodach siedziała dziewczyna i wpatrywała się w niebo. Jej twarz była rozpromieniona a włosy powiewały leciutko na wietrze. Znajomi przyglądali jej się przez chwilę, po czym Marta się odezwała.
-Cześć księżniczko z białym gipsem.
-Cześć Marta, cześć Piotruś. Co was tutaj sprowadza?
-Samotność Piotrka.-odpowiedziała lekarka śmiejąc się.
-Co?-zpytała zszokowana Martyna.
-To co usłyszałaś, samotność Piotrusia. Po nocach spać nie może, musi łykać prochy nasenne.
-Chodźcie wejdźcie.-powiedziała Martyna śmiejąc się i dodała-Może się czegoś napijecie?
-Wody-powiedziała Marta z Piotrem jednocześnie.
Cała trójka udała się do kuchni. Posiedzieli chwilę w kuchni i poszli pospacerować po polach. Był to ciepły koniec lipca więc pola wyglądały cudownie. Zachodzące słońce rzucało na wszystko swój śliczny blask, a lekki wietrzyk powiewał dostojnie na trzy postacie idące polami za którymi ciągnęły się dwa cienie damskie i jeden męski. Dzień minął im niezwykle miło. Bo jak by mógł minąć inaczej przy takich pięknych skarbach natury. Tylko jedynym kamieniem na drodze do sukcesu jest Góra, doktor a w sumie dyrektor Artur Góra.
_____________________________________________________
Jak wam się podoba? Przepraszam że nic się nie pojawiło wcześniej jak obiecywałam ale czas... a w sumie jego brak. Od dzisiaj zaczęły mi się ferie zimowe więc postaram się wrzucać coś częściej. Pozdrawiam i zapraszam do komentowania Julia.

niedziela, 18 stycznia 2015

Rozdział 7 Kim Pan jest żeby się spóźniać?

          Piotr budząc się rano w salonie na stoliku zobaczył kartkę. Usiadł wziął ją i przeczytał.Była od Martyny. Jej treść była następująca :
Drogi Piotrze!
Zgodnie z moją obietnicą wyprowadzam się. Nie chcę być dla ciebie ciężarem.
Znalazłam mieszkanie, a właściwie pokój w domu u moich rodziców.
Pieniądze za moje utrzymanie oddam ci, kiedy wrócę do pracy.
Bardzo dziękuję ci za pomoc w tych trudnych chwilach,
które ostatnio przeżyłam.Odezwę się wkrótce.

                                   Martyna


Chłopak po przeczytaniu listu od razu zaczął trzeźwo myśleć. Nawet nie musiał pić kawy. Spojrzał na zegarek. Była 7:30 a dyżur miał na godzinę 8. Zerwał się z kanapy, złapał jakieś ciuchy i wyszedł. 
-Gdyby była Martyna ja bym nie zaspał, bo zaczęła by się drzeć na całe mieszkanie że się spóźnię do pracy.-pomyślał chłopak.
          Gdy dojechał do stacji na chłopaka czekał Wiktor. Mężczyzna był jakiś dziwnie rozbawiony.
-Coś dzisiaj pan doktor jakoś inaczej wygląda, wszystko w porządku?-spytał Piotrek.
-Tak jak najbardziej. Jest 10 po 8 a doktora Góry jeszcze nie ma. Więc jak przyjedziesz to zobaczysz jaka będzie szopka.-powiedział Wiktor cały czas się śmiejąc.
-Ale jaka szopka?
-Kiedyś się spóźniłem i dał mi niezły wykład. Więc teraz role się odwrócą. Ty Piotrek to on chyba jedzie. To zaczynamy.
Góra wszedł do stacji ale nie zdążył nic powiedzieć. Wiktor kazał mu usiąść na przeciwko niego przy biurku i zaczął mówić.
-Panie Arturze Góra ładnie to tak się spóźniać. Jaki pan daje przykład innym ratownikom medycznym. Wyższe stanowisko i się spóźnić. Jaki wstyd. Oj to bardzo brzydko.
-Panie doktorze stałem w korku.
-Dobrze ale mógł pan być potrzebny gdzieś indziej.
-No ale każdemu mogło się zdarzyć, wie pan że mieszkam pod Warszawą.
-Ja też nie mieszkam blisko, skrzydeł nie mam więc nie latam i się nie spóźniłem!-mówił Wiktor
-Przepraszam pójdę się przebrać.-odpowiedział zgaszony Góra i wyszedł z pokoju.
          Chwilę po tym Wiktor, Piotr i Adaś byli na wyjeździe. 
-To co dzisiaj mamy panie doktorze?-zapytał Adam.
-Jakaś dziewczynka z oparzeniem. O to chyba tu wysiadajcie.-powiedział lekarz i po cichu dodał-Mucha! Ha ha mucha.
Doktor poszedł przodem. Gdy trochę się oddalił Adam spytał Piotrka.
-Ty co mu jest. Naćpał się czego czy coś bo od rana taki wesolutki?
-Nie po prostu dopiekł Górze. Ale dla pewności możemy mu później sprawdzić źrenice. Dobra choć.
Obydwóch ratowników weszło na górę. Opatrzyli dziewczynce rękę ale nie wymagała hospitalizacji więc zostawili mamie dziewczynki leki przeciwbólowe i wrócili do karetki.
-21S wolny pozostajemy w terenie.-odmeldował się Wiktor
-Przyjęłam.-powiedział dyspozytorka
Ratownicy odłożyli torby do karetki i chwilę potem odezwał się Adam.
-Panie doktorze mogę latareczkę.
-Proszę cię bardzo.
Chłopa wziął latarkę i poświecił doktorowi w oczy.
-Nie czyli do pana wesołości nie dokładały się żadne proszki.
-To wy mnie... myśleliście że coś brałem.
-No bo pan doktor taki nienaturalnie wesoły.
          Załoga miała jeszcze dzisiaj tylko parę wezwań. Po skończonym dyżurze Piotr od razu po przyjeździe do domu zadzwonił do Martyny.
-Cześć Martyna, czemu się wyprowadziłaś?
-Piotrek nie chcę być dla ciebie ciężarem. Po za tym moja mama mnie już od dłuższego czasu prosiła żebym do nich przyjechała.
-Dzięki tobie bym się spóźnił do roboty bo nie miał mnie kto obudzić. Ale mam nadzieję że wrócisz do Warszawy.
-No oczywiście że wrócę. Dobra kończę bo zaraz będzie obiad. Wogóle weź to ogarnij. Jakieś ciotki się nazjeżdżały i ciągle słyszę
''Oj Martynko jaka ty jesteś biedna z tą złamaną nogą.'' albo ''Kochanie ty moje, powiec cioci czy ciężko ci jest z tym gipsem?'' kończę Piotruś narazie!
-Cześć Martynka.
Piotr czuł się samotny. W mieszkaniu był sam. Sam jak palec. Martyna była  rodziców, a po za tym zamierza przyjechać do Warszawy na zdjęcie gipsu więc trochę to potrwa. Chłopak nie wiedząc co ze sobą zrobić zjadł kolację i poszedł spać. Lecz nie do sypialni tylko na kanapę do salonu żeby chociaż sobie wyobrażać że ona jest tu w mieszkaniu.
_____________________________________________
Jest! Po tygodniu ale niestety żeby było wcześniej rzadko jest możliwe bo nauka (nauka jest zapewne problemem większości młodzieży w życiu prywatnym). Ale już na początku lutego ferie więc jak mi wtedy czas pozwoli to postaram się wrzucać opowiadania co 3, 2 dni a może nawet codziennie. To tylko zależy od dyspozycji czasu. Pozdrawiam wszystkich moich czytelników. Julia

niedziela, 11 stycznia 2015

Rozdział 6 Inni, obcy, tacy sami.

          Martyna obudziła się w cudownym nastroju lecz przypominając sobie wczorajszą sytuację zaczęła płakać.
-Za co to wszystko? Czemu mnie się to wszystko przytrafia?-dziewczyna powtarzała sama do siebie.
Piotrek słysząc to wszystko wszedł do pokoju w którym spała Martyna i  powiedział
-Nie płacz. Nie ma o co. Na takiego palanta szkoda łez.
-Ale czemu to wszystko mi się przytrafia? Ta noga, wczoraj ten Marcin.
-A jeśli złamię sobie nogę i wynajmę kogoś żeby zrobił to samo co Marcin będzie ci lepiej?-spytał chłopak
-Jaki ty głupi jesteś!-krzyknęła Martyna i wybuchła śmiechem.
-Ja wiem. Mnie i mojej głupocie już nic nie pomoże!-Piotr zaczął się śmiać.
-Może i masz rację że za bardzo się tym przejmuję.-dziewczyna otarła resztki łez.
-A co sobie życzysz na śniadanie?
-Wiesz co... nie wiem. Zrób co uważasz, a ja się dostosuję.
-Ok.-chłopak przesłał koleżance ciepły uśmiech.
Gdy Piotrek szykował śniadanie, dziewczyna oglądała telewizję. Nagle zadzwonił dzwonek. Usłyszała go jedynie Martyna, więc poszła zobaczyć przez wizjer kto to. Widok ją zaskoczył. Był to Góra.
           Dziewczyna wiedząc że Artur jak ją tu zobaczy i to do tego w piżamie pomyśli że są razem, więc poszła do kuchni i powiedziała.
-Piotrek, Góra stoi przed drzwiami.
-Co?
-Tak jak słyszałeś przed drzwiami stoi Góra więc ja idę się schowam do łazienki bo pomyśli że jesteśmy razem, a ty idź otwórz. Pamiętasz przecież tą jego wczorajszą swatkę.
-Dobra to idę otworzyć.
Martyna poszła do łazienki a chłopak poszedł otworzyć.
-Dzień dobry, panie Piotrze. Nie przeszkadzam?-powiedział Artur tonem milszym niż zwykle.
-Witam pana doktora, co pana tutaj sprowadza?Wejdzie Pan?-powiedział chłopak nie kryjąc zaskoczenia..
Lekarz wszedł do mieszkania i powiedział
-Chciałem pana przeprosić.
-Ale za co?
-No za tą sytuację, jak pana ośmieszyłem przed całą stacją.
-Nic się nie stało. Było minęło. Wogóle nie powinienem się spóźniać.
-Ale przecież każdemu mogło się zdarzyć. Mam dla pana mały prezent.-Góra wyciągnął z plecaka stetoskop i dodał- Mam nadzieję że się przyda. Będę już szedł bo za chwilę mam dyżur. Dowidzenia i jeszcze raz pana przepraszam za tamtą sytuację.-Góra wstał i poszedł do drzwi.
-Dowidzenia panie doktorze. Miło mi że pan mnie odwiedził.
Lekarz wyszedł a chłopak zamknął za nim drzwi.
          -Martynka, możesz już wychodzić. Chodź tu zobaczyć co dostałem.
Dziewczyna wyszła i podeszła do kolegi.
-Łał ty chyba ta sprawa musiała go dobijać. Czyli to oznacza że Góra ma serce.
-No też jestem w szoku. Idę kończyć śniadanie.
Znajomi zjedli przygotowane przez Piotrka śniadanie, ubrali się i wyszli na spacer. Pogoda była śliczna więc spacer był nawet wskazany. Martyna nauczyła się już chodzić o kulach więc nie sprawiało jej to problemu. Gdy usiedli na ławce dziewczynie zadzwonił telefon. Była to Marta.
-Halo Martyna?-koleżanka dziewczyny płakała- proszę cię przyjedź do mnie do domu. Ten twój Marcin dobija się do mojego mieszkania z nożem.
-Marta zaraz będę. Narazie.-dziewczyna się rozłączyła i powiedziała do kolegi-Piotrek wiesz gdzie mieszka Marta?
-No tak. A coś się stało?
-Tak biegnij do niej! Marcin próbuję wejść do jej mieszkania z nożem. Ja do niej za chwilę dojdę a ty biegnij!
Piotrek zaczął szybko biec a Martyna szła jak najszybciej mogła. Gdy chłopak dobiegł policja odjeżdżała już z Marcinem. Chłopak zaczekał na Martynę i razem weszli do Marty na górę.
          Lekarka siedziała w kącie mieszkania. Twarz miała całą we łzach. Rozmawiali dosyć długo.
-Ja idę do domu po samochód i wrócę po ciebie Martyna.-chłopak wyszedł z mieszkania.
Marta chwilę patrzyła na swoją koleżankę i spytała
-To co wy jesteście razem?
-Nie. Wczoraj mnie odwoził do domu a Marcin zrobił tam taki syf że nie miałabym się gdzie podziać-łzy spłynęły Martynie po policzku-gdyby nie Piotrek który pozwolił mi u siebie mieszkać.
-Aha to miło z jego strony.
Dziewczyny jeszcze przez chwilę rozmawiały dopóki nie przyszedł Piotr. Martyna z kolegą wyszli z mieszkania. Gdy dojechali do domu Piotrka obydwoje zjedli kolację i położyli się spać.
__________________________________________________
Nie jest długie ale następne powinny być dłuższe. Miałam w ten weekend dużo nauki (i opowiadanie na polski) więc czas mi na  nie pozwalał żeby było coś wcześniej. Mam nadzieję że mi to wybaczycie. Już niedługo 43 odcinek ,,Na Sygnale''. Jak myślicie czy Adam wróci do pracy?  A chcielibyście autograf od Moniki Mazur albo któregoś innego z aktorów. Więc jeśli chcecie to wyślijcie list wraz ze znaczkiem i kopertą zwrotną na adres  Artrama ul. J.Dąbrowskiego 37 Warszawa 02-561 (z dopiskiem Monika Mazur , Dariusz Wieteska itp. zależy od kogo chcecie autograf).
Pozdrawiam Julia



środa, 7 stycznia 2015

PROPOZYCJA NIE ZLEKCEWAŻ TEGO TYLKO PRZECZYTAJ

Cześć, mam pomysł żeby zrobić dla was filmiki o bohaterach serialu Na Sygnale. Jak myślicie? Opowiadania i tak będą się pojawiać takie jest przecież założenie bloga. Ale coś dla urozmaicenia nie zaszkodzi.
PS.Opowiadanie pewnie pojawi się koło piątku, może wcześniej. Filmik będzie dla każdego bohatera osobno. Piszcie swoją opinię w komentarzach. Pozdrawiam Julia.

niedziela, 4 stycznia 2015

Rozdział 5 Zła kolej rzeczy

          Piotr po skończonym dyżurze wściekły wyszedł ze stacji. W chwili kiedy wsiadał do samochodu zadzwonił mu telefon. Była to Martyna.
-Halo, Piotrek
-Cześć Martyna coś się stało?
-Nic się nie stało. Mam tylko jedno pytanie, czy mógłbyś po mnie przyjechać?
-Pewnie zaraz będę bo wyjeżdżam ze stacji. I tak miałem cię odwiedzić.
-To ja czekam przy rejestracji.
-Dobra narazie!
Chłopak chwilę po skończeniu rozmowy z koleżanką był już w szpitalu. Przy rejestracji z dziewczyną rozmawiała Marta.
-Cieszę się że już wychodzisz.-powiedziała szczęśliwa lekarka.
-Ja też się cieszę, chyba nawet bardziej niż ty. Nareście wolność!-Martyna widząc Piotrka dodała-O cześć Piotrek. Idziemy?
-Jasne.-odpowiedział chłopak, zabrał torbę dziewczyny i dodał-To ja będę czekać przy aucie. Ok?
-Dobra Piotruś. Ja zaraz przyjdę.
Chłopak udał się w stronę wyjścia a Marta tłumaczyła coś dziewczynie.
-Musisz uważać na siebie. Rozumiesz? Chyba lubisz jeździć ambulansem?
-Oczywiście że lubię. A co to ma do rzeczy jak przysłowiowy ,,piernik do wiatraka''?
-Rozmawiałam z Samborem i jak złamiesz tę nogę jeszcze raz...To możesz pożegnać się z karetką na zawsze.
-Dobrze, wezmę sobie te słowa do serca. Idę bo Piotrek czeka. Pa Marta!
-Ale powiedz mi czy ci się podoba?
-Kto?-spytała zdziwiona Martyna.
-Piotrek. Nasz szpitalny podrywacz.
-Och Marta. Żarty zawsze się ciebie trzymały! Idę.
-To pa.
Martyna wyszła ze szpitala i udała się w stronę samochodu. W aucie siedział już chłopak. Widząc zbliżającą się koleżankę wysiadł i poszedł otworzyć jej drzwi, gdyż dziewczyna chodząc o kulach miała ograniczoną sprawność. Kiedy oboje wsiedli do samochodu Piotr powiedział.
-Lubię kiedy zdrabniasz moje imię.
-Czyli jak, Piotruś?
-Tak dokładnie Martynka.-Piotrek się uśmiechnął.
-No przyznam że całkiem fajnie to brzmi.-odparła dziewczyna.
Resztę drogi przejechali w milczeniu.
          Gdy dojechali do bloku w którym mieszka Martyna w oknie ujrzeli parę postaci. Każda trzymała w ręku butelkę. Piotr wchodził z dziewczyną na górę żeby zanieść jej torbę. Około dwa piętra niżej jak mieszka dziewczyna słychać było głośną muzykę typu ,,Łupu-Cupu''. Podobnej słuchał Piotr. Gdy byli już przy drzwiach od mieszkania Martynę zaczepiła sąsiadka.
-O jak dobrze że pani już jest. Ten pani chłopak od rana do nocy puszcza głośną muzykę. A gdy proszę żeby ją ściszyli zostaję obrażona i często opluta. I nawet raz próbował mnie  uderzyć!
-Bardzo przepraszam za niego. Spróbuję zdziałać coś w tej sprawie.
-Czy coś się stało, że pani z kulami chodzi?-zapytała sąsiadka.
-Nie przewróciłam się tylko.
-Ale na pewno ten Marcin pani nic nie zrobił.
-Na pewno nie-dziewczyna uśmiechnęła się.
-Aha no to do widzenia.
Kończąc rozmowę z sąsiadką Piotrek z Martyną weszli do mieszkania. Widok jaki zastali w środku ich przeraził. Na pierwszym planie były puste butelki, niektóre potłuczone. Ścian były wymazane jakimiś sosami chyba od pizzy. Kiedy przeszli przez budzący grozę przedpokój ich horror dopiero się rozpoczął. Kanapa była prawie cała podarta i wystawały z niej sprężyny. Na podłodze był porozsypywana ziemia od kwiatków, które zresztą jak wiele rzeczy było poprzewracane i zniszczone, potłuczone butelki po piwie, wódce i innych alkoholach. Jedno z okien w pokoju było rozbite. Na żyrandolu wisiała czyjaś bluzka. Z salon cały został jedynie telewizor, który Marcin uważał za świętość. Poszli do kuchni. Horror rozkręcał się coraz lepiej. Lodówka przewrócona, drzwiczki od szafek powyrywane. Szklanki, talerze, miski porozbijane w ,,drobny mak''. A piekarnik? Piekarnika wogóle nie było. Zniknął, po prostu zniknął. Przechodząc do sypialni Martyna czuła się coraz bardziej wściekła. Pokój do którego weszli nie był najgorszy. Jedynie pościel była pobrudzona i spało na niej jakichś dwóch kolesi. Dziewczyna otwierając szafę spostrzegła walizkę. Wyjęła ją i spakowała wszystkie swoje rzeczy. Walizka była duża więc wszystko zmieściło się bez problemu. Ale jedno zastanawiało dziewczynę, gdzie jest Marcin? Przecież w żadnym pokoju go nie było? Czy sobie coś zrobił? Nagle ją olśniło i krzyknęła
-Łazienka! On jest w łazience!
Znajomi udali się do łazienki. Martyna złapała za klamkę i otworzyła drzwi. Po ujrzanym widoku horror był lepszy jak w najlepszej bestsellerowej książce świata. Lustro stłuczone na drobne kawałeczki, wanna przeciekała z każdej strony, muszla klozetowa potłuczona a deska zawieszona na uchwycie na papier toaletowy. W wannie siedziała zguba dzisiejszego zdarzenia czyli Marcin. A wraz z nim w wannie siedziała młoda dziewczyna. Miała może z 20 lat. Martyna z wściekłości krzyknęła
-Co to wszystko ma być! Co ci wszyscy ludzie tu robią! Co ty robisz tutaj w wannie z tą dziewczyną!-łzy spłynęły jej po policzkach i po chwili dodała- Widziałeś jak to nasze mieszkanie wygląda!?! A przepraszam twoje mieszkanie wygląda!?! Nie chcę już z tobą być!  Wyprowadzam się! To koniec zrozumiałeś świnio?
-Ciekawe dokąd, pod biedronkę?-spytał chłopak, który był pijany.
-Do mnie-wciął się Piotrek
-Proszę bardzo! Droga wolna. Jeszcze będziesz błagać o przebaczenie!
-Chyba ci się śni!-zaprotestowała dziewczyna i zadzwoniła po policję, która przyjechała błyskawicznie.
Wyprosili całe towarzystwo i zabrali byłego chłopaka dziewczyny na komsariat.
          Znajomi zeszli do samochodu. Dziewczyna spytała
-Gdzie ja teraz pójdę pod most!-twarz Martyny była cała zalana od płaczu.
-Jak to gdzie! Pójdziesz do mnie-odpowiedział Piotr
-Dzięki że byłeś tam ze mną i że mi pomagasz.
-Nie ma za co.
Obydwoje wsiedli do samochodu. Chłopak zaczął robić rozporządzenia.
-Ja śpię w salonie ty w sypialni i będzie spoko.
-No niech ci będzie, ale od jutra szukam mieszkania.
-Zołza-chłopak zaczął się śmiać.
-Jaka zołza?-spytała dziewczyna
-Normalna-odpowiedział chłopak i obydwoje zaczęli się śmiać.
          Po przyjeździe do domu Piotrek oprowadził Martynę i opowiedział jej o starciu z Górą. Dziewczyna wysłuchawszy całej historii była zła na Artura, ale po części ją to bawiło. Martyna poszła się odświeżyć i położyła się spać. Piotrek uczynił to samo.
___________________________________________________________________________
Sorry że tak długo nic nie było. Opowiadanie pojawiłoby się wczoraj ale byłam chora i musiałam cały dzień leżeć. Już ponad 550 wejść! Jesteście kochani że wchodzicie i czytacie! Pozdrawiam Julia

czwartek, 1 stycznia 2015

Rozdział 4 Pewność siebie Góry jest większa niż najwyższe mury .

          Operacja wciąż trwała . Marcin poszedł po 30 minutach od jej rozpoczęcia . Stwierdził , że ma lepsze rzeczy do roboty niż siedzenie tutaj . Pod salą zostali Wiktor , Marta i Piotr
          Po godzinie oczekiwania z bloku operacyjnego wyszedł szczęśliwy Sambor i rozpromieniony powiedział
-Operacja przeszła bez zarzutu . Z Martyną wszystko dobrze . Niedługo , za jakiś miesiąc wróci do pracy .
-A kiedy będziemy mogli się z nią zobaczyć - spytała radosna Marta
-Myślę że jutro - odpowiedział Michał i szybkim krokiem oddalił się w drugi koniec szpitala .
Cała trójka w wesołych nastrojach udała się do wyjścia , gdyż wszyscy mieli dyżur na 8 rano .
          Piotr po przyjeździe do domu od razu zadzwonił podzielić się dobrymi nowinami z Adamem
-Adaś cześć . Słuchaj mnie teraz uważnie . Martynę pół godziny temu skończyli operować i za około miesiąc wróci do pracy .
-To super że dzwonisz . - odpowiedział Adam i po chwili dodał - Ale ja już to wiem , bo minąłem się  z Samborem gdy przywieźliśmy jakąś babcię na nosografię .
-Na co ? - spytał Piotr ledwo powstrzymując się od śmiechu .
-Tak jak słyszałeś , na nosografię . Gdy nam opowiadała to szła , zapatrzyła się w telewizor i nie wcelowała w otwarte drzwi tylko w ścianę  . Stary tak przygrzmociła , że aż ściana ... nie pękła ! I zadzwoniła żebyśmy przyjechali bo ją nos boli . A to była tak cienka ściana że jakbyś walnął lekko młotkiem to by się cała rozleciała .
Obydwoje wybuchnęli śmiechem .
-A jechaliście z nią ostrożnie ?
-Dała nam na temat bezpiecznej jazdy taki wykład , że Góra się ledwo od śmiechu powstrzymywał .
-Góra śmiejący się . No to babka niezłe wykłady wam tam sypała . -zaśmiał się kierowca .
-Tomek to nawet chciał jej dać poprowadzić bo stwierdził że lepiej będzie kierować niż wszyscy kierowcy razem wzięci . Dobra kończę bo wezwanie mamy .
-A nie wiem czy Sambor ci mówił że można jutro Martynę odwiedzać .
-Nie tego mi nie mówił cześć .
-Pa - odpowiedział chłopak i poszedł ,, wrzucić '' coś na ząb
Zrobił sobie zwyczajne kanapki , zjadł je ,  umył się  i poszedł spać . Kiedy usnął była 23.30 .
          Rano obudził się o godzinie 7 . Czuł się zmęczony . Poszedł do kuchni napił się kawy . To mu pomogło . czuł się jak nowo narodzony . Ubrał się i wyszedł . Była dopiero 7.30 więc pojechał na chwilę odwiedzić koleżankę w szpitalu . Kiedy dojechał przy dziewczynie siedziała już Marta . Widząc go powiedziała
-Piotrek ja już lecę zaraz zaczynam dyżur . Pa Martyna wpadnę dzisiaj dzisiaj jeszcze do ciebie .
-Pa Marta - pożegnał ją chłopak , usiadł obok dziewczyny i powiedział - Jak się czujesz ?
-Dobrze , dzięki że wczoraj szedłeś ze mną i potem zadzwoniłeś po pogotowie .
-Nie ma za co . Będę leciał bo Wiktor zacznie się ciskać że się spóźniłem .
-No to leć .
          Piotr wyszedł i udał się do stacji . W środku czekał na niego nie Wiktor lecz dr. Góra . Artur spojrzał na zegarek i powiedział swym oschłym tonem
-Panie Piotrze jest 10 po godzinie 8 a dyżur był na godzinę 8 ! Niech się pan tłumaczy !
-Ja panie doktorze byłem u Martyny , a poza tm nie ma pan później dyżuru ?
-Jestem zamiast doktora Banacha , bo mu się córka rozchorowała .
Piotr wyszeptał
-To mam nadzieję że szybko wróci .
-Mówiłeś coś - spytał oburzony Góra zachowaniem chłopaka .
-Mówiłem że biedna Zosia - odpowiedział kierowco i poszedł do drugiego pokoju .
          Kwadrans później Artur zwołał wszystkich na zebranie . Gdy wszyscy przyszli powiedział
-Znowu powtarza się ten sam temat ... spóźnienia! Na przykład dzisiaj pan Strzelecki ...
-Co ja ! - zapytał oburzony Piotrek
-Coś pan nie rozumie w swoim nazwisku , bo jeśli tak to dam skierowanie do psychiatry . Przejdźmy do rzeczy . Więc pan Strzelecki , Pan Adam i pan Tomek się dzisiaj spóźnili . Nie interesuje mnie to że byliście u pani Martyny .
-Właściwie to ja z Adamem spóźniliśmy się bo nam autobus uciekł -dodał Tomek
-No trudno , w waszej sytuacji jestem w stanie to zrozumieć . Ale pan Piotr podrywać panią Kubicką może chodzić po pracy !
Piotr nie wytrzymał ze złości przed budynek na ławkę . Nagle zobaczył Wiktora . Lekarz szedł zanieść jednodniowe zwolnienie . Widząc że coś jest nie tak z chłopakiem zapytał
-Co jest Piotr ?
-Palantowi się na swatki zebrało .
-Co ???
-No bo byłem rano u Martyny i spóźniłem się 10 minut a Góra stwierdził przy wszystkich na zebraniu że podrywać Martynę mogę chodzić po pracy .
Wiktor wybuchnął śmiechem .
-Doktora też to śmieszy - spytał oburzony Piotrek
-Nie po prostu śmieszy mnie jego pewność siebie . Idę mu zanieść zwolnienie , za dzisiaj . Narazie !
-Dowidzenia .
Wiktor wszedł do stacji .
__________________________________________________________________
No i jest . Podzielcie się swoimi opiniami w kom. Pozdrawiam wszystkich czytelników bloga . Wejść jest już 386 . WIELKIE DZIĘKI że wchodzicie i czytacie