niedziela, 4 stycznia 2015

Rozdział 5 Zła kolej rzeczy

          Piotr po skończonym dyżurze wściekły wyszedł ze stacji. W chwili kiedy wsiadał do samochodu zadzwonił mu telefon. Była to Martyna.
-Halo, Piotrek
-Cześć Martyna coś się stało?
-Nic się nie stało. Mam tylko jedno pytanie, czy mógłbyś po mnie przyjechać?
-Pewnie zaraz będę bo wyjeżdżam ze stacji. I tak miałem cię odwiedzić.
-To ja czekam przy rejestracji.
-Dobra narazie!
Chłopak chwilę po skończeniu rozmowy z koleżanką był już w szpitalu. Przy rejestracji z dziewczyną rozmawiała Marta.
-Cieszę się że już wychodzisz.-powiedziała szczęśliwa lekarka.
-Ja też się cieszę, chyba nawet bardziej niż ty. Nareście wolność!-Martyna widząc Piotrka dodała-O cześć Piotrek. Idziemy?
-Jasne.-odpowiedział chłopak, zabrał torbę dziewczyny i dodał-To ja będę czekać przy aucie. Ok?
-Dobra Piotruś. Ja zaraz przyjdę.
Chłopak udał się w stronę wyjścia a Marta tłumaczyła coś dziewczynie.
-Musisz uważać na siebie. Rozumiesz? Chyba lubisz jeździć ambulansem?
-Oczywiście że lubię. A co to ma do rzeczy jak przysłowiowy ,,piernik do wiatraka''?
-Rozmawiałam z Samborem i jak złamiesz tę nogę jeszcze raz...To możesz pożegnać się z karetką na zawsze.
-Dobrze, wezmę sobie te słowa do serca. Idę bo Piotrek czeka. Pa Marta!
-Ale powiedz mi czy ci się podoba?
-Kto?-spytała zdziwiona Martyna.
-Piotrek. Nasz szpitalny podrywacz.
-Och Marta. Żarty zawsze się ciebie trzymały! Idę.
-To pa.
Martyna wyszła ze szpitala i udała się w stronę samochodu. W aucie siedział już chłopak. Widząc zbliżającą się koleżankę wysiadł i poszedł otworzyć jej drzwi, gdyż dziewczyna chodząc o kulach miała ograniczoną sprawność. Kiedy oboje wsiedli do samochodu Piotr powiedział.
-Lubię kiedy zdrabniasz moje imię.
-Czyli jak, Piotruś?
-Tak dokładnie Martynka.-Piotrek się uśmiechnął.
-No przyznam że całkiem fajnie to brzmi.-odparła dziewczyna.
Resztę drogi przejechali w milczeniu.
          Gdy dojechali do bloku w którym mieszka Martyna w oknie ujrzeli parę postaci. Każda trzymała w ręku butelkę. Piotr wchodził z dziewczyną na górę żeby zanieść jej torbę. Około dwa piętra niżej jak mieszka dziewczyna słychać było głośną muzykę typu ,,Łupu-Cupu''. Podobnej słuchał Piotr. Gdy byli już przy drzwiach od mieszkania Martynę zaczepiła sąsiadka.
-O jak dobrze że pani już jest. Ten pani chłopak od rana do nocy puszcza głośną muzykę. A gdy proszę żeby ją ściszyli zostaję obrażona i często opluta. I nawet raz próbował mnie  uderzyć!
-Bardzo przepraszam za niego. Spróbuję zdziałać coś w tej sprawie.
-Czy coś się stało, że pani z kulami chodzi?-zapytała sąsiadka.
-Nie przewróciłam się tylko.
-Ale na pewno ten Marcin pani nic nie zrobił.
-Na pewno nie-dziewczyna uśmiechnęła się.
-Aha no to do widzenia.
Kończąc rozmowę z sąsiadką Piotrek z Martyną weszli do mieszkania. Widok jaki zastali w środku ich przeraził. Na pierwszym planie były puste butelki, niektóre potłuczone. Ścian były wymazane jakimiś sosami chyba od pizzy. Kiedy przeszli przez budzący grozę przedpokój ich horror dopiero się rozpoczął. Kanapa była prawie cała podarta i wystawały z niej sprężyny. Na podłodze był porozsypywana ziemia od kwiatków, które zresztą jak wiele rzeczy było poprzewracane i zniszczone, potłuczone butelki po piwie, wódce i innych alkoholach. Jedno z okien w pokoju było rozbite. Na żyrandolu wisiała czyjaś bluzka. Z salon cały został jedynie telewizor, który Marcin uważał za świętość. Poszli do kuchni. Horror rozkręcał się coraz lepiej. Lodówka przewrócona, drzwiczki od szafek powyrywane. Szklanki, talerze, miski porozbijane w ,,drobny mak''. A piekarnik? Piekarnika wogóle nie było. Zniknął, po prostu zniknął. Przechodząc do sypialni Martyna czuła się coraz bardziej wściekła. Pokój do którego weszli nie był najgorszy. Jedynie pościel była pobrudzona i spało na niej jakichś dwóch kolesi. Dziewczyna otwierając szafę spostrzegła walizkę. Wyjęła ją i spakowała wszystkie swoje rzeczy. Walizka była duża więc wszystko zmieściło się bez problemu. Ale jedno zastanawiało dziewczynę, gdzie jest Marcin? Przecież w żadnym pokoju go nie było? Czy sobie coś zrobił? Nagle ją olśniło i krzyknęła
-Łazienka! On jest w łazience!
Znajomi udali się do łazienki. Martyna złapała za klamkę i otworzyła drzwi. Po ujrzanym widoku horror był lepszy jak w najlepszej bestsellerowej książce świata. Lustro stłuczone na drobne kawałeczki, wanna przeciekała z każdej strony, muszla klozetowa potłuczona a deska zawieszona na uchwycie na papier toaletowy. W wannie siedziała zguba dzisiejszego zdarzenia czyli Marcin. A wraz z nim w wannie siedziała młoda dziewczyna. Miała może z 20 lat. Martyna z wściekłości krzyknęła
-Co to wszystko ma być! Co ci wszyscy ludzie tu robią! Co ty robisz tutaj w wannie z tą dziewczyną!-łzy spłynęły jej po policzkach i po chwili dodała- Widziałeś jak to nasze mieszkanie wygląda!?! A przepraszam twoje mieszkanie wygląda!?! Nie chcę już z tobą być!  Wyprowadzam się! To koniec zrozumiałeś świnio?
-Ciekawe dokąd, pod biedronkę?-spytał chłopak, który był pijany.
-Do mnie-wciął się Piotrek
-Proszę bardzo! Droga wolna. Jeszcze będziesz błagać o przebaczenie!
-Chyba ci się śni!-zaprotestowała dziewczyna i zadzwoniła po policję, która przyjechała błyskawicznie.
Wyprosili całe towarzystwo i zabrali byłego chłopaka dziewczyny na komsariat.
          Znajomi zeszli do samochodu. Dziewczyna spytała
-Gdzie ja teraz pójdę pod most!-twarz Martyny była cała zalana od płaczu.
-Jak to gdzie! Pójdziesz do mnie-odpowiedział Piotr
-Dzięki że byłeś tam ze mną i że mi pomagasz.
-Nie ma za co.
Obydwoje wsiedli do samochodu. Chłopak zaczął robić rozporządzenia.
-Ja śpię w salonie ty w sypialni i będzie spoko.
-No niech ci będzie, ale od jutra szukam mieszkania.
-Zołza-chłopak zaczął się śmiać.
-Jaka zołza?-spytała dziewczyna
-Normalna-odpowiedział chłopak i obydwoje zaczęli się śmiać.
          Po przyjeździe do domu Piotrek oprowadził Martynę i opowiedział jej o starciu z Górą. Dziewczyna wysłuchawszy całej historii była zła na Artura, ale po części ją to bawiło. Martyna poszła się odświeżyć i położyła się spać. Piotrek uczynił to samo.
___________________________________________________________________________
Sorry że tak długo nic nie było. Opowiadanie pojawiłoby się wczoraj ale byłam chora i musiałam cały dzień leżeć. Już ponad 550 wejść! Jesteście kochani że wchodzicie i czytacie! Pozdrawiam Julia

4 komentarze:

  1. Fajne, piszesz coraz lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne :)
    Czekam na next'a :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajne, ale niestety przewidywalne. Szczerze, musze powiedzieć, że spodziawałam się takiego przebiegu zdarzeń, ale opowiadanie i tak ciekawe.
    CzerwonaPomadka

    OdpowiedzUsuń
  4. Cieszę się że wam się spodobało. Pisałam je jakieś 3-4godziny :-D

    OdpowiedzUsuń