Drogi Piotrze!
Zgodnie z moją obietnicą wyprowadzam się. Nie chcę być dla ciebie ciężarem.
Znalazłam mieszkanie, a właściwie pokój w domu u moich rodziców.
Pieniądze za moje utrzymanie oddam ci, kiedy wrócę do pracy.
Bardzo dziękuję ci za pomoc w tych trudnych chwilach,
które ostatnio przeżyłam.Odezwę się wkrótce.
Martyna
Chłopak po przeczytaniu listu od razu zaczął trzeźwo myśleć. Nawet nie musiał pić kawy. Spojrzał na zegarek. Była 7:30 a dyżur miał na godzinę 8. Zerwał się z kanapy, złapał jakieś ciuchy i wyszedł.
-Gdyby była Martyna ja bym nie zaspał, bo zaczęła by się drzeć na całe mieszkanie że się spóźnię do pracy.-pomyślał chłopak.
Gdy dojechał do stacji na chłopaka czekał Wiktor. Mężczyzna był jakiś dziwnie rozbawiony.
-Coś dzisiaj pan doktor jakoś inaczej wygląda, wszystko w porządku?-spytał Piotrek.
-Tak jak najbardziej. Jest 10 po 8 a doktora Góry jeszcze nie ma. Więc jak przyjedziesz to zobaczysz jaka będzie szopka.-powiedział Wiktor cały czas się śmiejąc.
-Ale jaka szopka?
-Kiedyś się spóźniłem i dał mi niezły wykład. Więc teraz role się odwrócą. Ty Piotrek to on chyba jedzie. To zaczynamy.
Góra wszedł do stacji ale nie zdążył nic powiedzieć. Wiktor kazał mu usiąść na przeciwko niego przy biurku i zaczął mówić.
-Panie Arturze Góra ładnie to tak się spóźniać. Jaki pan daje przykład innym ratownikom medycznym. Wyższe stanowisko i się spóźnić. Jaki wstyd. Oj to bardzo brzydko.
-Panie doktorze stałem w korku.
-Dobrze ale mógł pan być potrzebny gdzieś indziej.
-No ale każdemu mogło się zdarzyć, wie pan że mieszkam pod Warszawą.
-Ja też nie mieszkam blisko, skrzydeł nie mam więc nie latam i się nie spóźniłem!-mówił Wiktor
-Przepraszam pójdę się przebrać.-odpowiedział zgaszony Góra i wyszedł z pokoju.
Chwilę po tym Wiktor, Piotr i Adaś byli na wyjeździe.
-To co dzisiaj mamy panie doktorze?-zapytał Adam.
-Jakaś dziewczynka z oparzeniem. O to chyba tu wysiadajcie.-powiedział lekarz i po cichu dodał-Mucha! Ha ha mucha.
Doktor poszedł przodem. Gdy trochę się oddalił Adam spytał Piotrka.
-Ty co mu jest. Naćpał się czego czy coś bo od rana taki wesolutki?
-Nie po prostu dopiekł Górze. Ale dla pewności możemy mu później sprawdzić źrenice. Dobra choć.
Obydwóch ratowników weszło na górę. Opatrzyli dziewczynce rękę ale nie wymagała hospitalizacji więc zostawili mamie dziewczynki leki przeciwbólowe i wrócili do karetki.
-21S wolny pozostajemy w terenie.-odmeldował się Wiktor
-Przyjęłam.-powiedział dyspozytorka
Ratownicy odłożyli torby do karetki i chwilę potem odezwał się Adam.
-Panie doktorze mogę latareczkę.
-Proszę cię bardzo.
Chłopa wziął latarkę i poświecił doktorowi w oczy.
-Nie czyli do pana wesołości nie dokładały się żadne proszki.
-To wy mnie... myśleliście że coś brałem.
-No bo pan doktor taki nienaturalnie wesoły.
Załoga miała jeszcze dzisiaj tylko parę wezwań. Po skończonym dyżurze Piotr od razu po przyjeździe do domu zadzwonił do Martyny.
-Cześć Martyna, czemu się wyprowadziłaś?
-Piotrek nie chcę być dla ciebie ciężarem. Po za tym moja mama mnie już od dłuższego czasu prosiła żebym do nich przyjechała.
-Dzięki tobie bym się spóźnił do roboty bo nie miał mnie kto obudzić. Ale mam nadzieję że wrócisz do Warszawy.
-No oczywiście że wrócę. Dobra kończę bo zaraz będzie obiad. Wogóle weź to ogarnij. Jakieś ciotki się nazjeżdżały i ciągle słyszę
''Oj Martynko jaka ty jesteś biedna z tą złamaną nogą.'' albo ''Kochanie ty moje, powiec cioci czy ciężko ci jest z tym gipsem?'' kończę Piotruś narazie!
-Cześć Martynka.
Piotr czuł się samotny. W mieszkaniu był sam. Sam jak palec. Martyna była rodziców, a po za tym zamierza przyjechać do Warszawy na zdjęcie gipsu więc trochę to potrwa. Chłopak nie wiedząc co ze sobą zrobić zjadł kolację i poszedł spać. Lecz nie do sypialni tylko na kanapę do salonu żeby chociaż sobie wyobrażać że ona jest tu w mieszkaniu.
_____________________________________________
Jest! Po tygodniu ale niestety żeby było wcześniej rzadko jest możliwe bo nauka (nauka jest zapewne problemem większości młodzieży w życiu prywatnym). Ale już na początku lutego ferie więc jak mi wtedy czas pozwoli to postaram się wrzucać opowiadania co 3, 2 dni a może nawet codziennie. To tylko zależy od dyspozycji czasu. Pozdrawiam wszystkich moich czytelników. Julia
Sama się usmiałam czytając to opowiadanie (Oczywiście z "szanownego" doktora Góry)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
CzerwonaPomadkaa
Na początku była "Seria niefortunnych zdarzeń" więc chciałam żeby to było trochę śmieszne
UsuńSuper :)
OdpowiedzUsuńKiedy next ?
OdpowiedzUsuńSuper, kiedy następne?
OdpowiedzUsuńPrzepraszam was że w weekend nic się się pojawiło. Byłam w McDonald i się czymś zatrułam. I przez resztę niedzieli kiedy miałam dodać opowiadanie zdychałam. Mam nadzieję że mi wybaczycie brak opowiadania. Postaram się je dodać na początku tygodnia (jeśli czas mi pozwoli). Jeszcze raz was przepraszam!!!
OdpowiedzUsuńNic się nie stało . Mam nadzieje że wróciłaś do zdrowia :-) .
UsuńP.S. Pozdrawiam :-D
Powinno pojawić się w weekend. Naprawdę chciałabym dodać coś wcześniej ale czas mi nie pozwala. W ferie jak już kiedyś obiecałam (i jeśli będę miała wenę twórczą) opowiadania będą częściej. Pozdrawiam.
UsuńZapraszam do mnie opowiadanianasygnalebloa.pl . Pozdrawiam .
OdpowiedzUsuńKiedy next?:)
OdpowiedzUsuńMoże uda się jeszcze dzisiaj. Za chwilę biorę laptopa i zaczynam się rozpisywać. Kiedy dodawałam to opowiadanie komputer mi się zawiesił i myślałam że wszystko przypadło ale na szczęście się zapisało. Ale to tak na marginesie.
Usuń