piątek, 30 stycznia 2015

Rozdział 8 Rozstania, kłutnie i powroty.

          Piotrek nie mógł usnąć. Nie dla tego że nie chciało mu się spać, ale z poczucia samotności. Zastanawiał się czy zrobił coś źle, czy może jakimś zachowaniem uraził Martynę. W głowie miał wiele pytań, ale na każde brak odpowiedzi. Zerknął na zegarek. Była 2:30 a dyżur miał na godzinę 8.
-Jeśli teraz nie usnę, na dyżurze będę przysypiał i Góra się zacznie ciskać, że wykazuję brak profesjonalizmu.-mówił chłopak sam do siebie-Ale może przeżył po dzisiejszej rozmowie z Wiktorem życiową przemianę. Może będzie inny? Idę wziąć coś nasennego.
Chłopak wstał i poszedł do kuchni. Z niebieskiej apteczki wziął leki nasenne i wrócił do łóżka. Po chwili usnął.
          Piotr obudził się przed godziną 7. Czuł się przygnębiony i zmęczony. Szybkim krokiem wstał i udał się do sypialni. Chciał upewnić się że wczorajszy dzień to zły sen. Niestety wczorajszy dzień to prawda, najprawdziwsza prawda. Chłopak poczuł się bardziej samotny i opuszczony niż wczoraj. Zjadł kanapki, ubrał się i wyszedł. Nawet nie przyłożył wagi do swojego wyglądu.
          Gdy doszedł do stacji, widok jaki zastał zaskoczył go. Wiktor siedział przy biurku i wypełniał papiery, a gdy chłopak powiedział dzień dobry odpowiedział mu tylko skinieniem głowy. Wszedł do pokoju ratowników. Tam też nikt nie był wesoły jak co dzień. Nikt nie grał w piłkarzyki, telewizor był wyłączony.
-Tomek, wytłumacz mi co tu jest grane?
-Piotrek... bo... a w sumie nie ważne.
-Tomek do cholery, powiedz mi co się tutaj dzieje. Wiktor siedzi przygaszony, a przecież wczoraj było mu tak wesoło. Wy patrzycie się w sufit, nikt nie gra w piłkarzyki ani nie ogląda telewizji.
-No bo... no bo Góra objął stanowisko dyrektora ratownictwa medycznego.
-No to chyba dobrze.Co nie?
-Ty sam siebie słyszysz? Nie dość że będzie nad wszystkimi gębę pruł, to jeszcze będzie z nami w budynku i czasami w karetkach.
-Może i nie za fajnie, ale czemu wszyscy jesteście tacy smutni?
-Bo on... on chce zwolnić Wiktora.
-Chyba mu się w tym jego pustym łbie coś poprzewracało. Niech tylko spróbuje. A zresztą i tak mu powiem co o nim myślę.
-Piotrek ale ty możesz przez to też pracę stracić.
-Wiesz co, guzik mnie to obchodzi! A nie pozwolę jakiemuś idiocie żeby skakał do osoby mądrzejszej od siebie.
          -21S, zgłoś się.
-21S zgłaszam się.
-Mężczyzna, około 30 lat, spadek z rusztowania.
-Ok, już jedziemy.
Karetka dojechała na miejsce. Zrobili co do nich należało i zabrali pacjenta do szpitala. Wiktor odmeldował się i załoga wróciła do bazy. W bazie było zebranie. Wszyscy czekali już tylko na załogę karetki 21S.
-O jak dobrze że już jesteście, mamy kilka spraw do omówienia. Jak już wam wiadomo będę dyrektorem ratownictwa medycznego.-zaczął mówić Góra.
Po chwili odezwał się Piotrek.
-To jak pan będzie dyrektorem, to myśli pan że może pan na wszystkich swoją gębę piłować. Są od pana mądrzejsi którzy powinni dostać to stanowisko, a nie pan! A grozić zwolnieniem doktora, chyba już panu się w tym pustym łbie poprzewracało. Idę stąd bo nie będę słuchał takiego pępka świata jak pan! Żegnam.
Piotr odwrócił się na pięcie i wyszedł bo skończył dyżur. Pojechał do domu. Chwilę po przyjściu do domu gdy ochłonął z nerwów zaczęła znowu doskwierać mu samotność. Wiedział gdzie mieszka Martyna więc postanowił ją odwiedzić. Wziął kluczyki do samochodu i wyszedł. W między czasie wysłał SMS-a do Marty, czy nie pojechałaby z nim do Martyny. Dziewczyna odpisała mu że tak. Chłopak pojechał po lekarkę i razem udali się w podróż. Gdy jechali słuchali muzyki, opowiadali sobie kawały. Podróż minęła im bardzo szybko. Rodzice Martyny mieszkali pod Warszawą niedaleko Góry.
          Gdy dojechali na miejsce przed domem na schodach siedziała dziewczyna i wpatrywała się w niebo. Jej twarz była rozpromieniona a włosy powiewały leciutko na wietrze. Znajomi przyglądali jej się przez chwilę, po czym Marta się odezwała.
-Cześć księżniczko z białym gipsem.
-Cześć Marta, cześć Piotruś. Co was tutaj sprowadza?
-Samotność Piotrka.-odpowiedziała lekarka śmiejąc się.
-Co?-zpytała zszokowana Martyna.
-To co usłyszałaś, samotność Piotrusia. Po nocach spać nie może, musi łykać prochy nasenne.
-Chodźcie wejdźcie.-powiedziała Martyna śmiejąc się i dodała-Może się czegoś napijecie?
-Wody-powiedziała Marta z Piotrem jednocześnie.
Cała trójka udała się do kuchni. Posiedzieli chwilę w kuchni i poszli pospacerować po polach. Był to ciepły koniec lipca więc pola wyglądały cudownie. Zachodzące słońce rzucało na wszystko swój śliczny blask, a lekki wietrzyk powiewał dostojnie na trzy postacie idące polami za którymi ciągnęły się dwa cienie damskie i jeden męski. Dzień minął im niezwykle miło. Bo jak by mógł minąć inaczej przy takich pięknych skarbach natury. Tylko jedynym kamieniem na drodze do sukcesu jest Góra, doktor a w sumie dyrektor Artur Góra.
_____________________________________________________
Jak wam się podoba? Przepraszam że nic się nie pojawiło wcześniej jak obiecywałam ale czas... a w sumie jego brak. Od dzisiaj zaczęły mi się ferie zimowe więc postaram się wrzucać coś częściej. Pozdrawiam i zapraszam do komentowania Julia.

6 komentarzy:

  1. Super, super, super i jeszcze raz super . Mam nadzieje że już nie długo next . Pozdrawiam i życzę weny . Patrycja :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się ze się podoba. Opowiadanie dzisiaj się nie pojawi bo mam mały remoncik. Ale jutro jest szansa bo już mam ferie.

      Usuń
  2. Fajne, a ostatni akapit wyszedł ci świetnie! :) Czekam na następne :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedy mogę spodziewać się następnego opowiadania ? / Patrycja :-D

    OdpowiedzUsuń