sobota, 23 maja 2015

Rozdział 16 Wyjaśnienia.

       -Bałam się że się na mnie obrazisz, że odwrócisz się ode mnie. Pamiętasz jak Marcin zachowywał się w stosunku do mnie? Pamiętasz to?
-Pamiętam Martynka. Pamiętam jak to przeżyłaś.
-On zrobił mi piekło. Nigdy tego nie zapomnę. Chciałabym juz tego nie pamiętać ale gdy tylko zamykam oczy i zaczynam o tym myśleć ukazuje mi się ten obraz. Zdemolowano mieszkanie, butelki... Nawet nie może mi to przejść przez gardło.-powiedziała dziewczyna i po policzkach spłynęły jej jeszcze kolejne łzy.
-Ale to juz przeszłość. Nie wracajmy już do tego. Wytrzyj łzy i zostaw je na pogrzeb kiedy umrę.
-Idiota.-powiedziała z ironią w głosie Martyna.
-Ale przyznaj że mnie takiego lubisz.
-Powiem ci że... nie.
-Gadziątko.
-Dobra Piotruś gadziątko idzie do domu bo musi iść posprzątać.-odpowiedzała Martyna i wyszła z sali.
          Zmierzając w stronę wyjścia usłyszała głośne krzyki z korytarza równoległego. Brzmiały one ,, Ratunku''. Martyna bez namysłu pobiegła w stronę wołania o pomoc. Gdy dobiegła zobaczyła na podłodze nieprzytomnego Sambora którego właśnie kładli na szpitalne łóżko. Dziewczyna podeszła do pielęgniarki i zapytała co się stało. Pielęgniarka streściła całe to zdarzenie. Że to od tego wypadku zostały zmiany w mózgu. Niewielkie ale jednak zostały. Gdy Sambora zawieźli na salę OIOM-u Martyna zadzwoniła do Wiktora.
-Halo. Cześć Martyna.
-Dzieńdobry doktorze. Przyjedzie pan do szpitala w Leśnej Górze? Nie będę owijać w bawełnę doktor Michał Sambor jest na OIOM-ie. Stracił przytomność. Pielęgniarka i jakiś lekarz stwierdzili że to od wypadku. Powiedzieli że to zmiany w mózgu. Niewielkie ale jednak są.- zaczęła opowiadać z wielkim przejęciem Martyna.
-Martyna spokojnie wszystko dobrze będzie. Każdy ma swojego anioła stróża, który nad nim czuwa. Czasami daje nam chwilę zwątpienia żebyśmy w niego mocniej uwierzyli i zajęli się osobą która nas potrzebuje. Dzisiaj tą osobą jest doktor Michał Sambor.- uspokaja dziewczynę Banach i po chwili dodał- Za niedługo powinienem być. Ale pamiętaj wszystko się dobrze skończy.
-Doktorze to były przepiękne słowa. Wiara w cel czasami potrafi zdziałać cuda. Musimy wierzyć w to że doktor wyzdrowieje i niejednej osobie uratuje życie. Miejmy taką nadzieję bo nadzieja zawsze umiera ostatnia.
-To jest prawda najprawdziwsza prawda. Kończę pa.
-Dowidzenia- odpowiedziała Martyna i rozłaczyła połączenie.
          Usiadła na krześle przy miejscu w którym zaszło to całe wydarzenie. Rozmyślała nad tym dlaczego życie jest takie niesprawiedliwe. Dlaczego wypafdki zdarzają się skromnym osobom które często poświęcają swoje życie żeby uratować kogoś innego. Zupełnie obcą osobę.
-Pojdę do Piotrka powiedzieć mu no tym.- powiedziała sama do siebie dziewczyna i udała się do sali w której leży Piotrek. Gdy weszła do sali od razu zaczęła uspokajać kolegę.
-Piotrek tylko spokojnie. Wiesz bo...- chłopak przerwał jej wttrakcie zdania.
-Wiem Sambor jest na OIOM-ie słyszałem. Pielęgniarka mi powiadziała. Też mi jest przykro.
-Piotrek czemu to tak jest. Dlaczego. Ale on będzie żył. Prawda?
-Nie mogę ci tego obiecać ale też mam taką nadzieję.- odparł Piotrek.
-Zaraz powinien tu być Wiktor bo do niego dzwoniłam. Chodź przejdziemy się do niego zobaczyć jaki jest jego stan.
-Dobrze.-odpowiedział chłopak, założył szlafrok i razem z martyną udali się w stronę sali na której był doktor.
_______________________________________________
W poprzednim opowiadaniu Czerwona Pomadkaa napisała że nie lubi od razu  Happy End-ów. Do Sambora takie plany miałam od razu, że jego stan się pogorszy bo było by to bez sensu żeby od razu wyzdrowioał. Powiem wam szczerze że gdy pisałam rozmowę Martyny z Wiktorem a potem z Piotrem zakreciła mi się łezka w oku. A Jestem ciekawa jak wam się podobało. Zapraszam was do komentowania. Julia
Komentarze- moje paliwo do pisania.

5 komentarzy:

  1. Świetne!
    Nie wiem co mam ci jeszcze napisać.... może to, że masz prawdziwy talent, może to, że twoja historia jest inna niż wszystkie.... :D Jestem pod wielkim wrażeniem twojej pomysłowości...., tylko szkoda, że rozwaliłaś MaPi :((( Do następnego...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ekstra, super itd. :) nie wiem co powiedziec ale wiem jedno twoja historia jest genialna, inna, tylko mam nadzieje ze powrocisz Martyne i Piotrka razem. Bo to nie ma sensu gdy nie sa razem!

    OdpowiedzUsuń
  3. Na początek, maleńkie sprostowanie, bo chyba troszeczkę, źle zrozumiałaś moją wypowiedź, w poprzednim komentarzu. Szczerze mówiąc sama już nie pamiętam jego treści z dokładnością do słowa, ale jakieś tam pojęcie na temat swoich słów jeszcze mam. W sprawie Happy End-ów, nie chodziło o to, że nie lubię ich na początku, ale miałam na myśli bardziej ogólny kontekst. Chodziło o to, że nie przepadam za szczęśliwymi wątkami, w ogóle, zarówno w opowiadaniach, filmach jak i prawdziwym życiu, ale nie będę się na ten temat rozpisywać...
    Przejdę już do właściwej części komentarza:
    To co przeszła Martyna, faktycznie miało prawo porządnie nią wstrząsnąć. To normalne, że się boi, ale pogrążając się w strachu, niczego nie zyska. Będzie, gorzej, gorzej i gorzej...fajnie... Wydaje mi się, że dziewczyna po prostu potrzebuje czasu, aby sobie to wszystko poukładać, przyzwyczaić się do złych wspomnień...
    Martyna jak przystało na prawdziwego ratownika, reaguje, na każde, nawet najmniejsze wołanie o pomoc...
    Słowa Banacha o Aniele Stróżu, bardzo mi się spodobały i muszę przyznać mu całkowitą rację...
    Łatwo powiedzieć, będzie dobrze, spróbuj o tym nie myśleć, ale przecież nie da się o tym nie myśleć. To trochę tak, jakby uderzyć kogoś mocno w ramię i powiedzieć: Boli? Spróbuj o tym nie myśleć...
    Jeśli chodzi o nadzieję. Nie zgodzę się. Znam wiele przypadków, czasem z własnego doświadczenia, czasem z opowiadań innych, kiedy to właśnie nadzieja i wiara umarły pierwsze, ale nad tym, również nie będę się zagłębiać...
    Życie jest niesprawiedliwe, ale przecież nikt nie gwarantował nam, że wszystko będzie się układać po naszej myśli. Jestem zdania, że złe chwile są bardzo potrzebne, czasem nawet bardziej niż te dobre... To nieprawda, że ludzie poświęcający się dla innych rzadziej stają się ofiarami wypadków, czy innych zdarzeń. Życie jest tak samo niesprawiedliwe dla nas wszystkich, ale zawsze w inny sposób, tak aby bardziej bolało...
    W przeciwieństwie do innych, komentujących przede mną czytelników, jestem zadowolona z faktu, że na razie nie połączyłaś Martyny i Piotra węzłem miłości. Nigdy nie byłam fanką tej pary, nie pasowali mi do siebie, a te „flirty” w serialu, to przecież wyraz przyjaźni, a przede wszystkim dobrego poczucia w zespole... Dobra, nieważne... W każdym razie, cieszę się, że ten wątek poszedł, na razie, w odstawkę...
    Pozdrawiam!
    CzerwonaPomadkaa

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawe opowiadanie, jestem ciekawa czy Sambor z tego wyjdzie. Czekam na następne :)
    Przy okazji zapraszam też do mnie: nsmartynaipiotr.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Super super i jeszcze raz super. Czekam na next :-). Ps zapraszam do siebie waszehistoriezzycia.blogspot.com/?m=1 Co prawda nie jest to blog o Martynie i Piotrku ale jesli spodoba wam sie ten to zaloze blog o Na Sygnale. Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń